Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 czerwca 2015

Dzień Dziecka



Jest jeden dzień w roku, w którym świętują wszystkie dzieci na świecie. W tym dniu dzieci bawią się i szaleją do woli. W ogrodzie babci Doty to święto obchodzą także zwierzęta. Rano wszystkie pieski dostały swoje smakołyki, ale tym razem Pyza i Milka, starsze psy babci Doty, pozwoliły, żeby maluchy India i Inka, wybrały z misek to co najlepsze. Dorosłe psy, dzielnie wytrzymały wszystko. Patrzyły ze spokojem, jak dwa małe psiaki biegają poszczekując od jednej miski do drugiej. Były też niewzruszone, jak Inka złapała Indię za ucho, żeby zatrzymać ją na chwilę, co pozwoliło tej drugiej zdobyć piękną, wędzoną kurzą łapkę i uciec. Z zaciśniętymi zębami, przetrwały też tą chwilę, jak India trzymając Inkę za ogon, przewróciła ją i przebiegając po niej, dopadała spory kawałek gotowanego mięska. Jednak, gdy baraszkujące maluchy wpadły do miski Milki i makaron z mięskiem wysypał się na boki, z pyska zdenerwowanej właścicielki rozległ się głośny, ostrzegający warkot. Dwa rozrabiaki szybko uciekły na trawnik i tam jedna drugiej wylizywały z futerek resztki pysznej strawy. Długo nie trwała jednak ta błoga chwila, bo już słychać było śmiechy i piskliwe poszczekiwania.

  • W tym dniu musisz okazać się większą wyrozumiałością – powiedziała Pyza do Milki wylizując swoją miskę.
  • Przecież widzisz, że się staram – odparła jej młodsza siostra. Nawet żadnej nie ugryzłam w te wiecznie szczekające pyszczki – pomyślała jeszcze i poczłapała w kierunku ulubionych krzaków. Tam ułożyła się wygodnie i zaraz zasnęła. Nie słyszała więc tego, co działo się nieopodal, w samym rogu ogrodu.
  •  Małe pieski przebiegały właśnie w tamtej okolicy, gdy nagle ujrzały dziwne dwa zwierzątka. Wystraszone ukryły się w trawie i obserwowały te nieznane im stworzenia.
  • Pomieszkamy trochę w tym ogrodzie – powiedziało większe zwierzątko.
  • Dobrze mamo, nawet mi się tu podoba– odpowiedziało mniejsze.
  • Teraz poszukajmy jakiegoś miejsca do spania.
  • Ale mamo –odezwał się maluch, robiąc proszącą minkę - Ja już jestem duży i mogę tu na ciebie poczekać. Dzisiaj jest dzień Dziecka i ja się chcę trochę pobawić.
  • No już dobrze. Masz rację. Pamiętaj tylko synku, że w tym pięknym miejscu, też może czyhać wiele niebezpieczeństw. Musisz być bardzo ostrożny.- powiedziała mama i śmiesznie tupiąc nóżkami, oddaliła się, zostawiając małego.
  • Może się przedstawimy? – zaproponowała cicho India.
  • Dobra- zgodziła się Inka i wypchnęła małą koleżankę do przodu, tak, że ta wypadła z trawy i z poślizgiem zatrzymała się przy nieznajomym. Nagle stało się coś dziwnego. Małe zwierzątko zniknęło, a na jego miejscu leżała tylko kolczasta piłeczka. 
  • Do Indi dołączyła już Inka i obie przyglądały się z ciekawością.
  • Co to ? - cichutko powiedziała India.
  • Nnnie wieeem. - Wyjąkała przerażona szara psina. Nim jednak pieski zdążyły coś zrobić, kulka przeturlała się do przodu. Z jednej strony wysunęły się cztery nóżki , a z drugiej mały pyszczek.
  • Cześć jestem Igiełek. Jestem jeżykiem – dodał po chwili, widząc wielkie, zdziwione spojrzenia nowych koleżanek.
  • Cześć - odważyła się powiedzieć India. My jesteśmy pieskami i nigdy nie widziałyśmy jeżyka.
  • Ale nasza koleżanka Milka nam opowiadała, że już spotkała kiedyś takie dziwne, podobne do szczotki, stworzenie – szybko dodała Inka
  • No! Tylko nie do szczotki !– obruszył się zdenerwowany Igiełek. Nagle przyszła mu do głowy świetna myśl. Postanowił zażartować sobie z małych psinek i trochę nakłamać im o swoim gatunku.
  • Jeżyki to takie super zwierzęta – powiedział dumnie wypinając pierś do przodu. My potrafimy wszystko. Widziałyście jak zamieniam się w kulkę z kolcami.
  • Tak – oba małe pieski kiwnęły łebkami.
  • Moich kolców boją się nawet wielkie zwierzęta – opowiadał dalej jeżyk
  • A umiesz latać? – zapytała Inka
  • Nnno pewnie – szybko potwierdził Igiełek - Ale nie wysoko - dodał na wszelki wypadek.
  • Fajnie – mruknęły zafascynowane psiaki.
  • Pobawmy się – zaproponował jeżyk, bojąc się dalszych pytań.
  • Może się pogonimy, my bardzo dobrze biegamy – zawołały maluchy.
  • Nie, może w coś innego – szybko odezwał się jeżyk, wiedząc, że od razu by się wydało, że biega bardzo wolno. Nagle ujrzał przed sobą małą dziurę w siatce ogrodzeniowej.
  • Może przenikniemy przez siatkę – zaproponował.
  • My nie umiemy przenikać – odpowiedziały zgodnie psiny.
  • Dobra pokażę wam jak ja to robię - zaproponował przebiegły malec. Odwróćcie się na chwilę, bo wszystkiego nie mogę wam ujawniać. Takie są zasady super zwierzaków.
    Oba pieski obróciły się grzecznie, a mały jeżyk szybko przecisnął się przez dziurę.
  • Zobaczcie już jestem po drugiej stronie! – krzyknął do nich drepcząc po chodniku.
  • Ale fajnie. Też byśmy tak chciały umieć – mówiły zauroczone nowym przyjacielem, psinki. Jeżyk dumny z siebie, że udało mu się oszukać koleżanki, podskakiwał, przesuwając się do tyłu. Nagle potknął się na krawężniku i wpadł prosto na jezdnię.
  •  Małe pieski, aż pisnęły z przerażenia.
  • Uważaj, tam jest niebezpiecznie!– krzyknęły tak głośno, że usłyszała ich Pyza i zaniepokojona przybiegła do nich . Milka także uniosła jedną powiekę. Gdy jednak zorientowała się w sytuacji, szybko doskoczyła do siatki.
  • Jeżyku, musisz uciekać! – krzyczała już Pyza.
  • No prędko, podnoś się! - warczała Milka
  • Igiełku uciekaj!– krzyczały maluchy. Na szczęście po ulicy na razie nie przejeżdżał żaden samochód, tylko gdzieś w oddali jechał wóz z koniem. Mały jeżyk nie czuł się teraz taki odważny. Cały się trząsł. Biały, wielki, warczący pies, stojący przy siatce, wyglądał strasznie. Kątem oka zobaczył też jeszcze większe zwierzę, które ciągnęło wóz i zbliżało się do niego. Przerażony szybko zwinął się w kulkę i nastroszył kolce. Niestety wszystkie zwierzątka usłyszały znany im warkot nadjeżdżającego samochodu. Pyza biegała jak szalona przy siatce krzycząc – No dalej ruszaj się! Milka zamarła wpatrzona w zbliżający się pojazd.
    Nikt nie zwracał uwagi na maluchy, które krzyczały – Przeniknij z powrotem przez siatkę jeżyku. No dalej, przecież umiesz. Na to wszystko doszła do siatki zaniepokojona mama Igiełka.
  • Ratujcie mojego synka!  - krzyczała przerażona. Warkot zbliżającego samochodu był coraz głośniejszy. Milka położyła łapę na oczach, nie chcąc oglądać tego dłużej. Pyza stanęła jak wryta.Po ulicy przejechał rozpędzony samochód, ale chwilę wcześniej nad siatką ogrodzeniową przeleciał, jak pocisk, mały jeżyk zwinięty w kulkę. Okazało się, że konik w porę zdążył kopnąć go swoim kopytem. Wszyscy odetchnęli z ulgą, spoglądając na kępkę trawy, w której wylądowała kolczasta kulka. Po chwili kępka się zatrzęsła i wysunął się z niej, lekko oszołomiony upadkiem, jeżyk.
  • To naprawdę super zwierzak. I naprawdę umie latać. Hurra – wiwatowały uradowane małe psiaki. Mama jeżyka właśnie doszła do synka i ściskała go mocno w swoich łapkach. Milka i Pyza też do nich podeszły.
  • Mamo bo mnie udusisz – powiedział Igiełek uwalniając się z jej objęć. Nagle zobaczył nad sobą dwie wielkie głowy, szarą i białą.
  • Mamo ratuj! – krzyknął z przerażeniem i schował się za nią.
  • On chyba jednak nie jest super zwierzakiem. - zdziwiła się India.
  • Tak, boi się Milki i Pyzy – dodała zaskoczona Inka. Mama jeżyka spojrzała na synka ze zdziwieniem.
  • Coś ty takiego naopowiadał tym małym pieskom? - zapytała, nadal mając groźną minę.
  • Ja tylko tak żartowałem. Nie pozwól, by te wielkie stworzenia mnie zjadły – zatrząsł się mały jeszcze bardziej przytulając się do swojej mamy.
  • O przepraszam, nie gustuję w takim kolczastym jedzeniu – obruszyła się urażona Pyza - Choć dla ciebie zrobię dzisiaj chyba wyjątek – przysunęła się bliżej, puszczając oko do mamy jeżykowej.
  • Nie posłuchałeś mamy, okłamałeś małe koleżanki i prawie zginąłeś pod kołami rozpędzonego samochodu – wymieniała . Milka bardzo starała się utrzymać groźną, poważną minę, ale widok oblizującej się Pyzy, tuż nad trzęsącym się małym jeżykiem, był bardzo zabawny.
  • Masz szczęście, że dzisiaj jest Dzień Dziecka – odparła w końcu i pobiegła do swoich obowiązków.
  • Obiecuję, już będę grzeczny, będę słuchał mamy i nie będę kłamał – wciąż trzęsącym się głosem wyliczał Igiełek, drepcząc grzecznie za swoją mamą.
  • Wcale nie był super zwierzakiem – prychnęła oburzona India. 
    Przerażone małe psinki najpierw wpadły na siebie, a potem pomknęły co sił w nogach w drugi koniec ogrodu.
  • Tak, my jesteśmy odważniejsze – przytaknęła jej Inka. Oba maluchy dumnie spojrzały na siebie.Nagle przebiegając obok dużego krzaka usłyszały głośne warknięcie.
      Przerażone małe psinki najpierw wpadły na siebie, a potem pomknęły co sił w nogach w drugi koniec ogrodu.
  • No i kto jest super zwierzakiem - mruknęła Milka, układając się do snu, bardzo zadowolona z siebie. No i ja też mam teraz Dzień Dziecka.















