Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 1 stycznia 2013

Nowy rok

Zbliżał się koniec roku. Pieski babci Doty bardzo nie lubiły tego okresu. Ich wyczulony, psi słuch był narażony na ciągły huk, spowodowany odpalaniem sztucznych ogni. Milka spędzała ten czas pod dachem wiaty. Ułożyła się wygodnie na wycieraczce, ale hałas nie pozwalał jej zasnąć.
 - Cześć! - odezwała się do niej, jej przyjaciółka myszka, która tak jak ona, szukała jakiegoś cichego miejsca.
 - Cześć!- powitała ją Milka.
 - Może podzielisz się ze mną jedzeniem, bo jeszcze nic dzisiaj nie jadłam. Ten hałas nie sprzyja szukaniu pożywienia.
 - Oczywiście – odparła Milka i podsunęła łapą ku niej kulkę suchej karmy. Myszka rzuciła się na nią łapczywie. Gdy zaspokoiła pierwszy głód i z kulki została już tylko połowa, podniosła łepek i rozejrzała się dokoła. Akurat nad nimi przelatywał jakiś zabłąkany ptaszek. - Ten to ma fajnie - rozmarzyła się myszka – ma takie śliczne skrzydła i dzięki temu może latać. Ja też bym tak chciała – dodała i jeszcze przez chwilę przyglądała się oddalającemu się ptaszkowi.
 - Mnie też się podoba latanie – odparła Milka, spoglądając w stronę ptaszka. - Ale pieski i myszki nie mogą przecież latać. - wytłumaczyła koleżance z bardzo mądrą minką.
 - Nieprawda – odpowiedziała jej myszka. - Słyszałam od mojej babci, że są latające myszy.
 - Naprawdę ?– zdziwiła się Milka – ale przecież wy nie macie skrzydeł. Myszka, widząc, że zainteresowała ją swoją opowieścią, rozsiadła się wygodnie tuż przy niej i kontynuowała historię.
 - Babcia mówiła, że te myszy ze skrzydłami są dziwne i śpią wisząc głową w dół. Może od takiego spania wyrosły im skrzydła.
 - Wiesz, to możliwe – przyznała jej Milka – Ja widziałam kiedyś gąsienicę, która wisiała głową w dół, a potem wyrosły jej skrzydła i była już motylkiem.
 - Super – odparła uradowana myszka. Musimy więc położyć się spać głowami w dół, a jak się obudzimy będziemy latały.
 - Fajnie - zgodziła się z nią Milka i już zaczęła szukać miejsca na taką dziwną pozycję. W końcu, po chwili, obie ułożyły się na plecach, nogami opierając się o ścianę domu. Pozycja była bardzo niewygodna, ale obie koleżanki starały się w niej wytrzymać jak najdłużej.
 - No jak tam? – nie wytrzymała Milka – czy już rosną ci skrzydełka.
 - Bolą mnie całe plecy – odpowiedziała jej myszka – ale skrzydełek jeszcze nie widać. Może coś robimy nie tak?. Milka zastanowiła się chwilę i zdecydowała zapytać siostrę.
 - Ty tu leż, a ja pobiegnę do Pyzy i zapytam, jak to było z tym motylkiem i gąsienicą – powiedziała do koleżanki i pobiegła w kierunku ogrodzenia. - Tylko się nie ruszaj! – krzyknęła jeszcze do niej. Myszka została sama. Milki nie było bardzo długo.
 - Pewnie zrezygnowała już z tego latania – powiedziała do siebie myszka. Nóżki już jej zdrętwiały, a i łepek zaczął ją boleć od niewygodnej pozycji. W końcu nie mogąc doczekać się na koleżankę, wstała. Rozprostowała obolałe kostki, złapała pod pachę połówkę kulki suchej karmy i podreptała do domu. Po chwili pod wiatę przybiegła Milka.
 - Już wiem co musimy zrobić! – krzyczała już z daleka. Gdy jednak przybiegła na miejsce i nie ujrzała koleżanki, stanęła i zaczęła się rozglądać.
