Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2013

Bałwanek


W ogrodzie babci Doty zima zagościła na dobre. Gruba pokrywa śniegu przykryła wszystkie rośliny. Pieski większość czasu spędzały w budzie. Gdy trafił się jeden słoneczny poranek, babcia, razem ze swoimi wnukami, postanowiła ulepić bałwana. Wszyscy ubrali się bardzo ciepło i wyszli na śnieg. Po krótkich szaleństwach, których oczywiście nie mogło zabraknąć, zabrali się do lepienia. Chwilę później dwie wielkie kule stały już jedna na drugiej. Babcia robiła jeszcze mniejszą kulę na głowę, a chłopcy szukali patyków na ręce. Pieski też pomagały na swój sposób. Milka skakała wokół chłopców i co rusz udało jej się liznąć któregoś po twarzy. Pyza nadzorowała całą pracę, bacznie się przyglądając. Musiała też co chwilę szczeknąć na siostrę, bo inaczej parę razy zdarzyłoby się jej wpaść na śnieżne kule i budowla by się popsuła. Wreszcie bałwanek był gotowy.
  • Ale przecież brakuje mu oczu i nosa – zawołał przyglądając mu się Igorek.
  • Oczywiście – przytaknęła babcia – zaraz przyniosę marchewkę na nos, a wy poszukajcie dwóch kamyków na oczy. - dodała i podreptała do domu. Wróciła po chwili, ale w ręku niosła kawałek bułki w kształcie palucha.
  • Niestety marchewki mi zabrakło, ale to też się chyba nada – powiedziała i wetknęła bułkę w miejsce nosa. Chłopcy znaleźli też kamyki, więc wszystko trafiło na swoje miejsce.
  • Piękny – podziwiali przez chwilę swoje dzieło, ale mróz był wielki i trzeba było wrócić do domu. Pieski zmartwiły się, że to koniec zabawy. Pyza wróciła do swoich obowiązków, a Milka została przy bałwanku. Postała tak przez chwilę. Zagadnęła nawet do niego, ale nie doczekawszy się odpowiedzi, podskoczyła do jego patykowej ręki i chwyciła ją w zęby. Zadowolona z siebie poszła ze swoją zdobyczą do budy. Tam ułożyła się wygodnie i zaczęła swą ulubioną czynność, obgryzanie patyka. Tak zastała ją Pyza. Od razu poznała, że jest to ręka lepionego przed chwilą bałwanka.
  • Milka - warknęła oburzona na siostrę – skąd masz ten patyk?
  • No dobrze – Milka odpowiedziała niepewnie. - Zabrałam go bałwanowi. Ale najpierw go spytałam czy mogę, a jak nic nie odpowiedział, to go sobie pożyczyłam. - wyjaśniła i znów zaczęła gryźć patyk.
  • Przecież bałwan jest ze śniegu i nie mówi, a chłopcom będzie przykro jak zobaczą, że brakuje mu ręki – wyjaśniła Pyza. Taki argument przemówił do Milki. Zrezygnowana, chwyciła patyczek w pysk i poszła oddać go właścicielowi. Pyza postanowiła przypilnować, by siostra nie rozmyśliła się po drodze. Gdy przybiegła na miejsce, bałwan miał już obie ręce. Jedna niestety była znacznie niżej, od drugiej i zwisały z niej poodgryzane części.
Milka była jednak bardzo z siebie zadowolona.
  • Teraz dopiero wygląda czadowo – zawołała do siostry.
  • Tak, jakby chciał powiedzieć „Ręce opadają, jak się patrzy na twoje uczynki” - odparła widząc go Pyza.
  • Mnie się podoba – upierała się przy swoim Milka.
  • Dobrze, tylko żadnego więcej podgryzania – ustąpiła Pyza i pobiegła w kierunku bramy. Milka mamrocząc coś pod nosem poszła do budy. Po dłuższej drzemce, postanowiła napełnić swój głodny brzuszek. Przechodząc, obok bałwanka, znów podziwiała, jego zwisającą rękę, gdy nagle zauważyła, że coś zmieniło się w jego twarzy. Górna najmniejsza kulka, miała dwoje oczu z kamyków, ale brakowało nosa. Rozejrzała się dookoła i zobaczyła lecącego w oddali kruka, któremu z dzioba wystawała znajoma bułka.
  • O, nie ! - krzyknęła zrozpaczona. Już miała pobiec do siostry, żeby o wszystkim ją powiadomić, kiedy uświadomiła sobie, że Pyza oskarży ją o zjedzenie tego nosa.
  • Co ja teraz zrobię – powiedziała do siebie i rozejrzała się dookoła. Pyza na szczęście obszczekiwała kogoś przechodzącego po chodniku i nie zauważyła jeszcze bałwana bez nosa.
  • Muszę koniecznie coś wymyślić – stwierdziła i pobiegła w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia z tej sytuacji. Obeszła dookoła ogrodzenie, węsząc wszędzie dokładnie.
  • Chyba w końcu dorośleje i zaczęła mi pomagać w pracy – pomyślała widząc ją Pyza. Milka skierowała się w okolicę koszy na śmieci, ale i tam niczego nie znalazła. W końcu weszła do pomieszczenia gospodarczego. W rogu na taczce leżał stary, słomiany kapelusz.
  • Ten się chyba nada – stwierdziła i chwyciła go w zęby. Pyza na szczęście była nadal zajęta przy ogrodzeniu. Milka podrzuciła kapelusz , a on wylądował na głowie bałwana. Niestety był nieco za duży i przykrył jego oczy i miejsce, gdzie kiedyś był nos. W tym właśnie momencie nadeszła Pyza.
  • Świetny pomysł z tym kapeluszem – pochwaliła siostrę. - Nie widać mu teraz twarzy, ale rozumiem, że chciałaś dobrze – dodała. Milka, aż podskakiwała z radości. Nie dość, że Pyza nie zauważyła braku nosa, to jeszcze ją pochwaliła. Resztę dnia przebiegło już spokojnie. Pyza, dumna, że siostra tak się napracowała, przy pilnowaniu domu, pozwoliła jej spać w budzie do wieczora. Potem babcia zawołała pieski na noc do domu. Rankiem następnego dnia, przyszła odwilż i po śniegu nie było ani śladu. Milka poszła sprawdzić, co słychać u bałwana. Niestety zastała tam tylko leżący na ziemi stary kapelusz.
  • No nie! - krzyknęła – rozumiem, żeby ukraść nos z bułki, ale po co krukowi cały bałwan.
  • I jak ja to wytłumaczę Pyzie – dodała i z przerażoną miną poszła do siostry.

