Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po polsku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po polsku. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 listopada 2014

Psikusy



Niebo było bardzo zachmurzone, ale deszczyk jeszcze nie padał. W ogrodzie tego dnia były aż cztery pieski.
Pyza i Milka mieszkające tu na stałe i ich dwie małe koleżanki Inka i India, które bardzo często przychodziły w odwiedziny. Wszystkie zwierzątka położyły się na tarasie. Starsze próbowały się zdrzemnąć, ale nie było to takie łatwe. Maluchy stale się wierciły.
  • No zaśnijcie w końcu – warknęła na nie Pyza.-Zaraz znowu będę musiała obejść całe ogrodzenie dookoła, a chciałam trochę odpocząć.
  • Nudzi nam się – odpowiedziała India i korzystając z tego, że Pyza zamknęła oczy, pociągnęła Inkę za ucho.
  • A ła – szczeknęła szara psinka i szturchnęła małego białego psiaka. Po chwili India znów lekko ugryzła koleżankę, tym razem w ogonek. Oba małe pieski podskakiwały, szczekając i śmiejąc się coraz głośniej. Pyza spojrzała na nie zdenerwowana, ale pokręciła tylko łebkiem i podniosła się z miejsca.
  • Mam już dosyć . Teraz ty ich pilnuj – krzyknęła do siostry i pobiegła na drugą stronę ogrodu. Milka leżała tuż obok bawiących się maluchów, ale ani ich zabawy, ani oburzony głos siostry, nie był w stanie jej obudzić. Małe pieski jeszcze chwilę pobawiły się w podgryzanie, skakanie i przewracanie. Szybko się jednak znudziły.
  • No i co teraz będziemy robiły – zastanawiała się Inka.
  • Może porobimy psikusy – wymyśliła szybko biała psinka.
  • A co to znaczy? – dopytywała się jej koleżanka. India zrobiła poważną minkę i było widać, że nad czymś się mocno zastanawia. W końcu oczy jej się zaświeciły, a na małym białym pyszczku zagościł uśmiech.
  • Widzisz tą górę liści, które babcia Dota zgrabiła pod drzewem.
  • Tak – odpowiedziała Inka nadal nic nie rozumiejąc.
  • Przeniesiemy ją tutaj i przykryjemy Milkę. Nie martw się na pewno się nie obudzi – dodała szybko widząc przerażenie w oczach szarego pieska. Inka chwilę się jeszcze zastanawiała, ale wydało jej się to bardzo zabawne, więc chętnie się zgodziła pomóc. Po dłuższej chwili na tarasie, leżała usypana olbrzymia sterta liści. 
  • Tylko dobrze się przyjrzawszy można było zobaczyć, że lekko się porusza. Małe psiaki popatrzyły z dumą na efekt swojej pracy, a potem pobiegły dalej podskakując i turlając się po trawie. Przy oczku wodnym zobaczyły norkę myszek polnych. O tej porze była pusta, bo jej właścicielki pobiegły zrobić zapasy na zimę.
  • Może zasypiemy ich norkę listkami – zaproponowała India. Inki tym razem nie trzeba było namawiać.
  • Już po chwili w miejscu norki była usypana kolejna górka z liści. Zadowolone z siebie psiaki pobiegły dalej. Pod bramą siedziała Pyza i spoglądała uważnie na ulicę.
  • Teraz jej zrobimy jakiegoś psikusa – powiedziała cichutko India.
  • O nie. Ja się jej trochę boję – zawołała wystraszona Inka. - Ale co jej zrobimy – dodała zaraz zaciekawiona. - Chyba nie chcesz jej przysypać liśćmi – zadrżała lekko na samą myśl.
  • Nie. Przecież ona nie śpi. Musimy wymyślić coś innego – stwierdziła India
  • Już wiem – krzyknęła wreszcie. -Rozsypiemy liście i wylejemy na nie klej. Widziałam jakiś u babci .Potem zawołamy Pyzę. Jak przebiegnie to liście same się do niej przykleją. -dokończyła bardzo dumna ze swojego pomysłu. Dwa małe psiaki szybko uwinęły się, przygotowując pułapkę. Inka była trochę zdenerwowana, ale India przekonała ją, że nikt nie będzie ich przecież podejrzewał, bo uciekną na drugi koniec ogrodu.
  • No dobrze, ale kto w takim razie zawoła Pyzę – dopytywała się Inka.
  • Coś się wymyśli – wysapała India polewając liście klejem ze słoika. Nagle w ogrodzie rozległy się, głośne, piskliwe krzyki myszek. Wróciły właśnie do norki z małymi, rajskimi jabłuszkami w łapkach.
  • Gdzie jest nasza norka? Skąd się wzięły tutaj te liście? – wrzeszczały zdenerwowane.