    W bajce wykorzystano zdjęcia ze strony e-ogrody.pl    ,     http://t0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTjt6i5yR9LOM-GAbxTtXUENHqsnHfZKN8T5dXJ_iqvWfWparaI













poniedziałek, 3 marca 2014

Błoga cisza





-    Ale jest milutko – powiedziała Pyza, wygrzewając się w promieniach wiosennego słońca.
-    M hmm – mruknęła leniwie, leżąca obok niej Milka.
-    I taka cisza dookoła – rozmarzyła się jeszcze starsza siostra, wyciągając przednie łapy. Nagle po ulicy przejechał jakiś pojazd i oba pieski zerwały się, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie zatrzyma się w okolicy.
-    No widzisz i już po naszym odpoczynku. Chyba niepotrzebnie tak się zachwycałaś – krzyknęła Milka biegnąc parę kroków za siostrą.
- Będę cię musiała nauczyć jak delektować  się taką chwilą ciszy – dodała biała psina, już bardziej do siebie.
-   O tak w odpoczywaniu jesteś mistrzem – zaśmiała się sznaucerka. - Mamy bardzo odpowiedzialne zadanie. Musimy pilnować   babci domu i ogrodu. Nie możemy ciągle odpoczywać  .
-    Wiem – Milka poparła ją niechętnie. - Ale fajnie by było, gdyby ktoś nam w tym pomagał.
-    Wieczorem przychodzi do nas India. Będzie mieszkała z nami cały miesiąc, bo Igorek z rodzicami wyjeżdżają na wakacje. Jest już na tyle duża, że będzie mogła nam pomagać   . Trzeba ją jednak do tego przeszkolić  – dodała jeszcze Pyza i pobiegła w drugi koniec ogrodu.
-    Nie przejmuj się, ja już się tym zajmę – uśmiechnęła się Milka do obrazka, który właśnie pojawił się w jej głowie .( Cisza, spokój dookoła. Mała India biega pilnując obejścia, a ona i Pyza leżą wyciągnięte na tarasie, od czasu do czasu leniwie się przeciągając.)
- Sielanka – mruknęła do siebie. Szybko jednak musiała porzucić   te myśli, bo obok ogrodzenia przechodziła gromada dzieci. Milka bardzo lubiła ten moment, kiedy dzieci wracały ze szkoły. Często zatrzymywały się przy siatce i zachwycały się pieskami. Starała się wtedy pokazać    z jak najlepszej strony. Skakała, machała ogonkiem, a że jej ruchy nigdy nie były dobrze skoordynowane, najczęściej potykała się o coś i lądowała na ziemi. Dzieci jednak bardzo lubiły przyglądać   się jej popisom.
Wieczorem do domu babci Doty przybyła India. Igorek przywiózł jej czerwone posłanie  i ulubiony żółty kocyk oraz małą metalową miseczkę. Piesek dawno nie gościł u babci, więc był bardzo podekscytowany.
-    Ale fajnie? Co? Będę znowu u was mieszkała. Będziemy się świetnie bawić. Zobaczycie. Ale macie duże miejsce. Moje jest bardzo malutkie, ale też milutkie. Chyba będę trochę tęsknić, ale dam radę. Jestem już przecież dużym psem – trajkotała od drzwi, a mówiąc ostatnie zdanie wypięła dumnie klatkę i uniosła swój mały biały łepek, jak najwyżej umiała.
-    Od kiedy ona już tak dobrze  szczeka – zastanawiała się Pyza.
-    A nie wystarczyłoby tylko małe "Hej!" na powitanie – mruknęła Milka. India w tym czasie przebiegła już kilka razy po całym pokoju. Wbiegła też do kuchni, skąd babcia musiała ją przegonić , zaznaczając, że tu nie wolno.







 Kilka razy wskoczyła na zasypiające starsze koleżanki, aż w końcu trafiła na swoje miejsce i zwinięta w kłębek zasnęła.
Rano babcia wypuściła wszystkie trzy pieski na dwór.
-    Ale fajnie! Piękna pogoda prawda. Patrzcie, a tam lecą jakieś ptaki. Może polecę się z nimi przywitać? Chyba zaraz będzie śniadanie. Babcia zawsze wam daje smakołyki. Już nie mogę się doczekać. A co potem będziemy robiły? - India biegała po ogrodzie. Humor jej dopisywał, a pyszczek nadal się nie zamykał. Milka próbowała przyglądać  się małej psinie spod przymkniętych jeszcze powiek, ale szybko ją znudziło obracanie łebkiem to w jedną, to w drugą stronę. Pyza przebiegała wzdłuż ogrodzenia wywiązując się jak zwykle sumiennie ze swoich codziennych obowiązków.
-    Czemu tak wolno biegasz? Ja umiem już znacznie szybciej. Zobacz tam też mieszkają jakieś pieski. Cześć pieski nazywam się India i teraz tu trochę pomieszkam. Pyza? A dlaczego tak się ciągle rozglądasz? Boisz się czegoś? Nie bój się ja cię obronię, bo już jestem duża. Oj gdzie to śniadanie, bo burczy mi w brzuszku?- wyrzuciła z siebie jednym tchem  mała psinka  i już jej nie było.
Przy ogrodzeniu stała tylko szara sznaucerka, kiwając ze zdziwienia łebkiem.
-    Nawet nie wiedziałam, że można tyle powiedzieć  w tak krótkiej chwili. - mruknęła wykrzywiając pyszczek. - Mam nadzieję, że to tylko jej chwilowy zachwyt nową sytuacją i szybko jej przejdzie – dodała jeszcze z po wątpieniem w głosie. Babcia właśnie wyniosła trzy pełne miski i wszystkie pieski pobiegły w jej stronę.

-  Pyszne co? I ten makaron z mięsem, wspaniały – słychać  było między jednym, a drugim mlaśnięciem.
 - A wy też macie takie pyszne? Może trochę spróbuję? Może wasze jest inne. Mniam, mniam. Moje się już kończy - mówiąc to mały piesek podszedł do miski Pyzy.

-    No tego już za wiele! - szara psina szczeknęła donośnie. Milka na wszelki wypadek odsunęła się nieco, nie przerywając jedzenia.
-    Okej! Okej!Zrozumiałam! - India odskoczyła wystraszona.- Ale jestem małym pieskiem i muszę się dobrze odżywiać. Muszę przecież mieć siły, żeby tak szybko biegać. Nauczę się też tak głośno szczekać.    . Wszyscy się będą mnie bali. Ja już skończyłam i polecę się napić. Co wy tak długo jecie? - słychać   było jeszcze z oddali. Dwa duże pieski spojrzały po sobie i zrezygnowane pokręciły łebkami. Potem w ciszy dokończyły swój posiłek.

-    Pamiętasz? Zobowiązałaś się ją uczyć  – przypomniała Pyza siostrze. - Z wielkim zainteresowaniem, będę czekała na efekty – zaśmiała się jeszcze i podreptała w kierunku bramy.
Tym razem obrazek przyszłej sielanki nie pojawił się w myślach Milki. Spojrzała na biegającego po ogrodzie z prędkością światła małego, białego pieska.
-    To chyba będzie trudniejsze niż myślałam – mruknęła pod nosem i ruszyła w kierunku koleżanki. Biała kulka przemieszczała się jednak tak szybko, że zrezygnowana stanęła na środku ogrodu i krzyknęła.

-    India!
Nawet nie zdążyła wygodnie usiąść, gdy usłyszała piskliwe szczekanie, a po chwili mała India była już przy niej.
-    Będziemy się bawić ? Skończyłaś wreszcie jeść ? A kiedy będzie drugie śniadanie? Gdzie właściwie poszła Pyza?
Milka otworzyła pysk, ale nie wiedząc, na które pytanie ma odpowiedzieć, zamknęła go z powrotem. W końcu patrząc chwilę na wiercącą się przed nią małą psinkę, najpierw groźnie warknęła, a potem zaczęła do niej mówić poważnym głosem.

-    Jesteś już dużym pieskiem, więc...
-    No przecież wiem, że już jestem duża. Jestem też bardzo szybka. Może się po ścigamy. Ja chętnie ci pokarzę jak szybko bie....
-    Cisza! - warknęła zdenerwowana Milka. - Ja jestem starsza i mówię, a ty mnie słuchaj. Mała psinka już otwierała pyszczek, żeby coś odpowiedzieć, ale mina dużego białego psa stojącego przed nią, przekonała ją by tego nie robić .
-    Jesteś już duża – Milka zaczęła ponownie – i musisz mieć   jakieś obowiązki. My z Pyzą stróżujemy w domu i w ogrodzie. Za to babcia o nas dba i dobrze nas traktuje. Ty też musisz zapracować   na swoją miskę pysznej karmy. Mała psinka słuchała z szeroko otwartymi oczami i uchyloną mordką.
-    To na jedzenie trzeba pracować? A co to jest praca? Ja się chętnie nauczę tej pracy? Mój Igorek to dawał mi jedzenie bez pracy. Ale dostawałam suchą karmę. Można ją zjeść, ale nie jest taka pyszna jak ta od babci.
Milka przewróciła oczami .
-    Cisza! – znów musiała warknąć, by przerwać   ten potok słów wydobywający się z małej białej mordki. Stróżowanie to ważne zadanie. Trzeba biegać  po ogrodzie i dobrze się wszystkiemu przyglądać. Jak zobaczysz coś niepokojącego musisz przyjść   do mnie, lub do Pyzy i wszystko nam opowiedzieć . Zrozumiałaś?
-    Tak – India kiwnęła łebkiem. Będę wspaniale stróżować, bo ja już jestem duża. I umiem też szybko biegać. To będzie fajna zabawa.

-    Dobrze ! Już dobrze! - przerwała zniecierpliwiona Milka. - Biegnij teraz po Pyzę, i powiedz, że ty ją zastąpisz. Mała psinka pobiegła podekscytowana perspektywą nowej przygody. Po chwili na tarasie w promieniach słonecznych wygrzewały się dwa pieski babci Doty.

-    A jednak sielanka – zamruczała Milka uśmiechając się pod nosem.
-    Widziałam ślimaka, ale schował się do domku. To nie ładnie z jego strony. Po ulicy jedzie jakiś samochód. Ptaki usiadły na naszym drzewie, ale je przegoniłam. Chyba dobrze sobie radzę . Bo ja już jestem duża i odważna.
-    I to ma by  sielanka, a  gdzie nasza błoga cisza? – oburzyła się Pyza.
-    Nad tym muszę jeszcze niestety popracować  – odpowiedziała jej siostra wpychając sobie do uszu dwie małe szyszki i z błogą miną układając się do snu.

sobota, 9 listopada 2013

Dwa tygodnie


Mimo że z drzew spadło już większość liści, pogoda nadal była piękna. Świeciło słońce, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Pieski biegały po ogrodzie, gdy właśnie otworzyły się drzwi domu i wyszła babcia Dota.
  • Mam dla was miłą wiadomość – powiedziała, poklepując swoje pupile po łepkach. Zwierzątka usiadły grzecznie i zaciekawione, wpatrywały się w babcię.
  • Igorek z rodzicami wyjeżdża na wakacje - kontynuowała- W związku z tym, przez dwa tygodnie, będzie mieszkała u nas India. To pierwszy raz, gdy zostanie na tak długo. Na pewno będzie bardzo tęskniła, więc musimy okazać jej wiele miłości. Jest przecież jeszcze szczeniaczkiem.- zakończyła babcia i wolnym krokiem podreptała do swoich zajęć.
  • No trudno, niech mieszka – wołała biegnąc za nią Milka – ale gdzie ta miła wiadomość.
  • No przecież, właśnie ją usłyszałaś – wyjaśniła Pyza.
  • Spodziewałam się jakiś smakołyków, albo..... , albo, jeszcze więcej jakiś smakołyków – odparła Milka i na samą myśl oblizała się od ucha do ucha.
  • Nie narzekaj, przecież lubisz tą małą – krzyknęła Pyza i pobiegła w kierunku oczka wodnego. Milka położyła się pod drzewem.
  • Mała jest fajna, ale wolałabym smakołyki – mruknęła do siebie i zamknęła oczy.
Wieczorem, zgodnie z zapowiedzią, w domu babci Doty pojawiła się India, a wraz z nią małe miejsce do spania i mała miseczka . Najpierw było wielkie powitanie. Psinka skakała z radości i poszczekiwała wesoło. Szybko jednak zauważyła, że nie ma jej właścicieli. Położyła się na swoim posłaniu, czerwonym, w białe serduszka, i popiskiwała cichutko. Pyza i Milka też ułożyły się na miejscu i próbowały zasnąć.
  • Może dzisiaj pozwolimy jej spać z nami – zaproponowała Milka słysząc kolejne piśnięcie. Pyza nie zdążyła nawet jej odpowiedzieć, gdy już między nimi leżała, mała biała kruszynka. Od razu zamknęła oczy i wyglądało jakby natychmiast zasnęła.

     Gdy babcia przyszła zobaczyć jak sobie poradziły, zastała już zupełnie inny widok. Po jednej stronie wielkiego miejsca, maksymalnie wciśnięta w oparcie i skulona, spała Pyza. Pośrodku, rozłożona z łapkami do góry spała India. Milce brakło chyba miejsca, bo leżała obok na podłodze. Babcia uśmiechnęła się na ten widok.
  • Dała sobie radę – wyszeptała i poszła do swojej sypialni.
Pierwsza noc przebiegła spokojnie. Rano wszystkie pieski wybiegły do ogrodu. Zawsze pierwsza, jako starsza wychodziła Pyza, a za nią wolnym krokiem zaspana Milka. Tym razem wyglądało to trochę inaczej. Gdy babcia otworzyła drzwi na taras, India najpierw przebiegła między łapami zaspanej Milki, co spowodowało, że ta potknęła się o nią i wpadła głową w ścianę. Potem rozpędzona, mała kulka, próbowała dogonić Pyzę, więc ledwo obie zmieściły się w drzwiach. Pyza warknęła nawet groźnie, ale po małej już nie było śladu.
  • Jest jeszcze mała – mruknęła szara psina i skierowała się do swoich codziennych obowiązków.
Z tarasu obserwowała ją Milka, rozmasowując sobie czubek łebka.
  • Tylko spokojnie, zaraz pyszne śniadanko – powiedziała do siebie i poszła z drugiej strony domu, gdzie babcia miała wynieść jedzenie. Usłyszawszy znajome trzaśnięcie drzwi, przyśpieszyła kroku.
Pod dachem, tu gdzie zawsze, stały już 3 miski. Milka skierowała się od razu do swojej i jakież było jej zdziwienie, gdy w samym środku ujrzała zanurzonego po brzuch, w makaronie z mięsem, małego pieska. India podniosła łepek, spojrzała niepewnie, a potem jednym susem wyskoczyła z tej miski, by wskoczyć do drugiej, która stała obok. Trzecia znacznie mniejsza miseczka świeciła już pustkami. Gdy na miejsce dotarła Pyza, Indii już nie było. Milka właśnie zlizywała resztki ze swojej brody.
  • Znowu wyjadłaś moje jedzenie! – krzyknęła, patrząc w jej kierunku oskarżycielsko.
  • Ale to nie ja – biały, duży piesek,aż się skulił ze strachu.
  • No może mi powiesz, że ta mała opróżniła swoją miskę i wyjadła pół mojej. Przecież ona tu nawet nie dosięgnie – zawarczała Pyza i zaczęła zjadać to co jeszcze zostało w jej misce. Milka na wszelki wypadek oddaliła się czym prędzej.
  • Co ta babcia sobie myślała, że dwa tygodnie z tym potworem to dobra wiadomość – mruczała idąc w kierunku ogrodzenia. Nagle coś przykuło jej wzrok. W strumyku, obok oczka wodnego, do połowy w wodzie leżał babci kalosz, a z jego cholewki wystawał mały, znajomy ogonek.
  • No nie, tego już za wiele – krzyknęła i popędziła w tamtym kierunku. - Co ona sobie myśli, jeszcze wpadnie do oczka wodnego – mruknęła i przyśpieszyła kroku. Gdy ostatkiem sił doskoczyła i chwyciła kalosz do pyszczka, wydał jej się jakiś lekki. Rzuciła go na trawę i zaczęła zaglądać do środka.
  • Milka!- usłyszała nagle gniewny głos babci. Okazało się, że oglądała poczynania Milki przez okno i teraz zbliżała się z groźną miną. Milka, aż przysiadła. Babcia chwyciła za kalosz. Wyleciało z niego sporo wody, co rozzłościło ją jeszcze bardziej.
  • Niedobry pies!- krzyknęła i odeszła niosąc w ręku zielony but, ociekający wodą. Milka jeszcze długą chwilę nie odważyła się ruszyć. Dawno nie widziała swojej pani takiej zdenerwowanej. W końcu zdecydowała się opowiedzieć wszystko siostrze.
  • Ojej!– przypomniała sobie nagle -Może ta mała wpadła do wody i trzeba ją ratować . Rozejrzała się dookoła. Pyza stróżowała przy bramie, a obok niej siedział mały psiak, dumnie wypinając klatkę piersiową do przodu, i unosząc łepek, z poważną miną, do góry .
Milka odetchnęła z ulgą. Ale zaraz potem przypomniała sobie ile dzisiaj wycierpiała niesłusznie przez tego malucha.
  • Muszę coś z tym zrobić, bo nie wytrzymam tych dwóch tygodni – pomyślała i skierowała się w kierunku drewna do kominka.

    Chwilę rozmawiała ze swoją koleżanką myszką, a potem oddaliła się zadowolona. Podeszła do drzwi prowadzących do pomieszczenia gospodarczego i lekko je uchyliła. Potem położyła się obok i wyglądało jakby zasnęła. Nie minęło dużo czasu, gdy mała psina znudziła się pracą i przechodziła obok leżącej Milki. Ujrzawszy uchylone drzwi od razu postanowiła wejść do środka.
  • Nie wchodź tam – otworzyła jedno oko Milka. To może być niebezpieczne dla małego pieska.- dodała i zamknęła oko.
  • Phi! - usłyszała po chwili wraz z cichutkim skrzypnięciem drzwi. Na jej pyszczku zagościł zagadkowy uśmiech.

    Pieski mają wspaniały słuch, więc nie musiała nawet zmieniać miejsca, by wiedzieć co robi w garażu jej mała koleżanka. Najpierw było słychać jak z półki spadła jakaś metalowa rzecz, potem zaczęły spadać inne. Gdy stara opona potoczyła się jeszcze w kierunku małego psotnika, rozległ się przeraźliwy pisk i zza drzwi wypadła na podwórko przerażona, biała kruszynka. Cała się trzęsła, a na jej pyszczku malował się strach. Dopadła do Milki i wtuliła się w nią tak, że nie było jej widać.
  • Miałaś rację. Tam chyba są jakieś duchy. - zatrzęsła się -Już zawsze będę cię słuchać, tylko mnie obroń. Jesteś przecież taka duża i odważna.
  • I nie będziesz już wyjadała jedzenia z mojej miski?– zapytała Milka z przebiegłą minką.
  • Oczywiście – pisnęła nadal trzęsąca się India.
  • I będziesz spała na swoim miejscu?
  • Tak . Obiecuję.
  • I oddasz mi pół swojego jedzenia – zamyśliła się Milka.
  • Nie przeginaj!- krzyknęła Pyza, która już od jakiegoś czasu przysłuchiwała się ich rozmowie, ale po chwili uśmiechnęła się i puściła oko do siostry.
  • Chodź mała nauczę cię teraz kolejności wychodzenia i wchodzenia do domu – powiedziała do Indii i pobiegła z nią na drugi koniec ogrodu. Milka rozłożyła się wygodnie. Gdy rozmowy ucichły zza uchylonych drzwi wyjrzała mała myszka i kiwnęła na swoją rodzinę.
  • Możecie wychodzić! Droga wolna!- stwierdziła rozglądając się dookoła. Potem podeszła do swojej koleżanki .
  • Przybij piątkę! - uśmiechnęła się do niej Milka wyciągając wielką łapę. To była naprawdę dobra robota.Chyba teraz jakoś wytrzymam te dwa tygodnie – mruknęła i zasnęła z uśmiechem na pyszczku.

poniedziałek, 30 września 2013

Super moce



Milka obudziła się w bardzo złym humorze.
  • No gdzie to nasze śniadanie – mruczała pod nosem przestępując z łapy na łapę.
  • Nie przesadzaj babcia dopiero zabrała nosze miski. Zaraz nałoży pyszną karmę i wyniesie ją dla nas – zganiła ją Pyza.
  • Strasznie długo to trwa – nadal marudziła Milka.
  • Co cię dzisiaj ugryzło? - zapytała Pyza bacznie przyglądając się siostrze. Milka nie zdążyła jej odpowiedzieć, bo właśnie otworzyły się drzwi i babcia postawiła przed nimi wypełnione po brzegi psie miski. Przez chwilę słychać było miarowe mlaskanie.
  • Wcale się nie najadłam – stwierdziła Milka wylizując resztki – chyba jakoś mało tego dzisiaj było. - dodała jeszcze i pobiegła w stronę oczka wodnego. Pyza popatrzyła za nią ze zdziwieniem kiwając głową.
  • Przecież więcej by się już nie zmieściło do naszych misek – mruknęła i znów zajęła się swoim śniadaniem.
Milka biegała po ogrodzie nadal jakaś poddenerwowana.
  • Co się z tobą dzieje? - krzyknęła za nią jej koleżanka myszka, próbując ją dogonić .
  • Zatrzymaj się na chwilę – pisnęła jeszcze zziajana. Milka zatrzymała się niechętnie.
  • Może się w coś pobawimy? - zaproponowała myszka, wciąż ledwo łapiąc oddech. Milka zastanowiła się nad propozycją koleżanki.
  • Nie chce mi się – odparła w końcu i znów zaczęła biegać.
  • Co ją ugryzło? - już drugi raz tego dnia usłyszała to pytanie, ale nawet nie zadała sobie trudu by na nie odpowiedzieć. W końcu zmęczona tym bieganiem ułożyła się na tarasie. Drzwi do mieszkania babci były otwarte, a w pokoju bawili się jej dwaj wnukowie.
  • Kupiłam wam samochodziki spider-mana – mówiła babcia wręczając chłopcom dwa nowe resoraki.
  • A kto to jest spider-men? - zapytał młodszy Arturek.
  • Nie wiesz? - zdziwił się Igorek. - To taki superbohater. Jak był chłopcem to ugryzł go pająk i teraz ma specjalne moce. Umie robić pajęczynę, ale taką bardzo mocną, i dzięki niej może się szybko przemieszczać. Może też chodzić po ścianach i po suficie i jest bardzo silny – tłumaczył podekscytowany Igorek. - I teraz wszystkim pomaga – dodał jeszcze.
Arturek słuchał go z podziwem.
  • To ja będę tym spider-manem – zadecydował
  • Nie, to ja chcę być spider-manem, bo jestem starszy – zdenerwował się Igorek.
  • Nie kłóćcie się – wtrąciła się babcia.- obaj możecie być spider-manami, bo przecież każdy z was ma jego super samochód. Chłopcy spojrzeli na swoje nowe samochodziki i znów zaczęli bawić się razem. Milka jeszcze chwilę przysłuchiwała się jak dwaj mali superbohaterowie ratowali z opresji swoje pluszaki. W końcu jej wielkie oczy zamknęły się i słychać było tylko miarowe oddechy.
Słońce było już bardzo wysoko, gdy Milka się obudziła. Przetarła łapą zaspane oczy i zaraz przypomniała sobie rozmowę, jaką słyszała przed zaśnięciem. Potem przypomniała sobie, że Pyza i myszka pytały co ją ugryzło.
  • Ojej!– krzyknęła w końcu. - Zostałam superbohaterem!
  • Ciekawe czy mam jakieś super moce?– zastanowiła się. Najpierw przeciągnęła się, bo tak długie spanie w jednej pozycji spowodowało, że była trochę odrętwiała. Potem wstała i zaczęła biec, co sił w łapach. Nagle zobaczyła na swojej drodze ślimaka. Przeskoczyła go tak szybko, że pęd powietrza jaki wytworzyła, przeturlał go kawałek do tyłu. Biedny ślimak z przerażeniem ukrył się do swojej muszelki.
  • Ale jestem szybka! – pomyślała widząc to Milka i jeszcze przyśpieszyła kroku.

    Przebiegając obok ułożonego pod wiatą drewna kominkowego, nie wyrobiła na zakręcie i zahaczyła o jedno wystające polano. To niestety spowodowało lawinę innych ułożonych, jeden na drugim, kawałków. Hałas spadającego drewna wystraszył mieszkającą tam rodzinę myszek. Mama myszka i Tata myszka wraz ze wszystkimi dziećmi wybiegli szybko z norki.
    Przyglądali się właśnie porozwalanym kawałkom, gdy nagle nie wiadomo skąd, pojawiła się Milka i chwyciła ich wszystkich za ogonki.
    Po chwili biegła już, a z jej pyszczka zwisało sześć zdziwionych myszek. Nim zdążyły coś krzyknąć, Milka otworzyła pyszczek i wszystkie myszki wypadły na trawę.
  • Jestem superbohaterem i właśnie was uratowałam! – krzyknęła i już jej nie było. Myszki podnosiły się i rozcierały sobie obolałe miejsca.
  • Chyba muszę poskarżyć się Pyzie, na zachowanie twojej koleżanki – powiedział tata myszka do swojej córki. - Jej zabawa staje się niebezpieczna dla innych – wysapał otrzepując się z resztek trawy. Cała rodzina myszek bardzo oburzona ruszyła z powrotem do swojej norki. Rozglądali się jednak bacznie na boki, czy nie nadbiega znów Milka. Ale Milka była już na drugim końcu ogrodu. Na jednej z gałązek czereśni siedział tata drozd i przygotowywał swoje dzieci do sztuki latania.
  • Musicie rozprostować mocno skrzydełka. O tak – demonstrował , przyglądającym mu się z uwagą małym drozdom. Potem przeleciał parę gałązek dalej.
  • Teraz lećcie do mnie – nakazał. Maluchy były jednak tak przestraszone, że nawet nie drgnęły. Niestety przyglądała się temu Milka. Zaraz postanowiła im pomóc. Podskoczyła wysoko i chwyciła koniec gałązki na której siedziały małe ptaszki. Gałąź zatrzęsła się, a potem nie wytrzymała ciężaru uwieszonego pieska i pękła spadając na ziemię. Małe drozdy też zaczęły spadać. Na szczęście rozwinęły przy tym swoje skrzydełka. Przerażone, odbyły właśnie swój pierwszy lot.
  • Jestem superbohaterem i wam pomogłam! – krzyknęła widząc je, zadowolona z siebie Milka i już pobiegła dalej. Tata drozd nie był jednak taki zadowolony. Wręcz przeciwnie. Zdenerwowało go to, że Milka naraziła na niebezpieczeństwo jego dzieci.
Biały piesek ratował już niestety inne zwierzątka mieszkające w ogrodzie babci Doty. W okolicach rajskiej jabłonki leżało sporo małych, czerwonych jabłuszek. Mrówki, mające nieopodal mrowisko, przepychały jedno takie jabłuszko, by zrobić zapasy na zimę. Widząc je Milka chwyciła jabłuszko za ogonek. Przeniosła wraz z uczepionymi do niego i przerażonymi mrówkami.
Nad mrowiskiem upuściła je z takiej wysokości, że wbiło się robiąc w nim wielką dziurę. Nie poprzestała jednak na tym jednym jabłuszku. Przeniosła tak jeszcze kilka, rzucając jak popadnie, na mrowisko i demolując je przy tym doszczętnie.
Przerażone mrówki ogłosiły alarm. Gdy wybiegły na zewnątrz zobaczyły oddalającą się Milkę, która krzyczała :
  • Jestem superbohaterem i wam pomogłam!
Nad ogrodem babci Doty zaszło już słoneczko. Zmęczona po całym dniu Milka wracała do domu. Rozmyślała właśnie jak pochwali się siostrze swoimi nowymi mocami. Pod domem zastała jakiś wielki hałas. Zbliżyła się powoli planując znów kogoś uratować. Wyjrzała zza rogu i zobaczyła Pyzę, a wokół niej rodzinę myszek, rodzinę drozdów, ślimaki i mrówki. Wszyscy przekrzykiwali się jeden przez drugiego.
  • Chyba mnie chwalą – pomyślała i wyszła dumnie w ich kierunku. Nagle jednak usłyszała, co oni wykrzykują.
  • Zniszczyła nasze mrowisko! – krzyczały mrówki.
  • Chwyciła nas za ogonki i rzuciła na trawniku! – odezwała się wzburzona mama myszka.
  • Strąciła moje dzieci z gałęzi!
  • A mnie prawie stratowała przebiegając!
Milka nie mogła uwierzyć. Nikt nie był zadowolony z jej pomocy. Próbowała wyjaśnić, że stała się superbohaterem, bo przecież Pyza i myszka powiedziały, że coś ją ugryzło, ale nikt nie chciał jej słuchać. Na szczęście Pyza zrozumiała, że jej siostra miała dobre intencje. Udało jej się załagodzić konflikt i przeprosiła wszystkich. Obiecała też bardziej jej pilnować . Gdy wszyscy się rozeszli pozostało jej, wytłumaczyć Milce, że tak nie postępuje superbohater. Pomagając innym trzeba uważać, by nie stała się nikomu krzywda. Trzeba też zapytać, czy ktoś chce naszej pomocy. Milka słuchała siostry ze zdziwieniem, a gdy jeszcze okazało się, że nie stała się niestety superbohaterem była załamana. Ułożyła się na miejscu i nie chciała się ruszać. Pyza zaniepokojona jej stanem już miała zareagować, gdy do domu weszła córka babci Doty, Ania, niosąc na rękach małą Indię. Psinka uwielbiała się bawić z pieskami babci Doty. Od razu pobiegła do Milki i polizała ją po jej wielkim nosie.
  • Wiesz, jak będę duża, chcę być taka jak ty- powiedziała tak milutkim głosikiem, że Milka od razu się uśmiechnęła.
  • O nie, tylko nie to – pomyślała Pyza, ale nie powiedziała tego na głos, bo przecież bardzo kochała siostrę.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Nieporozumienie


Lato w tym roku było bardzo upalne. Babcia rzadko wychodziła do ogrodu. Najczęściej wieczorem, kiedy robiło się trochę chłodniej. Tego dnia rano, nakarmiła tylko swoje pupile i zaraz podreptała z powrotem, narzekając pod nosem, że ten upał jest nie do zniesienia. Pieski leżały w cieniu i głośno dyszały. Widząc babcię, bardzo wolno podniosły się z miejsca i podeszły do swoich misek. Nawet pięknie pachnące śniadanie, nie zachęciło ich do przebiegnięcia tych paru metrów.  Nagle ktoś zadzwonił do bramy. Milka podniosła tylko głowę, a Pyza szczeknęła dwa razy, na wszelki wypadek. Gdy zobaczyły, że to Igorek ze swoją mamą, zamerdały ogonkami, ale nawet do nich nie podbiegły. Okazało się zresztą, że nie było warto się ruszać, bo goście, tylko chwilkę porozmawiali z babcią i zaraz  wsiedli do samochodu i odjechali. Pieski w tym czasie,wyszukały trochę cienia i znowu ułożyły się wygodnie. Milka nawet nie wylizała pyszczka, tylko od razu zasnęła. Pyza jeszcze chwilę popatrzyła znudzona i też zamknęła oczy. Słońce było bardzo oślepiające, więc nie zauważyły, gdy podeszła do nich babcia. Położyła przed nimi coś bardzo małego i puszystego.
- To jest India – przedstawiła zwierzątko, bo okazało się, że ta mała, biała kulka, ma cztery małe łapki, maleńki ogonek i patrzy na nie wielkimi, czarnymi ślepkami. - Musicie się nią zająć- , bo ja muszę jechać- do sklepu – dodała jeszcze babcia i szybko wróciła do domu.
- Tylko dobrze jej pilnujcie, bo ona ma dopiero 5 tygodni – krzyknęła zamykając drzwi.
- Czy to jest pies? - zapytała Milka obwąchując przerażone stworzonko.

- Wygląda raczej jak mała owieczka – stwierdziła Pyza i bardzo lekko pacnęła małą w łepek. Wielkie, czarne oczy spojrzały na nią  wystraszone, a z pyszczka wydobył się cichutki pisk. 
- To jednak jest piesek – wyjaśniła po chwili Pyza i jeszcze delikatniej szturchnęła malucha. Uśmiechnęła się też przyjaźnie, ale biała kulka znowu zapiszczała bojaźliwie.

- A na co nam dodatkowy piesek i to taki malutki. - zastanowiła się Milka. Przecież z nią będzie straszny kłopot. Gdzie ona będzie spać? I z czyjej miski będzie jadła? - wyliczała niezadowolona. -Ja nie zamierzam się nią zajmować, bo ja mam już wystarczająco dużo obowiązków. - Pokiwała nerwowo łebkiem i zapomniawszy o upale pobiegła na drugi koniec ogrodu.
- Nie bój się maluchu – odezwała się Pyza –  wychowałam ją, to i z tobą dam sobie radę. Mam tylko nadzieję, że nie wyrośniesz na takiego leniuszka, jak ona. India  podniosła łepek i polizała Pyzę po łapie. Po chwili jednak znów skuliła się i cichutko piszczała. Milka w tym czasie, weszła pod swoje ulubione krzaki, ale nie przestawała przyglądać się siostrze i nowemu zwierzątku.- Przecież to ja jestem tym najmłodszym i najukochańszym psem babci – zamruczała do siebie. - Może babcia teraz przestanie się już ze mną bawić i nie będzie mnie karmiła takimi smakołykami? Im więcej się zastanawiała, tym bardziej przerażająca wydawała jej się przyszłość . Z tego zdenerwowania nie mogła nawet zasnąć. Postanowiła sprawdzić co porabia jej siostra. Cichutko podeszła bliżej. Zobaczyła Pyzę i przytuloną do niej, śpiącą kuleczkę. Milce zrobiło się bardzo przykro.
- No tak, ona też już mnie nie będzie teraz przytulała – westchnęła smutno i ze spuszczoną głową, poszła przed siebie. Szła bardzo zamyślona i nawet nie zauważyła, że nie jest już w ogrodzie, ale na pobliskiej łące. Pewnie jeszcze długo by tak wędrowała, ale potknęła się o wystający patyk i musiała przystanąć, żeby wylizać sobie łapkę. Rozejrzała się dookoła ze zdziwieniem. W oddali pasło się stado owiec. Już miała wracać do domu, gdy wpadł jej do głowy pewien pomysł. Zadowolona z siebie szybko pobiegła w tamtym kierunku.

- Cześć!– zawołała przyjaźnie. - W ogrodzie babci jest mała owieczka, może to wam zgubiło się jakieś dziecko? - zapytała. Owce zaczęły beczeć coś do siebie, a potem najstarszy baran odezwał się do niej.
- Nasze dzieci wszystkie są przy swoich rodzicach, ale możemy przygarnąć  waszą owieczkę. Dobrze będziemy się nią zajmować
- No nie wiem -zastanowiła się Milka. - Już moja siostra ją wychowuje.
- Pies nie potrafi wychować owcy – krzyknął oburzony baran. - Zaraz pójdziemy z tobą całym stadem i przekonamy ją o tym  – dodał, a pozostałe owce zawtórowały mu głośnym beczeniem. Milka trochę się wystraszyła, że dostanie jej się od Pyzy, ale zaraz przypomniała sobie widok małej psinki, zwiniętej w kulkę, obok jej siostry i wszystkie wątpliwości zniknęły.
- Chodźcie za mną – zawołała i ruszyła w drogę powrotną do domu. Napotkani po drodze ludzie oglądali się za nimi. I nie ma co się dziwić, bo widok był niecodzienny. Przodem, z łebkiem dumnie podniesionym do góry, maszerował duży, biały pies, a za nim szło całe stado owiec, głośno becząc. W końcu zwierzęcy pochód doszedł do ogrodu babci Doty i przez uchyloną bramę wszedł do środka. Pyza nie rozumiała co się dzieje, ale widząc walecznie nastawione owieczki, przykryła sobą, wystraszonego hałasem, małego pieska. Owce podeszły bliżej i zatrzymały się naprzeciwko nich. Milka na wszelki wypadek opuściła towarzystwo i ukryła się w krzakach.
- Witam - odezwał się wielki baran. - Podobno znalazłaś małą owieczkę i chcesz ją sama wychować- - mówił oburzonym tonem. - To bardzo zły pomysł – krzyknął, a wszystkie owce głośno zabeczały. - My lepiej wychowamy owieczkę. Natychmiast musisz nam ją oddać- – zakończył i całe stado okrążyło zdziwionego pieska. Pyza nie wystraszyła się wcale, ale krzyki i beczenie owiec bardzo ją zdenerwowało. Podniosła się gotowa do skoku i zawarczała groźnie. Owce nieco się cofnęły, ale też nie chciały ustąpić. Nawet Milka podeszła bliżej, bo trochę się zaniepokoiła. Już  miało dojść do bitwy, gdy spod Pyzy wyszło małe, trzęsące się, białe zwierzątko. Spojrzało wielkimi, przestraszonymi oczami po wszystkich zebranych.  Potem podbiegło w kierunku Milki i ukryło się pod jej długim ogonkiem, cichutko popiskując. Owce stanęły zdezorientowane.

- Ja i moja siostra Milka, nie pozwolimy zrobić krzywdy temu maleństwu. - odezwała się Pyza, groźnie przy tym warcząc.- To nie jest owieczka, tylko bardzo mały piesek i żadne owce go nie zabiorą, bo będą miały z nami do czynienia- dodała i wyszczerzyła groźnie zęby. Mała India w tym czasie, przytuliła się do Milki jeszcze bardziej i z przerażeniem patrzyła co się dzieje, wyglądając zza jej łapy. Owce nic nie rozumiały. Milka też była bardzo zdziwiona, ale gdy mały piesek przytulił się do niej, od razu postanowiła go bronić i nawet groźnie zawarczała. Ucieszyło ją też, że Pyza o niej nie zapomniała, tylko chciała stanąć razem z nią do walki z całym stadem owiec. Najstarszy baran, widząc, że zaszła straszna pomyłka,  zabeczał donośnie. Wszystkie owce mu zawtórowały, a potem jedna po drugiej, zaczęły wychodzić z ogrodu. Zza zakrętu wyjechał właśnie samochód babci, gdy ostatnia owca wychodziła przez bramę.
- Chyba mi się coś przewidziało – mruknęła pod nosem babcia, przecierając okulary i kręcąc głową. Wysiadła z samochodu i poszła do ogrodu. Na trawie pod orzechem zobaczyła leżącą Milkę i wtuloną w nią, drzemiącą smacznie, Indię. Obok siedziała Pyza.
- No Mileczko, wiedziałam, że dobry z ciebie piesek – powiedziała widząc to babcia. - Choć, dostaniesz w nagrodę jakiś smakołyk. Pyza głośno szczeknęła.
- O tobie też nie zapomnę, oczywiście – stwierdziła babcia, źle zrozumiawszy to szczeknięcie. - Po małą zaraz przyjedzie Igorek, ze swoją mamą, bo to jego piesek – dodała jeszcze idąc do domu.
- Czy ta babcia nie mogła wyjaśnić nam tego wcześniej? - pożaliła się Milka, ale bardzo cichutko, żeby nie obudzić śpiącego szczeniaczka.

- Jakoś ci się to wszystko udało i babcia nawet się nie domyśliła co zrobiłaś, ale ja ci tego tak łatwo nie odpuszczę. - już miała zawarczeć Pyza, ale pokazała tylko groźnie zęby. - Na początek wszystkie smakołyki będą dla mnie – dodała jeszcze szeptem - bo ty na pewno na nie nie zasłużyłaś .
- Ale nadal mnie kochasz siostrzyczko, prawda? - zamruczała Milka.
- Tak, ale nieraz sama nie wiem dlaczego.
- Bo jestem przemiłym, małym pieskiem i już zrozumiałam, że ty i babcia zawsze będziecie mnie kochały – odpowiedziała sobie Milka. Pyza pokręciła łebkiem, ale na jej pyszczku znów zagościł uśmiech.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Nagroda za odwagę




W końcu przyszła wiosna. W tym roku była bardzo spóźniona i wszyscy powitali ją z wielką radością. Trzeba było wykonać wiele prac w ogródku, więc babcia każdą wolną chwilę spędzała na wygrabianiu liści, wsadzaniu nowych roślinek i wyrywaniu pierwszych chwastów. Milka i Pyza też miały więcej obowiązków. W ogrodzie pojawiło się mnóstwo nowych zwierzątek. Wszystkie szukały miejsca na swoje domki, więc co rusz dochodziło do jakiś kłótni. Pyza pilnowała domu, godziła zwaśnione zwierzątka i towarzyszyła babci. Milka miała jej pomagać, ale większość czasu spędzała ukrywając się w krzakach. Babcia właśnie znów wyszła do ogródka.