wtorek, 11 grudnia 2012

Pierwszy śnieg

Na dworze zrobiło się już bardzo mroźno. Pieskom nie było zimno, bo ich futerka już przystosowały się do zimy. Niestety woda w oczku zamarzła całkowicie i nie mogły się jej napić. Babcia wystawiała im wodę w wiaderku, ale i ta zamarzała bardzo szybko.
 - Mógłby w końcu spaść śnieg – zawarczała zdenerwowana Milka, gdy jej czarny nosek odbił się od lodu.
 - Trzeba było przyjść od razu jak cię wołałam, a nie biegać po ogrodzie – stwierdziła widząc to Pyza – Musisz teraz poczekać, aż babcia wyniesie nową wodę. Milka niepocieszona odwróciła się w drugą stronę i podreptała pod wiatę, żeby tam ułożyć się na drzemkę. Jak tylko zamknęła oczy, już coś jej się śniło. Pyza musiała ją w końcu obudzić, by choć trochę popracowała. Niezadowolona z tego, Milka przeciągnęła się leniwie i spojrzała dookoła swoimi zaspanymi jeszcze oczkami. 
 - Śnieg! -wykrzyknęła radośnie i pobiegła na trawnik. Był on teraz cały przykryty białą, puchową kołderką. Od razu chwyciła spory kęs, ale niestety w jej ciepłym pyszczku śnieg zamienił się tylko w odrobinę wody. Aby zaspokoić więc swoje pragnienie musiała powtarzać tą czynność mnóstwo razy,. 
 - Szkoda, że tak mało tego śniegu mieści mi się do pyszczka – narzekała Milka – i że muszę, ciągle chodzić i chodzić, żeby go zbierać. Już mnie to zmęczyło – powiedziała do siebie i znów się położyła.
 - No śnieg sam do ciebie raczej nie przyjdzie – odparła Pyza i pobiegła w kierunku domu. Babcia właśnie wyszła na dwór i zabrała się za odśnieżanie. Wielką czerwoną łopatą przerzucała śnieg to w jedną, to w drugą stronę, robiąc w ten sposób ścieżkę. Pyza biegała wokół niej i sprawdzała, czy babcia dokładnie odśnieża. Milka spała na tyłach, a jej białe futerko nie odróżniało się od otoczenia. Babcia odśnieżyła już przed domem i poszła teraz z drugiej strony. Zebrała pełną łopatę śniegu i niechcący rzuciła go wprost na śpiącą Milkę.
 - Co się dzieje! – krzyknęła wystraszona psina.
 - Oj, bardzo cię przepraszam – otrzepywała ją ze śniegu babcia. Nie założyłam okularów, a na tym śniegu wcale cię nie widać – usprawiedliwiała się zmartwiona. Pyzę natomiast bardzo ta sytuacja rozbawiła.
 - A jednak śnieg sam przyszedł do ciebie – zaśmiała się i pobiegła dalej pomagać babci. Milka otrzepała dokładnie futerko i poszła tym razem pod swoje ulubione drzewo orzechowe. Ułożyła się zadowolona, bo tu najlepiej jej się wypoczywało. Niestety śnieg sypał już dosyć długo i na czubku drzewa była ogromna biała czapa. Milka spała już dłuższą chwilę, gdy do drzewa podleciały dwa kłócące się szpaki. Nie dość, że robiły dużo hałasu, to jeszcze machały skrzydełkami i przelatując nad wierzchołkiem drzewa strzepnęły cały, leżący tam śnieg. Spadł on wprost na Milkę, którą obudził właśnie hałas kłótni. Tym razem na czubku jej łebka usypała się spora warstwa śniegu.
 - Szkoda, że tylko na głowie masz śnieg, bo byłabyś świetnym bałwankiem – krzyknęła wesoło, widząc to Pyza. Milka spojrzała na nią obrażona i znów zaczęła oczyszczać swoje futerko. Wylizała się dokładnie i postanowiła, że musi znaleźć bezpieczniejsze miejsce do drzemki. Narzekając coś pod nosem przeszła od strony garażu i tam się położyła. Najpierw rozejrzała się dokładnie dookoła, czy i tu nie spotka ją jakaś nieprzyjemna niespodzianka.
 - Nie ma tu drzewa, a babcia już tu odśnieżyła – ucieszyła się i rozłożyła się do spania. Jak zwykle zasnęła bardzo szybko.
 Pojawienie się śniegu ucieszyło bardzo inne mieszkające w ogrodzie zwierzątka. Małe myszki wybiegły ze swojej norki. Biegały po białym puchu, a ich małe nóżki co rusz zapadały się w nim, tak,że trudno im było się wydostać. Wtedy pomagały sobie nawzajem, wygramolić się na powierzchnię, żeby za chwilę znów zapaść się ze śmiechem w śniegu. Bawiły się tak już dosyć długo. W końcu jedna z nich podpowiedziała nową zabawę.
 - Może znajdziemy jakąś górkę i będziemy zjeżdżać – zaproponowała innym. Pozostałe myszki chętnie się zgodziły i już po chwili wszystkie zajęły się szukaniem odpowiedniej górki. Nie było to łatwe, bo wszystkie były za niskie.
 - Ja chcę lepić bałwanka – zawołała najmłodsza z myszek.
 - Może poszukajmy jeszcze chwilę – poprosił jej starszy braciszek.
 - A może zjedziemy z dachu – zaproponował największy z nich rozrabiaka. Pozostałe myszki trochę się obawiały takiej wysokości, ale pomysłodawca wdrapywał się już po rynnie. Po chwili wszystkie myszki stały już na szczycie spadzistego dachu.
 - No to do dzieła! – krzyknął najodważniejszy i zaczął zjeżdżać w dół. Przyjaciele, widząc, że to świetna zabawa, też zjechali za nim. Okazało się niestety, że pędzą bardzo szybko i nie zatrzymają się na końcu dachu. Wszystkie myszki odbiły się od rynny i z wielkim przerażeniem i głośnym krzykiem, spadły wprost na śpiącą na dole Milkę. Jej miękkie futerko uratowało myszkom życie. Milka wstała zdenerwowana strzepując na ziemię wszystkie myszki. Okazało się jednak, że to nie koniec jej problemów. Zabawa myszek poruszyła całą pokrywę śniegową, która uzbierała się na dachu. Lawina śniegu spadła wprost na stojącego pod dachem pieska. Hałas spadającego śniegu zaniepokoił Pyzę i przybiegła zobaczyć co się dzieje. Gdy dobiegła na miejsce widok, który ujrzała bardzo ją rozbawił. Milka była teraz cała w śniegu i nie mogła się z niego wygramolić
 - No teraz jesteś prawdziwym bałwankiem – usiadła roześmiana obok siostry. Tuż obok niej zaśmiewały się trzy, małe myszki.
 - No i lepienie bałwanka, mamy na dzisiaj z głowy – powiedział do małej siostrzyczki braciszek i znów wszystkie myszki zaniosły się śmiechem. Milka próbowała nieporadnie wstać i się otrzepać, ale nóżki jej się rozjeżdżały.
 - Ja już nie chcę tego śniegu! – warknęła w końcu. Pyza znów się zaśmiała i zaczęła pomagać siostrze.