Zaalarmowana tym krzykiem Pyza, pobiegła w ich kierunku. Po drodze niestety wpadła w przyszykowaną dla niej pułapkę. Ponieważ bardzo się rozpędziła, poślizgnęła się na stercie liści polanych klejem. Próbowała się podnieść, ale łapki rozjeżdżały jej się we wszystkie strony. Wreszcie udało jej się stanąć. Otrząsnęła się szybko i nawet nie zauważyła, że wygląda jak usypana sterta liści. Krzyki myszek wciąż nie ustawały. Pyza widziała je już z daleka.
  • Co się stało – krzyknęła do nich. Małe myszki już miały opowiedzieć co się stało, gdy nagle zamilkły i stanęły jak wryte. W ich małych oczkach było widać strach.
  • Ojej! To jakiś liściasty potwór – zawołały przerażone. To on naniósł nam liści na nasz domek, a teraz na nas poluje. Uciekajmy.- krzyknęły do siebie i szybko pobiegły ukryć się w gęstwinie pobliskiego żywopłotu.
Pyza rozejrzała się dookoła, ale nic strasznego nie zauważyła. Podeszła bliżej do ziemianki. Nigdzie nie było widać mysiej norki. Przyjrzała się też dokładnie wielkiej kupie liści, która pojawiła się w tym miejscu.
  • Dziwne – mruknęła do siebie psina i postanowiła znaleźć swoją siostrę. Białego dużego pieska nigdzie nie było.
  • Milka!– krzyknęła zaniepokojona. Spojrzała na taras, ale tam leżała tylko usypana góra liści.
  • Milka! – wrzasnęła z całej siły. Myszki schowane w krzakach przyglądały się temu z daleka, trzęsąc się ze strachu.
  • Ten potwór poluje teraz na biedną Milkę – powiedziała cichutko jedna z nich.
  • Miillkkaa! - znowu rozległo się głośne wołanie. Pyza wchodziła właśnie na taras, gdy nagle sterta liści ruszyła się i spod niej wysunął się biały, puszysty ogon Milki. Pyza stanęła zaskoczona. Do jej uszu doleciał cienki, przerażony głosik jednej z myszek.
  • Tych potworów jest więcej. Jeden zjadł Milkę, a drugi wbiegł na taras. Trzeci pewnie chciał zjeść nas i dlatego leży na naszej norce. Ratunku – dobiegło spod żywopłotu. Pyza podeszła bliżej do sterty liści. Rozgarnęła je pyszczkiem i szturchnęła nadal śpiącą siostrę. Milka zerwała się na nogi. Liście pospadały z niej na wszystkie strony. Potem otworzyła zaspane oczy. Zobaczyła przed sobą dziwną górę liści, która się ruszała i wykrzykiwała coś do niej tak jak jej siostra. Przetarła jeszcze raz oczy, ale obraz się nie zmienił.
  • Coś ty zrobiła z tymi liśćmi – krzyczała już bardzo zdenerwowana Pyza. Machnęła też parę razy pyszczkiem i jeden listek odkleił jej się od mordki.
  • Ja nic nie zrobiłam – odpowiedziała, lekko jeszcze zaspana Milka -Ale dlaczego ty się tak przebrałaś. Pyza obejrzała się dokładnie. Wszędzie miała poprzyklejane liście. Zerwała jeden zębami, powąchała go i już wszystko zrozumiała.
  • To maluchy – warknęła. To one tak narozrabiały. Ja im zaraz pokażę – dodała pod nosem i pobiegła poszukać małych psotników. Znalazła je blisko oczka. Dwa małe pieski leżały na trawie i turlały się ze śmiechu. Widząc jednak zbliżającą się Pyzę siadły obok siebie i podkuliły małe ogonki. Szara starsza koleżanka wyglądała bardzo groźnie, mimo,że nadal miała na sobie wiele liści. Małym pieskom nie było już do śmiechu.
  • Przepraszamy – zawołały równocześnie.- To tylko niewinne psikusy – dodała skruszona India.
  • Te psikusy, nie były niewinne, bo wyrządziły krzywdę innym. Myszki są przerażone, ja jestem cała brudna, a babcia musi znowu zgrabiać liście.
  • Przepraszamy – jęknęły znowu winowajczynie.- To się już nie powtórzy.
  • Widzicie te dwa duże worki z liśćmi, stojące obok koszy na śmieci.
  • Tak – skinęły łebkami małe pieski.
  • Do wieczora wszystkie liście z całego ogrodu macie znieść i ułożyć w tamtym miejscu.
Małe pieski nie próbowały nawet dyskutować z rozzłoszczoną Pyzą. Spuściły małe łebki i zabrały się za pracę. Po paru godzinach wszystkie liście leżały na wielkiej stercie, a dwa małe psiaki wykończone padły nieopodal worków. Już miały zasypiać ze zmęczenia, gdy nagle worki zatrzęsły się i zaczęły wypluwać z siebie liście. Małe psinki pisnęły z przerażenia.