  • Ależ ty zarosłaś – powiedziała, przyglądając się Pyzie, przez swoje okulary. Przez tą spóźnioną wiosnę, nie znajdę chyba czasu, żeby cię ostrzyc. - dodała jeszcze kręcąc głową i zabrała się za kolejną grządkę. Pyza nie przejęła się słowami babci, bo nie przepadała za strzyżeniem. Wprawdzie zbyt długa grzywka zasłaniała jej oczy, a broda zawsze brudziła się przy jedzeniu, ale wolała to, niż odgłos maszynki do golenia.
Po południu do domu babci przyszedł jakiś nieznajomy mężczyzna. Pieski obwąchały go dokładnie i groźnie obwarczały.
  • Ciekawe kto to? – zastanawiała się Milka przyglądając się nieznajomemu.
  • Nie wiem – odpowiedziała Pyza - ale pachnie wieloma psami.
  • Tak – przytaknęła jej siostra nie spuszczając nieznajomego z oczu. Babcia otworzyła garaż i mężczyzna zaczął rozkładać tam dziwny stół, a potem przyniósł skrzynkę z jakimiś narzędziami.
  • Nie podoba mi się to – stwierdziła Pyza i oba pieski znów zaczęły szczekać i warczeć.
  • Spokój! – krzyknęła babcia i pieski natychmiast ucichły. Spoglądały jednak na nieznajomego z bardzo groźnymi minami.
  • To jest psi fryzjer – wyjaśniła im babcia.- Ostrzyże Pyzę, bo ja mam za dużo innych zajęć.
Pyza wyglądała na przerażoną. Zastanawiała się właśnie, czy ma uciekać i dokąd, ale wiedziała, że nie uda jej się od tego wymigać.
  • Nie martw się – pocieszała ją siostra. - mogę go ugryźć – dodała i zrobiła krok do przodu.
  • Ani mi się waż – zatrzymała ją Pyza – Może rzeczywiście trochę się boję, ale ludzi gryźć nie wolno. Co by na to powiedziała Babcia. To przekonało Milkę, bo usiadła grzecznie przy Pyzie. Nieznajomy mężczyzna nadal rozkładał swoje narzędzia w garażu.
  • Mogę ci pokazać takie miejsce w krzakach, że nikt cię tam nie znajdzie – zaproponowała Milka.
  • Nie mogę uciec, bo zawiodę babcię – odpowiedziała Pyza, ale jej głos nie był bardzo przekonywający.
  • Ale to miejsce jest niezawodne – nadal upierała się Milka. Tym razem Pyza nie odpowiedziała, bo podeszła do nich babcia. W ręku trzymała psi kaganiec.
  • Muszę ci to założyć na pyszczek – stwierdziła, pokazując metalowy przedmiot – Wiem, że jesteś grzecznym pieskiem, ale ten pan, cię jeszcze nie zna i woli, żebyś to miała na wszelki wypadek. Pyza spuściła łepek i pozwoliła sobie założyć przyniesiony przedmiot.
  • Ja się nie zgadzam! – zaszczekała widząc to Milka – To moja siostra i będę jej bronić! – krzyknęła i zawarczała najgroźniej jak umiała. Babcia nie zwróciła jednak na nią uwagi, tylko weszła z Pyzą do garażu i zamknęła za sobą drzwi. Milka została sama. Spróbowała jeszcze szczekać, potem warczała, a na koniec zawyła przeciągle, ale nikt do niej nie wyszedł. W końcu położyła się pod drzwiami, przysłuchując się odgłosom pracującej maszynki do golenia. Powieki robiły jej się coraz cięższe i cięższe, aż wreszcie zasnęła.
  • Cześć, co tu tak leżysz?- obudził ją głos znajomej myszki.
  • Pilnuję Pyzy, bo przyszedł do niej psi fryzjer i ją strzyże w garażu – odpowiedziała nieco zaspanym głosem.- To musi być chyba straszne, bo wiesz jaka moja siostra jest odważna, a tym razem wyraźnie się bała. Myszka kiwnęła główką ze zrozumieniem.
  • Ale ty też musisz być bardzo odważna jak ciągle tu leżysz- powiedziała wreszcie.
  • No pewnie – dumnie stwierdziła Milka.
  • Ja na twoim miejscu już dawno bym uciekła – stwierdziła myszka.
  • No wiesz, przecież ktoś musi bronić Pyzy – odparła Milka i wyprężyła pierś do przodu, żeby w ten sposób podkreślić swoją odwagę.
  • No tak, ale ty pewnie będziesz następna do tego strzyżenia – kontynuowała swoją myśl myszka. Do Milki nagle dotarło o czym mówi jej koleżanka. Przerażenie pojawiło się na jej pyszczku. Zerwała się na nogi i zanim myszka zdążyła coś jeszcze powiedzieć, już jej nie było.
  • No chyba jednak nie jest taka odważna – skomentowała tą ucieczkę myszka i na wszelki wypadek też pobiegła się ukryć.

Po dłuższej chwili drzwi garażu się otworzyły i wybiegła z nich całkiem odmieniona Pyza. Wyglądała teraz jak prawdziwy sznaucer, tylko brodę miała nieco zbyt krótką, bo włosy tak bardzo się tam skołtuniły, że nie można ich było rozczesać. 

Babcia pożegnała się z panem fryzjerem i poszła do domu. Po chwili wyszła trzymając w ręku spory kawałek kiełbasy.
  • Proszę – powiedziała podając go Pyzie – to nagroda za to, że byłaś taka dzielna – dodała i poklepała pieska po łebku. Pyza zjadła przysmak i z radością zamerdała ogonkiem. Gdy oblizywała swoją nową, nieco przykrótką bródkę, uświadomiła sobie, że nigdzie nie ma jej siostry. Pobiegła więc do ogrodu rozglądając się bacznie.
  • Już możesz wyjść ze swojej kryjówki – krzyknęła zatrzymując się przy pobliskich tujach. Milka wychyliła się nieco i zapytała
  • A fryzjera już nie ma?
  • Nie, już pojechał – odpowiedziała Pyza. Milka wyszła z ukrycia. Kiedy przyglądała się siostrze wyczuła od niej dziwny, znajomy zapach.

  • Co ty jadłaś takiego wspaniałego?
  • Dostałam nagrodę za odwagę od babci- wyjaśniła siostrze Pyza.
  • A dlaczego ja nie dostałam? - zdziwiła się Milka. Przecież ja cię dzielnie broniłam! Pyza wzruszyła ramionami i pobiegła zrobić obchód wzdłuż ogrodzenia.
  • Jaki ładny nowy piesek – powiedziało jakieś dziecko przechodzące obok płotu. Pyza uniosła dumnie pyszczek i zaprezentowała się cała.
  • No tak, same szkody z powodu tego fryzjera. - pomyślała Milka – Nie dość, że nie dostałam pysznej kiełbaski, to nikt się teraz mną nie zachwyca – powiedziała do siebie wchodząc z powrotem pod krzaki. - No i jeszcze Pyza ma teraz tak krótką grzywkę, że nawet w mojej kryjówce mnie dojrzała. Następnym razem chyba go pogryzę – zawarczała do siebie groźnie.
  • Włosy w uszach też mam wycięte i teraz lepiej wszystko słyszę – nagle dobiegł do niej wesoły głos Pyzy.