 - Pewnie w końcu wyrosły jej skrzydełka   – pomyślała.- Ale przecież nie mogło jej się to udać, ba Pyza powiedziała, że gąsienica musi mieć kokon, żeby zamienić się w motylka – rozmyślała dalej. Wreszcie postanowiła, że sama zrobi sobie kokon i pokaże myszce, że też może mieć skrzydełka. Zaczęła więc szukać czegoś co nadawało by się do zrobienia kokonu. Szukała pod krzakami i pod drzewami, w miejscu gdzie złożone jest drewno kominkowe i w okolicach koszy na śmieci, ale nic się nie nadawało. Weszła też do pomieszczenia gospodarczego i tam zauważyła wielką pajęczynę. Wsadziła w nią swój biały łepek i już pajęczyna pokryła jej mordkę. Po chwili wypatrzyła nową pajęczynę pod drabiną i jeszcze kilka innych na pozostawionych tam narzędziach ogrodniczych. Szybko pościągała wszystkie. Część pajęczyny powpychała sobie też do uszu, bo zauważyła, że słabiej słyszy hałas wybuchających petard. Cała okryta pajęczyną znów zajęła pozycję z nogami opartymi o ścianę. Zamknęła oczy i próbowała zasnąć.
 - No to już chyba przesada – usłyszała nagle cienki głosik w swoim uchu. Zerwała się na nogi, ale nikogo nie było.
 - Nie dość, że zniszczyłaś nasze domki, to mnie wepchnęłaś sobie do ucha – znów rozległ się głosik w uchu. Milka szybko wydłubała sobie pajęczynę z jednego ucha i okazało się, że miała tam też małego pajączka i to on do niej przemawiał. Pajączek wymachiwał do niej, oburzony, swoimi ośmioma nogami, wykrzykując coś przy tym, ale teraz gdy nie był już w Milki uchu, wcale go nie było słychać. Odszedł, więc szybko obrażony. Milka spojrzała na niego zdumiona i znów zajęła swoją dziwną pozycję. Leżała już tak dłuższą chwilę, gdy nadbiegła Pyza.
 - A co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona.
 - Czekam, aż wyrosną mi skrzydełka. Była tu ze mną myszka, ale jej już chyba wyrosły, bo jej nie zastałam jak wróciłam od ciebie.
 - A dlaczego jesteś cała w pajęczynie i leżysz w takiej dziwnej pozycji? - nadal dziwiła się Pyza.
 - No jak to, mówiłaś przecież, że gąsienica musi mieć kokon, a myszki babcia opowiadała, że jak się śpi z głową w dół to wyrastają skrzydła.- wytłumaczyła siostrze. Pyza rozdziawiła pysk ze zdziwienia.
 - Pieski i myszki nie latają – powiedziała w końcu. Nagle gdzieś bardzo blisko nich wybuchła kolejna petarda. Huk był olbrzymi i towarzyszył mu wielki błysk, który rozświetlił całą wiatę. Pieski aż przytuliły się do siebie. Nagłe światło wystraszyło nie tylko je. Spod dachu wyleciało dziwne stworzenie. Wyglądało dokładnie jak myszka, koleżanka Milki, ale miało piękne, duże skrzydła.
 - Ja też będę miała takie, choć bym miała leżeć tak cały rok – powiedziała widząc je Milka i znów usadowiła się z nogami opartymi o budynek. - A mówiłaś, że pieski i myszki nie latają – dodała z oburzeniem patrząc na siostrę.
 - Milka, to stworzenie, to nie myszka ze skrzydełkami, tylko nietoperz – wyjaśniła Pyza. - A teraz podnieś się, wyliż się ładnie, bo zaraz będzie Nowy Rok i życzę ci, żebyś miała w nim trochę więcej rozumku.
  - Dobrze – zgodziła się Milka – ale w Nowym Roku i tak spróbuję polatać – powiedziała cichutko do siebie i weszła za siostrą do domu, wciąż wylizując swoje białe futerko z pajęczyny.

2 komentarze:

  1. Dzięki
    Są wspaniałe, ale nieraz potrafią nieźle nabroić
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń