Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 15 października 2012

Duch

Jesienią dni są coraz krótsze. Pieski Milka i Pyza są na dworze do późnego wieczora, a potem babcia wpuszcza je do domu. Tego dnia słońce już zaszło. Pyza czekała na tarasie, a Milka nadal biegała po ogrodzie.
 - Nie spotkałam żadnej myszki, to dziwne – powiedziała zdyszana i usiadła zamyślona obok Pyzy. - Krecik też nie chciał ze mną rozmawiać, tylko szybko schował się pod ziemię – dodała po chwili.
 - Może miał coś pilnego do zrobienia – odparła Pyza i głośno ziewnęła.
 - A myszki też są takie zajęte? - nie dowierzała Milka.
 - Pewnie poszły na kolację, albo ty ich nie zauważyłaś, bo już jest ciemno – próbowała wyjaśnić Pyza. Nie przekonała jednak siostry. Milka wstała i znów pobiegła porozglądać się dookoła. Wtem w ogrodzie rozległ się dziwny głos. Huu, hu, hu. Milka bardzo się wystraszyła i szybko wróciła na taras.
 - Słyszałaś -spytała siostrę – co to za dziwne odgłosy?
 - Nie mam pojęcia – odparła Pyza i obie pobiegły w kierunku, z którego dobiegał ten głos. Huu, hu, hu- znowu rozległo się hukanie. Tym razem jednak słychać je było z innej strony. Pieski powęszyły dokładnie w całym ogrodzie, ale nic nie znalazły. Głos już się nie powtórzył,a babcia wołała je do domu.
 - Ciekawe, co to było? – powiedziała Pyza układając się do snu.
 - Może to duch ?– zadrżała Milka i wsunęła się bardziej pod schody. Pyza chyba nie usłyszała siostry, bo już pochrapywała . Milka wcale nie mogła zanąć tej nocy. Kręciła się najpierw na miejscu, a potem przeszła parę razy po domu, żeby sprawdzić, czy nic się tam nie ukryło. Zasnęła dopiero nad ranem i śniło jej się, że coś ją goni. Tak poruszała we śnie łapkami, że kopnęła w końcu Pyzę. Ta warknęła na nią i zasnęła dalej. Rano pieski znowu wyszły do ogrodu.Pyza miała sporo zajęć, więc nie myślała o dziwnym hukaniu. Milka natomiast starała się poszukać jakiejś koleżanki myszki.
 - Nie ma żadnej myszki – zdała wieczorem relację ze swoich poszukiwań Pyzie.- Krecik też się nie pokazał cały dzień. Nie było nawet żadnego nowego kopczyka.
 - Tak, to dziwne – Pyza przyznała jej tym razem rację . Było już ciemno i nagle w ogrodzie znów rozległo się dziwne hukanie. - Huu, hu, hu. Pieski pobiegły w tamtym kierunku, ale odgłos znów dochodził z innej strony. Tego wieczora słychać było go jeszcze kilkakrotnie i zawsze z różnych miejsc.
 - Ja jutro zostaję w domu – stwierdziła Milka – To na pewno duch. Przecież my mamy świetny słuch, a nie słyszymy, jak to się porusza – dodała i przytuliła się do siostry.
 - Nie, to nie duch, ale jutro się tym bliżej zainteresujemy – odparła Pyza ziewając przeciągle.
Milka znowu źle spała, a rano zaparła się wszystkimi łapami i nie chciała wyjść. Nawet babcia się trochę zdziwiła, bo Pyza musiała warczeć na nią, aż w końcu wypchnęła ją siłą. Pieski zjadły śniadanie i poszły poszukać myszek. Stanęły obok daszku,pod którym było złożone drewno do kominka i zawołały
 - Hej myszki! - ale nikt nie odpowiedział. W dzień nie było słychać dziwnych dźwięków, więc Milka troszkę odważniej biegała po ogrodzie. Ciągle jednak rozglądała się dookoła i była bardzo czujna. Raz nawet wiatr przewrócił doniczkę, to weszła pod ławkę i nie chciała już wyjść. Pyza poszła odwiedzić krecika.
 - Panie kreciku! - zawołała nachylając się nad starym kopczykiem. Po chwili wyjrzał z niego krecik. Też był bardzo wystraszony. Milka w końcu podeszła do nich.
 - Pan też słyszał tego ducha? – spytała szeptem krecika.
 - Jakiego ducha? – zdziwił się krecik, ale znów rozejrzał się to w tę , to w drugą stronę.
 - No tego co tak robi hu, hu- odparła urażona Milka.
 - To nie jest duch – odpowiedział krecik, ale wcale się nie uśmiechał -To jest puszczyk.
 - A co to takiego u licha ?- wykrzyknęła Milka, pierwszy raz słysząc takie słowo.
 - Puszczyk to taki ptak. Lata nocą prawie bezszelestnie i poluje na krety, myszki i nornice. - objaśnił kret. Dawno już żadnego nie było w naszej okolicy- dodał po chwili – Ale to hukanie oznacza, że jakiś poluje w naszym ogrodzie.
 - To dlatego myszki się pochowały – stwierdziła Pyza.- Musimy wygonić tego intruza. Mam pomysł. Pan niech się ukryje, a my już się tym zajmiemy – odparła i pobiegła w stronę ogrodzenia. Milka pobiegła za nią. 
 - Zawołamy naszych bezpańskich znajomych – objaśniła Pyza i zaczęła nawoływać. Wieczorem w ogródku babci Doty było już pięć piesków. Pyza porozstawiała je w czterech kątach , a sama stanęła pośrodku.
 - Na mój znak zaczynamy szczekanie – zawołała. Zrobiło się już ciemno. Na niebie widać było śliczny, okrągły księżyc i gwiazdki. Wszyscy czekali w skupieniu. Nagle rozległo się głośne hukanie. Huu, hu, hu.
 - Teraz – rozkazała Pyza i wszystkie pieski rozszczekały się na dobre. Niektóre od czasu do czasu groźnie warczały. Po paru chwilach w świetle księżyca pojawił się odlatujący pospiesznie puszczyk.
 - No, chyba nam się udało – odparła Pyza i podziękowała znajomym za pomoc. Gdy pieski udały się już za ogrodzenie, Pyza rozejrzała się za siostrą. Zobaczyła ją skuloną pod taczką.
 - Możesz wychodzić – krzyknęła do niej – twojego ducha już nie ma – zaśmiała się przyjaźnie i poklepała siostrę po łapie.

piątek, 12 października 2012

Lęk wysokości


Mała myszka Basia przebiegała koło psich misek.
- Cześć Basiu! – zawołała do niej Milka – Gdzie się tak śpieszysz?
 - Biegnę, bo umówiłam się z krecikiem, pod drzewem orzecha. Ma mi opowiedzieć coś ciekawego, ale nie zdradził co.- odpowiedziała myszka i pobiegła dalej. 
 - Jak zjem, to też tam pójdę – odkrzyknęła Milka, ale myszka mogła jej już nie usłyszeć. Bardzo zamyślona biegła przed siebie. Nie ukłoniła się nawet Pyzie, która skończyła swój obchód po ogrodzie i też wracała na śniadanie. Pod drzewem nikogo jeszcze nie było. Myszka usiadła w kąciku i czekała na krecika. Co chwilę niecierpliwie oglądała się we wszystkie strony. Za siatką, od strony sąsiadów słychać było rozmawiające kotki. Myszka wcale się nie wystraszyła, bo kotki nigdy nie przechodziły ogrodzenia. Taką miały umowę z Pyzą i Milką, i wszystkie zwierzątka w babci ogrodzie o tym wiedziały. Nagle Basia usłyszała szeleszczące liście gdzieś znacznie bliżej.
 - Czy to ty kreciku? - zawołała niepewnie, ale nikt się nie odezwał. Basia wiedziała, że na myszki w ogrodzie mogą czyhać różne niebezpieczeństwa, więc skuliła się jeszcze bardziej. Listki znowu zaszeleściły i naprzeciwko Basi pojawił się kotek. Był wprawdzie mały, ale wyglądał bardzo groźnie. Rodzice myszki zawsze jej powtarzali, że na widok kota ma uciekać. Nie zastanawiając się długo zaczęła wdrapywać się na drzewo. Odwróciła się, żeby sprawdzić co robi jej wróg i gdy okazało się,że też wchodzi po drzewie, przyspieszyła kroku.
 - Dlaczego uciekasz? – wydyszał zziajany kotek – ja tylko chcę się z tobą pobawić – dodał.
 - Pobawić! -krzyknęła myszka – już ja znam kocie zabawy z myszkami, mama mi opowiadała.
 - To czemu uciekasz? - zdziwił się kotek i nagle się zatrzymał. Rozejrzał się dookoła i aż ugięły mu się nóżki.
 - Ale jesteśmy wysoko! – stwierdził i chwycił się mocno najbliższej gałęzi. Myszka też się zatrzymała i przyjrzała mu się dokładnie. Kotek cały się trząsł, a w jego małych oczkach było widać prawdziwe przerażenie.
 - Co ty?. Chyba nie masz lęku wysokości – spytała rozbawiona myszka.
 - Nie wiem, ale jestem jeszcze malutki i wiele rzeczy robię pierwszy raz. Nigdy jeszcze nie widziałem takiego zwierzątka jak ty i nigdy nie wchodziłem na drzewo. Bardzo się boję – dodał. - Chcę do mamy
Myszka nie była pewna, czy kotek mówi prawdę, ale zrobiło jej się go żal. Zeszła dwie gałązki niżej.
 - Nie bój się – spróbowała go pocieszyć – zaraz coś poradzimy – dodała,ale nic nie przychodziło jej do głowy. Kotek rozpłakał się już na dobre.
 - Może pobiegnę po pomoc – odezwała się po chwili. Widząc, że kotek bardzo już panikuje zeszła z drzewa i pobiegła do piesków. Po chwili pod drzewkiem było już pełno zwierzątek. Stały tam dwa pieski, krecik, który przyszedł na umówione spotkanie i myszka Basia. Wszyscy zastanawiali się jak pomóc biednemu kotkowi.
 - Może potrząśniemy drzewem, to spadnie – stwierdziła beztrosko Milka. Pyza zgromiła ją spojrzeniem.
 - Ja tam nie wejdę – odezwał się krecik – my kreciki nie chodzimy po drzewach – dodał.
 - Musimy coś podstawić pod drzewo, żeby kotek bezpiecznie po tym zszedł – zadecydowała Pyza.
 - Ale co? – zamyślił się krecik
 - Może zjeżdżalnie Igorka – wpadła na pomysł Milka – jest duża i plastikowa, chyba ją jakoś dociągniemy. Pyza zaakceptowała ten pomysł i oba pieski szybko pobiegły po zjeżdżalnię. Po chwili można było zobaczyć jak ciągną za sobą różową zabawkę ogrodową. Kotek już trochę ochłonął, bo cała sytuacja bardzo go zainteresowała. Zapomniał nawet o swoim lęku wysokości. Pieski dostawiły zjeżdżalnię do drzewa.
 - Wejdź na to! – krzyknęły do kotka.
Kotek właśnie przypomniał sobie gdzie się znajduje, chwycił się mocniej gałązki i pokręcił główką. Milka nie zastanawiając się długo, wzięła duży rozbieg i całym ciałem uderzyła w drzewo. Wszystkie gałęzie zatrzęsły się mocno. Na ziemię spadło mnóstwo liści. Kotek stracił równowagę, spadł wprost na podstawioną zjeżdżalnię i zjechał na trawnik .
 - Ale jazda !– odezwała się Milka, lekko oszołomiona po uderzeniu w drzewo. Mały kotek też był oszołomiony, ale akcja ratunkowa bardzo mu się spodobała.
 - Idę opowiedzieć rodzicom – stwierdził otrzepując się z liści i podreptał w stronę ogrodzenia.
 - Dziękuję – krzyknął jeszcze przechodząc przez oczko w siatce.
 - Mam nadzieję, że nie opowie tej historii ze wszystkimi szczegółami, bo będziemy mieć konflikt z sąsiadami – powiedziała Pyza i znów zgromiła Milkę spojrzeniem.
 - A co właściwie miałeś mi opowiedzieć? – spytała myszka krecika, bo właśnie przypomniała sobie czemu się tu znalazła.
 - Słyszałem, że u sąsiadów urodził się mały kotek – odparł krecik – ale o tym już chyba wszyscy wiemy – dodał i wybuchnął śmiechem. Wszystkie zwierzątka zaśmiały się razem z nim.

wtorek, 9 października 2012

Poszukiwacze skarbów

Pod domem babci Doty, na ulicy stała mała koparka. Skończyła właśnie pracę i odpoczywała. Milka podeszła do ogrodzenia i szczeknęła, widząc nieznane jej urządzenie.
- Kim ty jesteś? – spytała niepewnie. Koparka poruszyła swoją niewielką łychą i odpowiedziała. 
- Ja jestem koparka. Potrafię kopać dołki różnej wielkości.
Milka spojrzała na nią zdziwiona.
- Ja też jestem świetna w kopaniu dołków – odparła i żeby to udowodnić wykopała duży dołek na pobliskiej grządce. Wykopała przy tym trzy cebulki tulipanów, które babcia wsadziła poprzedniego dnia. Bardzo zadowolona z siebie pokazała niespodziewane znalezisko koparce. 
- Tak, nieźle sobie poradziłaś – pochwaliła ją koparka. - A tam w dołku jeszcze coś leży – dodała i wskazała łychą. Milka spojrzała we wskazane miejsce i zobaczyła skrawek papieru. Były na nim dziwne rysunki. 
- To na pewno mapa do skarbu – powiedziała podekscytowana koparka. Milka przyjrzała się rysunkowi i pokiwała łebkiem. 
- Musimy go znaleźć – stwierdziła. - Wjedź do nas do ogrodu, to mi pomożesz -zaprosiła ją. Koparka nie zastanawiała się długo, bo bardzo lubiła takie przygody. Wjechała do ogrodu i stanęła pośrodku. 
- Od czego zaczniemy? – spytała ją Milka.
Obie popatrzyły na rysunek i zaczęły szukać miejsca, w którym trzeba kopać. Trochę pokręciły się po ogrodzie, odmierzały jakieś odległości, Milka coś węszyła, aż wreszcie wybrały miejsce w pobliżu huśtawki. Koparka zaczęła kopać jako pierwsza, a gdy się zmęczyła zastąpiła ją Milka. Potem znów była kolej na koparkę. Nagle łycha uderzyła o coś metalowego.
 - Chyba coś znalazłam! – krzyknęła ucieszona koparka. Milka podeszła bliżej, żeby lepiej widzieć. Koparka jeszcze raz zamachnęła się łychą i nagle z dołka wytrysnęła fontanna wody. Była tak silna, że Milka przewróciła się i wpadła do dołu. Koparka także straciła równowagę. Dwa jej koła wylądowały tuż przy Milce, a łycha uderzyła w huśtawkę. Dziwny dźwięk jaki wydała, zaalarmował babcię, która wraz z Pyzą sadziła cebulki kwiatów w drugiej części ogrodu. Widok jaki im się ukazał był straszny. Babcia aż załamała ręce, a Pyza groźnie warknęła. Trzeba było dzwonić po pomoc. Pyzie udało się wyciągnąć siostrę. Teraz już nie wyglądała jak biały pluszak, tylko była cała ubłocona. Fachowcy, którzy zjawili się w ogrodzie wyciągnęli koparkę i załatali rozerwaną rurę doprowadzającą wodę do domu. Babcia była bardzo zła na Milkę. 
 - Ja tylko chciałam znaleźć skarb, który jest pokazany na tej mapie – powiedziała skruszona Milka i pokazała znalezioną kartkę. 
 - To przecież kartka, na której babcia zaznaczyła gdzie posadziła nowe kwiaty – odparła Pyza i zaniosła kartkę babci. Milka pomachała koparce na do widzenia i ze spuszczoną głową poszła wykąpać się w oczku.

poniedziałek, 8 października 2012

Duży kłopot

Po ulicy, przy której mieszkała Pyza i Milka często przechadzały się bezpańskie psy. Większość raczej omijała ogród z daleka . Jeden z nich był jednak na tyle odważny, że wynajdywał różne dziury w ogrodzeniu i przedostawał się do środka. Na początku pieski wyganiały go, ale za którymś razem poznały się lepiej i w końcu się zaprzyjaźniły. Reks, bo tak nazywał się ten piesek, był kundelkiem. Miał długą białą sierść, zawsze brudną i pozlepianą. Tym razem także przyszedł w odwiedziny. Milka była bardzo szczęśliwa i cały dzień goniła się z nim po ogrodzie.
Wieczorem Reks poszedł szukać jakiegoś legowiska na noc, a Milka z Pyzą weszły do domu.
 - Fajnie się bawiłam – powiedziała Milka kładąc się na swoim miejscu.
 - Babcia Dota nie lubi jak obce psy przychodzą do naszego ogrodu – stwierdziła Pyza.
 - Na szczęście dzisiaj nie zauważyła Reksa – odparła Milka głośno ziewając. Pyza położyła się obok niej i usnęły. Całą noc Milka bardzo się kręciła. Rano obudziła się znacznie wcześniej niż siostra i była bardzo niespokojna.
 - Co ty się tak dziwnie zachowujesz? – spytała ją Pyza, gdy wyszły na dwór.
 - Chyba coś chodzi po moim futerku – odparła Milka i zaczęła się drapać łapą po pysku.
Pyza podeszła i obejrzała ją dokładnie.
 - Nic tam nie ma – stwierdziła i pobiegła zrobić obchód dookoła posesji.
Milka przewróciła się na grzbiet i ciągle się drapała. Szybko jednak zapomniała o swoim problemie, bo babcia wyszła powiesić pranie na sznurku i oba psy musiały towarzyszyć jej przy tej czynności.
 - Chyba mamy duży kłopot – odezwała się Pyza do siostry, gdy babcia weszła do domu – mnie też swędzi cała skóra – szybko dodała, bo Milka miała bardzo zdziwioną minkę.
 - Co to może być? – zapytała Milka
 - Pewnie Reks przyniósł nam pchły- odparła Pyza i zaczęła się drapać.- To duży problem, bo musimy mieć coś, co je odstraszy – rzekła i tak jak Milka poprzednio, przewróciła się na grzbiet.
 - To moja wina, więc ja coś na to poradzę !- wykrzyknęła Milka i gdzieś pobiegła. Nie było jej bardzo długo. Pyza zajęła się swoimi codziennymi obowiązkami . Co jakiś czas musiała się podrapać, bo pchły skakały, to tu, to tam, po jej ciele. Pod wieczór była już bardzo zmęczona, więc położyła się pod drzewem i odpoczywała. Cały dzień miała wiele zajęć i jeszcze pchły nie dawały jej spokoju, wiec nawet nie zastanawiała się co robi jej siostra. Teraz zaczęła  myśleć jaki to pomysł mógł jej przyjść do głowy. Zaniepokoiła się już na dobre i pobiegła jej poszukać. To co zobaczyła za domem przeraziło ją nie na żarty. Na tarasie stała stara miotła ubrana nieudolnie w różne rzeczy babci Doty.
 - A cóż to ma być? – zapytała przerażona. Pyza była bardzo odważna i nie wystraszyła się samej szczotki, tylko tego, co powie babcia, gdy zobaczy swoje rzeczy.
 - To jest coś, co pomoże nam w naszym kłopocie – odparła dumna z siebie Milka- To jest strach na pchły – dodała. Pyza spojrzała niepewnie na siostrę i nawet nie wiedziała jak ma zareagować. Milka oczekiwała pochwały.
 - To chyba twój najgłupszy pomysł- odezwała się wreszcie zdenerwowana -Pchły odstrasza się specjalną substancją, która ma taki zapach jakiego nie lubią . Nasącza się nim obroże lub smaruje bezpośrednio skórę.
 - Przecież sama mi kiedyś pokazywałaś stracha na wróble i mówiłaś, że jego zadaniem jest odstraszanie ich – powiedziała smutno Milka – Myślałam, że pchły też tak można odstraszyć. - dodała i znów musiała się podrapać. Pyza szybko rozebrała miotłę i zaniosła wszystkie rzeczy pod sznurek. Babcia nie była zachwycona jak je zobaczyła, ale pomyślała, że to wiatr je pozrzucał. Wieczorem zauważyła, że pieski się drapią i następnego dnia kupiła im specjalne obroże. Pchły szybko się wyniosły i wszystko wróciło do normy, tylko Pyza nieraz śmiała się z siostry.
 - Strach na pchły?- kiwała łebkiem – Och Milka, Milka.- dodawała z uśmiechem.

sobota, 6 października 2012

Koledzy

Za domem, pod niewielkim daszkiem było złożone drewno do kominka. Porąbane kawałki były ładnie ułożone jeden na drugim w kilku rzędach. To właśnie to miejsce wybrało na mieszkanie wiele mysich rodzin. Mieszkała tu też rodzina jaszczurek i jeszcze wiele innych żyjątek, których nawet nie potrafiłabym nazwać. Codziennie tata jaszczurka z mamą jaszczurką wchodzili na daszek i wygrzewali się na słoneczku. Ich synek Czuk zaprzyjaźnił się z synkiem myszek mieszkających w pobliżu. Obaj chłopcy uwielbiali razem dokazywać.
 - Tylko uważajcie na siebie – przestrzegała ich mama myszka – w ogrodzie czyha na was dużo niebezpieczeństw – dodała zatroskana. Chłopcy obiecali, że będą ostrożni i już ich nie było.
  - Może pobawimy się w chowanego – zaproponował Czuk.
 - Dobrze – ucieszył się Kim, który był mniejszy od swojego kolegi i mógł się schować nawet w najmniejszej dziurce. Najpierw chowała się mała jaszczurka. Weszła pod liście orzecha, które były zgrabione w sporą kupkę. Myszka szybko się jednak zorientowała, że spod jednego, żółtego listka wystaje mały zielony ogonek i odnalazła w ten sposób swojego kolegę. Potem chował się Kim. On ukrył się w starej psiej budzie, która stała pod pergolą z winorośli. Tym razem poszukiwania trwały dłużej, ale Czuk też poradził sobie nieźle i znalazł w końcu przyjaciela. Zabawa w chowanego prędko im się znudziła. Pod drzewem orzecha leżało sporo łupinek.
  - Patrz wyglądam jak żołnierz – powiedział Kim zakładając jedną na głowę. Czuk też znalazł odpowiednią łupinkę i już obaj chłopcy bawili się w wojsko. Najpierw maszerowali wysoko podnosząc nóżki. Potem rozpoczęli trudny wojskowy trening. Wspinali się na najwyższe drewienka i skakali w dół, albo próbowali chodzić po linie rozpiętej między dwoma palikami. W końcu zaczęli wspinać się na stertę kamieni. W tej konkurencji lepiej radziła sobie jaszczurka, bo była bardzo zwinna.
 - Poczekaj na mnie! – zawołał zdyszany Kim. Czuk od razu się zatrzymał i poczekał na kolegę. Położył się na jednym z kamieni i udawał, że drzemie. Kim cichutko przemknął obok niego.
 - Nie obijaj się, ja jestem już wysoko! – krzyknął, lecz nagle nóżka zjechała mu z jednego kamienia. Ten potoczył się w dół i uderzył w następny kamień. Teraz z góry leciała już cała lawina kamieni.
 - Uważaj! – krzyknął przerażony Kim, widząc,że kamienie lecą wprost na jego kolegę.Czuk odskoczył zwinnie, ale jeden spory kamień przygniótł mu ogonek. W końcu kamienie się zatrzymały. Mała jaszczurka leżała przygnieciona i nie mogła się ruszać.
 - Polecę po pomoc – stwierdził Kim i czym prędzej pobiegł w kierunku domu. Najpierw chciał zawołać na pomoc swoich rodziców, ale niestety nie zastał ich w domu. Rodzice Czuka też gdzieś poszli. Myszka zupełnie nie wiedziała jak pomóc przyjacielowi. Siedziała na murku i myślała jak ma postąpić, gdy podeszła Pyza i Milka.
 - Co tak siedzisz ? -zapytały pieski.
 - Mojego kolegę Czuka przygniotły kamienie. Naszych rodziców nie zastałem w domu i nie wiem co począć – poskarżył się Kim.
 - Zaprowadź nas tam prędko – powiedziała Pyza. Gdy doszli na miejsce jaszczurki już nie było, tylko spod kamieni wystawał mały, zielony ogonek.
 - O nie! - rozpłakał się Kim. Pyza z Milką też miały bardzo zatroskaną minę.
 - Musisz wrócić do domu i opowiedzieć wszystko jego rodzicom – nakazały pieski myszce. Kim cały zapłakany, wolnym krokiem udał się we wskazanym kierunku. Gdy doszedł do domu państwa jaszczurek drżącą ręką zapukał do drzwi.
  - Proszę – odezwała się pani jaszczurka. Kim wszedł i stanął jak wryty. Przy stole siedzieli rodzice Czuka, a na kanapie, leżał nikt inny, tylko jego kolega i w dodatku uśmiechał się do niego.
 - Ty żyjesz! – ucieszyła się myszka i przytuliła leżącą jaszczurkę. - Ale przecież tam był twój ogonek – dodała zdziwiona.
 - Nic takiego na szczęście się nie stało – powiedział pan jaszczurka. - My jaszczurki, gdy jesteśmy w niebezpieczeństwie, możemy oderwać sobie ogonek. Trochę to boli, ale szybko odrasta nam drugi. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, że ta przygoda skończyła się dobrze.
 - Szkoda, że nam pieskom nie odrasta ogonek – powiedziała Milka, patrząc na malutki ogonek Pyzy. Jej siostra miała obcięty ogonek, gdy była maleńkim szczeniaczkiem.
 - Też żałuję – odpowiedziała smutno Pyza, ale zaraz potem się zaśmiała i dodała – Może dobrze, bo jak ja bym wyglądała z takim dużym ogonkiem jak twój. Milka chyba właśnie wyobraziła to sobie, bo też wybuchnęła śmiechem.

środa, 3 października 2012

Przyjaciel dla ptaszka

Zaczęła się jesień. W ogrodzie wiele gniazd ptasich już opustoszało, a w innych ich mieszkańcy szykowali się do odlotu. Pyza pomagała babci zbierać orzechy, a Milka biegała po ogrodzie. Gdy podbiegła do swojego ulubionego krzaczka, pod którym uwielbiała kopać dołki, usłyszała czyjś płacz. Zaciekawiona obeszła krzaczek dookoła i na jednej z gałązek zauważyła małe gniazdko. To z niego słychać było te odgłosy.
-Kto tam płacze? - spytała. 
-To ja – z gniazda wychylił się zapłakany mały ptaszek. Miał oliwkowobrązowe piórka, a na skrzydełkach dwa białe paski. - Nazywam się zięba. Mieszkałem w tym gniazdku z rodzicami, ale oni chyba polecieli z moimi braćmi i siostrami do ciepłych krajów, a o mnie zapomnieli. Co ja teraz zrobię? – dodał i znowu się rozpłakał . 
-Nie płacz, ja się tobą zaopiekuję – powiedziała Milka. - Poczekaj tutaj, a ja pobiegnę po siostrę. Ona jest bardzo mądra i na pewno coś poradzi. - krzyknęła i już jej nie było.Po chwili zjawiły się dwa pieski. Milka opowiedziała Pyzie co się przytrafiło ptaszkowi. 
-Nie martw się ziębo, twoi rodzice pewnie wrócą, jak zauważą, że zostałaś. - pocieszała ptaszka Pyza – a na razie będziemy się tobą opiekować – dodała. Ptaszek pochlipał jeszcze parę razy, ale w końcu się rozchmurzył i zaczął się bawić z Milką. Pyza wróciła do zbierania orzechów. Następnego dnia rano Milka szybko pobiegła do małej zięby. Zastała ją znowu zapłakaną. 
-Zostałam tu sama i nie mam żadnej przyjaciółki – powiedział ptaszek, gdy Milka spytała czego płacze. 
-Przecież ja jestem twoją przyjaciółką – odparła Milka. 
-Wiem i bardzo cię lubię, ale chciałabym przyjaźnić się z jakimś ptaszkiem. Zawsze miałam dużo rodzeństwa i teraz tęsknię za nimi.- znów rozpłakała się zięba. 
-Wiesz, babcia Dota ma ptaszka, może z nim się zaprzyjaźnisz – wymyśliła Milka. Zaraz po niego pójdę – zawołała i pobiegła do domu. 
-Od kiedy to babcia Dota ma ptaszka? - zastanowiła się Pyza , ale zaraz przestała o tym myśleć, bo musiała znowu pomagać zbierać orzechy. Milka wróciła po chwili ciągnąc za sobą jakieś brązowe pudełko. Było ciężkie i ledwo je dociągnęła. Postawiła je obok krzaczka bardzo dumna z siebie.
-To jest domek ptaszka babci Doty -powiedziała do zięby. Zięba podleciała bliżej i zaczęła oglądać uważnie pudełko. Wyglądało rzeczywiście jak mały domek, miało narysowane białe kółko, a nad nim były małe, zamknięte drzwiczki. Z środka dochodziło dziwne miarowe stukanie.
- Gdzie ten ptaszek? – spytała zniecierpliwiona zięba. 
- Nie wiem, pewnie za tymi drzwiami - odparła Milka. Może trzeba zapukać – dodała i puknęła w drzwiczki. Nic się jednak nie stało.  
 - A co to za stukanie słychać? – spytał zaniepokojony ptaszek.
 - Może tamtemu ptaszkowi zacięły się drzwi, nie może wyjść i stuka. - zastanawiała się Milka. Siedziały tak już chwilę i przyglądały się, gdy nagle podbiegła Pyza. 
 - Milka, po co przyniosłaś tu ten zegar? – spytała zdziwiona. W tym samym momencie stało się coś dziwnego. Drzwi zegara się otworzyły i wysunął się z nich ptaszek, który wciąż powtarzał ku- ku, ku- ku. Milka prawie się przewróciła z wrażenia, a mała zięba odfrunęła przestraszona do gniazda. Tylko Pyza została na miejscu i nadal nie mogła zrozumieć, po co im był ten zegar. W końcu Milka odważyła się podejść. 
 - Chciałam, żeby zięba zaprzyjaźniła się z tym ptaszkiem – odparła po chwili.
 - Przecież to zegar z kukułką, taką sztuczną, a nie prawdziwą – roześmiała się Pyza. Śmiała się jeszcze moment, a potem spojrzała w kierunku gniazda, skąd dochodziły ptasie odgłosy. Okazało się, że na gałązkach siedzi kilka takich samych ptaszków jak ich przyjaciółka zięba. To rodzina zięby wróciła po nią. Po chwili ptaszki wzbiły się do góry i pomachały im na pożegnanie.
 -  Milka, musisz teraz szybko zaprowadzić swoją kukułkę do domu. I nie zapomnij jej nakarmić – zaśmiała się Pyza i pobiegła w stronę orzecha.

wtorek, 2 października 2012

Marzenie traktorka


Był wieczór, a na polu nadal pracowały traktory. Największy traktor, tata, potrafił uciągnąć dwie wyładowane po brzegi przyczepy. Mama traktor była trochę mniejsza, ale też nieźle radziła sobie z ciężarami. Najmniejszy traktorek dzielnie pomagał rodzicom, choć na razie wykonywał tylko lżejsze prace. Gdy wszystko było zebrane z pola traktorki wracały do swojego garażu.
 - Synu, co jesteś taki zamyślony? – zapytał tata, widząc strapioną minę małego traktorka.
 - Tak sobie myślę, tato, że fajnie być takim kombajnem – odparł syn. - Kombajny są takie wielkie, mają z przodu takie urządzenie co wszystko ścina, heder i to nadaje im taki poważny wygląd. Wszyscy je podziwiają. Nieraz rodzice z małymi dziećmi zatrzymują się , by pokazać ich pracę. Ja też chciałbym być takim kombajnem – dodał traktorek i znowu się zamyślił.
Tacie i mamie traktorka zrobiło się przykro, ale nic nie powiedzieli. Mały traktorek nie mógł zasnąc tej nocy. Rano byli jeszcze w gospodarstwie, bo zaczynali pracę dopiero jak kombajny skończyły ścinać zboże. Mama i tata szykowali się do pracy, a ich synek pojechał odwiedzić zaprzyjaźnione pieski, Milkę i Pyzę. Pieski od razu zauważyły, że ich znajomy traktorek jest nie w humorze. Zapytany o przyczynę złego nastroju, traktorek opowiedział im o swoim marzeniu. Zabawa nie szła im tego dnia, więc traktorek szybko się pożegnał i szykował się do powrotu.
 - Wiesz, u was za stodołą leży taki stary heder od kombajnu.- powiedziała Pyza na pożegnanie.- Możesz poprosić narzędzia, by ci go przyczepiły.
 - To świetna myśl – poweselał traktorek – zaraz do nich pojadę – krzyknął i już jechał szybko w kierunku gospodarstwa. Tam od razu pojechał do narzędzi i poprosił je o przyczepienie starego hedera. Narzędzia były trochę zdziwione tym pomysłem, ale spełniły jego prośbę. Dumny traktorek z przyczepionym hederem pojechał na pole.
 - A cóż to za dziwadło? – wyśmiały go kombajny. Gospodarz przydzielił mu pracę, więc nie było czasu na rozmowy. Traktorek musiał pracować tak ciężko jak inni. Po południu na pole przyjechali mama i tata traktorka. Trochę się zdziwili, widząc synka tak zmienionego. Nic jednak nie powiedzieli tylko zabrali się do pracy. Musieli pracować dłużej, bo teraz było więcej skoszonego zboża, a mały traktorek im nie pomagał. Następnego dnia znowu traktorek pracował jak kombajny. Po południu odwiedziła go Milka.
 - I co jesteś zadowolony – spytała – spełniło się twoje marzenie?
 - Chyba tak – powiedział niepewnym głosem traktorek – ale wcale nie jestem szczęśliwy – dodał szybko.
 - Dlaczego? - spytała zdziwiona Milka
 - Kombajny mają mnie za dziwadło, wszyscy się ze mnie śmieją. Pracuję teraz znacznie ciężej, a mama i tata mają przeze mnie więcej pracy i nikt im nie pomaga – wyjaśnił traktorek.
 - To może znowu bądź traktorkiem – zaproponowała mu Milka.
 - Tak, chyba tak zrobię – odparł traktorek i pojechał poprosić narzędzia, żeby odczepiły mu heder.
Po południu znów cała rodzina traktorków pracowała na polu. Mały traktorek dzielnie pomagał rodzicom, a ci z wielką radością przyjęli jego powrót.
 - Czemu poradziłaś mu, żeby przyczepił sobie ten heder? – spytała Milka Pyzę.

 - Pamiętasz jak ty w tamtym roku przed Bożym Narodzeniem chciałaś być reniferem. - przypomniała Pyza – Dopiero jak Igorek przyczepił ci rogi i nos renifera i wszyscy się z ciebie śmiali, to stwierdziłaś , że fajniej jednak być pieskiem . Z nim było tak samo – dodała Pyza i uśmiechnęła się na samą myśl o tym jak wyglądała jej sistra jako renifer. Milka kiwnęła ze zrozumieniem pyszczkiem i też się zaśmiała.