  • To chyba zemsta liści. Atakują nas – krzyknęła Inka.
  • Uciekajmy – zdecydowała przerażona India. Oba pieski uciekły w popłochu. Z worków wygramoliły się Pyza i Milka.
  • Tak się robi psoty – zaśmiała się duża biała psina i przybiła łapą piątkę ze swoją siostrą.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Nieporozumienie


Lato w tym roku było bardzo upalne. Babcia rzadko wychodziła do ogrodu. Najczęściej wieczorem, kiedy robiło się trochę chłodniej. Tego dnia rano, nakarmiła tylko swoje pupile i zaraz podreptała z powrotem, narzekając pod nosem, że ten upał jest nie do zniesienia. Pieski leżały w cieniu i głośno dyszały. Widząc babcię, bardzo wolno podniosły się z miejsca i podeszły do swoich misek. Nawet pięknie pachnące śniadanie, nie zachęciło ich do przebiegnięcia tych paru metrów.  Nagle ktoś zadzwonił do bramy. Milka podniosła tylko głowę, a Pyza szczeknęła dwa razy, na wszelki wypadek. Gdy zobaczyły, że to Igorek ze swoją mamą, zamerdały ogonkami, ale nawet do nich nie podbiegły. Okazało się zresztą, że nie było warto się ruszać, bo goście, tylko chwilkę porozmawiali z babcią i zaraz  wsiedli do samochodu i odjechali. Pieski w tym czasie,wyszukały trochę cienia i znowu ułożyły się wygodnie. Milka nawet nie wylizała pyszczka, tylko od razu zasnęła. Pyza jeszcze chwilę popatrzyła znudzona i też zamknęła oczy. Słońce było bardzo oślepiające, więc nie zauważyły, gdy podeszła do nich babcia. Położyła przed nimi coś bardzo małego i puszystego.
- To jest India – przedstawiła zwierzątko, bo okazało się, że ta mała, biała kulka, ma cztery małe łapki, maleńki ogonek i patrzy na nie wielkimi, czarnymi ślepkami. - Musicie się nią zająć- , bo ja muszę jechać- do sklepu – dodała jeszcze babcia i szybko wróciła do domu.
- Tylko dobrze jej pilnujcie, bo ona ma dopiero 5 tygodni – krzyknęła zamykając drzwi.
- Czy to jest pies? - zapytała Milka obwąchując przerażone stworzonko.

- Wygląda raczej jak mała owieczka – stwierdziła Pyza i bardzo lekko pacnęła małą w łepek. Wielkie, czarne oczy spojrzały na nią  wystraszone, a z pyszczka wydobył się cichutki pisk. 
- To jednak jest piesek – wyjaśniła po chwili Pyza i jeszcze delikatniej szturchnęła malucha. Uśmiechnęła się też przyjaźnie, ale biała kulka znowu zapiszczała bojaźliwie.

- A na co nam dodatkowy piesek i to taki malutki. - zastanowiła się Milka. Przecież z nią będzie straszny kłopot. Gdzie ona będzie spać? I z czyjej miski będzie jadła? - wyliczała niezadowolona. -Ja nie zamierzam się nią zajmować, bo ja mam już wystarczająco dużo obowiązków. - Pokiwała nerwowo łebkiem i zapomniawszy o upale pobiegła na drugi koniec ogrodu.
- Nie bój się maluchu – odezwała się Pyza –  wychowałam ją, to i z tobą dam sobie radę. Mam tylko nadzieję, że nie wyrośniesz na takiego leniuszka, jak ona. India  podniosła łepek i polizała Pyzę po łapie. Po chwili jednak znów skuliła się i cichutko piszczała. Milka w tym czasie, weszła pod swoje ulubione krzaki, ale nie przestawała przyglądać się siostrze i nowemu zwierzątku.- Przecież to ja jestem tym najmłodszym i najukochańszym psem babci – zamruczała do siebie. - Może babcia teraz przestanie się już ze mną bawić i nie będzie mnie karmiła takimi smakołykami? Im więcej się zastanawiała, tym bardziej przerażająca wydawała jej się przyszłość . Z tego zdenerwowania nie mogła nawet zasnąć. Postanowiła sprawdzić co porabia jej siostra. Cichutko podeszła bliżej. Zobaczyła Pyzę i przytuloną do niej, śpiącą kuleczkę. Milce zrobiło się bardzo przykro.
- No tak, ona też już mnie nie będzie teraz przytulała – westchnęła smutno i ze spuszczoną głową, poszła przed siebie. Szła bardzo zamyślona i nawet nie zauważyła, że nie jest już w ogrodzie, ale na pobliskiej łące. Pewnie jeszcze długo by tak wędrowała, ale potknęła się o wystający patyk i musiała przystanąć, żeby wylizać sobie łapkę. Rozejrzała się dookoła ze zdziwieniem. W oddali pasło się stado owiec. Już miała wracać do domu, gdy wpadł jej do głowy pewien pomysł. Zadowolona z siebie szybko pobiegła w tamtym kierunku.

- Cześć!– zawołała przyjaźnie. - W ogrodzie babci jest mała owieczka, może to wam zgubiło się jakieś dziecko? - zapytała. Owce zaczęły beczeć coś do siebie, a potem najstarszy baran odezwał się do niej.
- Nasze dzieci wszystkie są przy swoich rodzicach, ale możemy przygarnąć  waszą owieczkę. Dobrze będziemy się nią zajmować
- No nie wiem -zastanowiła się Milka. - Już moja siostra ją wychowuje.
- Pies nie potrafi wychować owcy – krzyknął oburzony baran. - Zaraz pójdziemy z tobą całym stadem i przekonamy ją o tym  – dodał, a pozostałe owce zawtórowały mu głośnym beczeniem. Milka trochę się wystraszyła, że dostanie jej się od Pyzy, ale zaraz przypomniała sobie widok małej psinki, zwiniętej w kulkę, obok jej siostry i wszystkie wątpliwości zniknęły.
- Chodźcie za mną – zawołała i ruszyła w drogę powrotną do domu. Napotkani po drodze ludzie oglądali się za nimi. I nie ma co się dziwić, bo widok był niecodzienny. Przodem, z łebkiem dumnie podniesionym do góry, maszerował duży, biały pies, a za nim szło całe stado owiec, głośno becząc. W końcu zwierzęcy pochód doszedł do ogrodu babci Doty i przez uchyloną bramę wszedł do środka. Pyza nie rozumiała co się dzieje, ale widząc walecznie nastawione owieczki, przykryła sobą, wystraszonego hałasem, małego pieska. Owce podeszły bliżej i zatrzymały się naprzeciwko nich. Milka na wszelki wypadek opuściła towarzystwo i ukryła się w krzakach.
- Witam - odezwał się wielki baran. - Podobno znalazłaś małą owieczkę i chcesz ją sama wychować- - mówił oburzonym tonem. - To bardzo zły pomysł – krzyknął, a wszystkie owce głośno zabeczały. - My lepiej wychowamy owieczkę. Natychmiast musisz nam ją oddać- – zakończył i całe stado okrążyło zdziwionego pieska. Pyza nie wystraszyła się wcale, ale krzyki i beczenie owiec bardzo ją zdenerwowało. Podniosła się gotowa do skoku i zawarczała groźnie. Owce nieco się cofnęły, ale też nie chciały ustąpić. Nawet Milka podeszła bliżej, bo trochę się zaniepokoiła. Już  miało dojść do bitwy, gdy spod Pyzy wyszło małe, trzęsące się, białe zwierzątko. Spojrzało wielkimi, przestraszonymi oczami po wszystkich zebranych.  Potem podbiegło w kierunku Milki i ukryło się pod jej długim ogonkiem, cichutko popiskując. Owce stanęły zdezorientowane.

- Ja i moja siostra Milka, nie pozwolimy zrobić krzywdy temu maleństwu. - odezwała się Pyza, groźnie przy tym warcząc.- To nie jest owieczka, tylko bardzo mały piesek i żadne owce go nie zabiorą, bo będą miały z nami do czynienia- dodała i wyszczerzyła groźnie zęby. Mała India w tym czasie, przytuliła się do Milki jeszcze bardziej i z przerażeniem patrzyła co się dzieje, wyglądając zza jej łapy. Owce nic nie rozumiały. Milka też była bardzo zdziwiona, ale gdy mały piesek przytulił się do niej, od razu postanowiła go bronić i nawet groźnie zawarczała. Ucieszyło ją też, że Pyza o niej nie zapomniała, tylko chciała stanąć razem z nią do walki z całym stadem owiec. Najstarszy baran, widząc, że zaszła straszna pomyłka,  zabeczał donośnie. Wszystkie owce mu zawtórowały, a potem jedna po drugiej, zaczęły wychodzić z ogrodu. Zza zakrętu wyjechał właśnie samochód babci, gdy ostatnia owca wychodziła przez bramę.
- Chyba mi się coś przewidziało – mruknęła pod nosem babcia, przecierając okulary i kręcąc głową. Wysiadła z samochodu i poszła do ogrodu. Na trawie pod orzechem zobaczyła leżącą Milkę i wtuloną w nią, drzemiącą smacznie, Indię. Obok siedziała Pyza.
- No Mileczko, wiedziałam, że dobry z ciebie piesek – powiedziała widząc to babcia. - Choć, dostaniesz w nagrodę jakiś smakołyk. Pyza głośno szczeknęła.
- O tobie też nie zapomnę, oczywiście – stwierdziła babcia, źle zrozumiawszy to szczeknięcie. - Po małą zaraz przyjedzie Igorek, ze swoją mamą, bo to jego piesek – dodała jeszcze idąc do domu.
- Czy ta babcia nie mogła wyjaśnić nam tego wcześniej? - pożaliła się Milka, ale bardzo cichutko, żeby nie obudzić śpiącego szczeniaczka.

- Jakoś ci się to wszystko udało i babcia nawet się nie domyśliła co zrobiłaś, ale ja ci tego tak łatwo nie odpuszczę. - już miała zawarczeć Pyza, ale pokazała tylko groźnie zęby. - Na początek wszystkie smakołyki będą dla mnie – dodała jeszcze szeptem - bo ty na pewno na nie nie zasłużyłaś .
- Ale nadal mnie kochasz siostrzyczko, prawda? - zamruczała Milka.
- Tak, ale nieraz sama nie wiem dlaczego.
- Bo jestem przemiłym, małym pieskiem i już zrozumiałam, że ty i babcia zawsze będziecie mnie kochały – odpowiedziała sobie Milka. Pyza pokręciła łebkiem, ale na jej pyszczku znów zagościł uśmiech.

wtorek, 28 maja 2013

Jak zostać żabą



Słońce było już wysoko na niebie, gdy Milka wygramoliła się ze swojej kryjówki w tujach. Rozejrzała się naokoło, czy nie nadchodzi jej siostra. Nie ujrzawszy jej nigdzie, przeciągnęła się i ruszyła w kierunku misek, coś przekąsić.

  • Ale nudy- powiedziała do siebie. - Muszę koniecznie znaleźć kogoś, kto się ze mną pobawi – mruknęła i zajęła się jedzeniem. Nigdy nie zajmowało jej to wiele czasu, więc już po chwili stała nad pustą miską oblizując się swoim wielkim, różowym językiem. Nadal zastanawiała się nad towarzyszem zabaw. Pyzy wolała nie pytać, czy się z nią pobawi, bo wiedziała co odpowie na to jej starsza siostra.- Jesteś już taka duża, że powinnaś mi pomagać przy pilnowaniu, a nie ciągle myśleć o zabawie. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym i znów rozejrzała się nerwowo. Uspokojona, postanowiła odwiedzić najpierw swoją koleżankę myszkę. Niestety w jej norce nie zastała nikogo.
  • Może pobawię się ze ślimakiem – pomyślała i już miała pędzić w jego kierunku, gdy przypomniała sobie, że zabawa z nim jest też nudna, bo ślimak bardzo wolno się rusza.
  • Muszę znaleźć sobie kogoś tak szybkiego i skocznego jak ja – stwierdziła. Gdy tak rozmyślała, do strumyka, płynącego nieopodal, przyleciało kilka wróbelków. Wskoczyły do wody i ochlapywały się nią, robiąc przy tym straszny hałas.
     To świetna zabawa – pomyślała Milka i pobiegła do nich. Niewiele myśląc wskoczyła w sam środek, robiąc przy tym wielką fontannę wody. Wróbelki natychmiast odleciały przerażone i oddalając się wykrzykiwały coś w stylu – co za niegrzeczny pies!, - nawet nie można się w spokoju wykąpać!, czy -patrz gdzie wskakujesz wielkoludzie! Po chwili ich szczebiotanie ucichło i tylko Milka, z bardzo zdziwioną miną została w strumyku. Zrezygnowana wyszła na trawę i otrząsnęła swoje futerko z wody.

  • Hej! Nie zamawiałyśmy prysznica – usłyszała nagle czyjś cieniutki głosik. Rozejrzała się dokładnie i na liściu, w oczku wodnym zobaczyła dwie, zielone żabki. Minki miały uśmiechnięte, więc odważyła się do nich zagadać.
  • Cześć! Ja jestem Milka – a wy jak się nazywacie.
  • Nie powiemy ci, bo nie możemy rozmawiać z nieznajomymi – po chwili odpowiedziała jej odważniejsza z żabek.
  • Ale ja wam się przedstawiłam i chcę się z wami pobawić – wyjaśniła im Milka.
  • Musiałabyś być żabą, bo my możemy się bawić tylko z żabkami. - tym razem zabrała głos druga z nich.
  • Ale ja jestem pieskiem – odparła Milka
  • No właśnie, więc nie możesz się z nami bawić – zarechotały żabki i zaczęły przeskakiwać z liścia na liść, strasznie się przy tym zaśmiewając. Biały piesek przyglądał się im z zazdrością. W końcu nie wytrzymał i odezwał się znowu.
  • To ja chcę zostać żabą. Ale nie wiem jak to zrobić. Żabki spojrzały bardzo zdziwione. Potem rechotały długo coś między sobą, aż wreszcie odezwała się jedna z nich.
  • Po pierwsze musisz umieć skakać tak jak my, z liścia na liść.
  • Po drugie – tym razem druga żabka zabrała głos – musisz umieć upolować muchę.
  • A po trzecie musisz być zielona – zawołały razem i wybuchnęły śmiechem. Milka nie wzięła jednak tego za żart i postanowiła spełnić ich warunki.
  • Zobaczycie, na pewno zdam egzamin na żabę – mruknęła odchodząc. Żabki słysząc to znów wybuchnęły śmiechem , ale zaraz zajęły się zabawą. Milka poszła do swojej kryjówki, żeby się zastanowić.
  • Ze skakaniem nie mam problemów – zamruczała do siebie. Potem pomyślała nad złapaniem muchy. Już kiedyś próbowała upolować jedną, która przeszkadzała jej swoim brzęczeniem, w spaniu, ale niestety mucha była szybsza. Po chwili przypomniała sobie, że widziała niedawno pajęczynę, w pomieszczeniu gospodarczym, w którą zawsze wpadały jakieś muchy. Czym prędzej pobiegła to sprawdzić. I tym razem w pajęczynie szamotała się jakaś mucha. Milka przyjrzała jej się dokładnie. Mucha trzepotała posklejanymi skrzydełkami i wołała ratunku.
  • Poczekaj jak wymyślę, jak być zieloną, to wrócę i cię uratuję – krzyknęła i już jej nie było. Teraz czekało na nią najtrudniejsze zadanie. Już miała przyozdobić swoją sierść zielonymi listkami, gdy przypomniała sobie, że zabarwiła kiedyś na zielono łapę od świeżo skoszonej trawy. Zadowolona z siebie zaczęła przewracać się na trawniku, wcierając w sierść zielony barwnik z trawy. Nie udało jej się ufarbować dokładnie, ale już po chwili miała na całym ciele zielone plamki.


  • Mogę przecież być plamiastą żabką – stwierdziła po obejrzeniu się. Bardzo ucieszona pobiegła w podskokach do pomieszczenia gospodarczego po muchę, a zaraz potem podskakując skierowała się w stronę oczka wodnego. Obeszła je dwukrotnie dookoła, ale nie znalazła żabek. Mucha bzyczała jej między zębami i próbowała uciekać. Wreszcie zrezygnowana przystanęła przy kamieniu, po którym wędrował ślimak.

  • Cześć, co masz taką strasznie smutną minkę? - zapytał.
  • Mmmm - Milka próbowała odpowiedzieć. Po chwili wypluła muchę i przydepnęła jej skrzydełka łapką. - Szukam takich dwóch zielonych żabek, które jeszcze niedawno się tu bawiły – odpowiedziała.
  • Nie ma ich już, bo nad oczkiem przelatywał bocian, który poluje na żabki i one prędko uciekły do swoich rodziców. Słyszałem jak mówiły do siebie, że nie widziały jeszcze tak wielkiego bociana – opowiadał ślimak. Z każdym jego słowem w Milce narastało przerażenie. Ostatnie słowa ślimaka słyszała już w biegu. Zostawiła muchę, która z radością wzbiła się w powietrze i pobiegła ukryć się w tujach. Wieczorem zastała ją tam Pyza.
  • Ty znowu tu się wylegujesz! – nakrzyczała na nią.- Wychodź natychmiast! - rozkazała. Milka pokiwała głową. Wtedy właśnie Pyza zauważyła, że jej siostra cała się trzęsie.
  • Co ci jest?- spytała już spokojniej – Jesteś chora?
  • Nie, tylko nie mogę wyjść, bo nad ogrodem lata wielki bocian i może mnie zjeść.
  • Coś ty znowu wymyśliła – znów krzyknęła Pyza – przecież ty jesteś pieskiem, a on poluje na żaby. Wychodź natychmiast.
  • Nie wyjdę! - warknęła Milka i weszła jeszcze głębiej. - On może nie wiedzieć, że ja jeszcze nie jestem żabą – dodała i znów się zatrzęsła ze strachu.
  • Ja nic nie rozumiem. Wychodź i mi wszystko opowiedz . Milka wysunęła zielony łepek i zaczęła tłumaczyć siostrze wszystko od początku.
  • Piesek nie może być żabką. Żabką się trzeba urodzić, a ty urodziłaś się pieskiem. - wyjaśniała cierpliwie Pyza wyciągając Milkę za ucho spod krzaków. W końcu udało się jej jakoś ją przekonać. Wieczorem u babci w domu, zwierzątka ułożyły się na swoim posłaniu, ale Milka wciąż się jeszcze kręciła.

  • No co tam? - warknęła Pyza.
  • Ale jakby co, to wytłumaczysz temu bocianowi, że ja jeszcze nie zdawałam tego egzaminu na żabkę. - odezwała się Milka i przytuliła swój zielony łepek do zaskoczonej siostry.
  • Czy ty kiedyś widziałaś żabę z wielkim puszystym ogonkiem – zapytała powstrzymując wybuch śmiechu
  • Chyba nie- odparła Milka
  • To się nie martw, bo on na pewno też nie widział. - powiedziała ziewając Pyza.