Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 maja 2013

Bajki babci Doty - Świetlik



Cały dzień padał deszcz, więc pieski drzemały na tarasie. Od czasu do czasu, gdy dobiegł do nich jakiś dźwięk, leniwie podnosiły łebki, ale za chwilę znów zapadały w sen. W końcu zerwał się wiatr i krople deszczu i tam dotarły. Oba pieski musiały przenieść się do budy. Pod wieczór pogoda trochę się poprawiła. Pyza i Milka wygłodniałe, ruszyły w kierunku swoich misek. Okazało się jednak, że ulewa uszkodziła wiszącą tam lampę.











  • Nic nie widzę – powiedziała Milka, kierując się do miski swojej siostry, bo ta była wypełniona jeszcze karmą po brzegi.
  • Zdaj się w takim razie na swój świetny węch – warknęła Pyza odpychając ją delikatnie, ale stanowczo. Po chwili słychać było głośne mlaskanie i wylizywanie.
  • Chyba znowu pomyliłaś miski – stwierdziła Pyza, wyczuwając nad sobą wielki biały łepek.
  • Bo moja miska jest już zupełnie pusta, a w twojej jest jeszcze dużo pyszności – odpowiedziała Milka, bardzo miłym głosikiem.
  • Chyba jednak dobrze widzisz, pomimo tych ciemności, skoro dojrzałaś moją karmę? - odparła Pyza nabierając kilka kulek do pyszczka – Jak jesteś jeszcze głodna to pozbieraj wszystkie kawałki, które wysypałaś i teraz leżą dookoła.
  • No wiesz w takiej ciemności, może jednak się ze mną podzielisz ?
  • Nie! – krzyknęła teraz już zdenerwowana Pyza – Posprzątaj wszystko, a jak nie widzisz to poproś świetlika, żeby ci poświecił.
  • Świetlika? - zdziwiła się Milka.
  • Tak, to taki chrząszcz, który świeci w ciemności. Wprowadził się niedawno do nas. Lata często w okolicach krzewu dziurawca. - wyjaśniła Pyza i znów zajęła się jedzeniem. Milce nie trzeba było powtarzać tego dwa razy. Zaciekawiona pobiegła odszukać świetlika. To nie było wcale trudne. Już z daleka nad krzewem dziurawca ujrzała unoszącą się, małą, świecącą kropeczkę.
  • Cześć, ja jestem Milka – przedstawiła się grzecznie. Świetlik przysiadł na chwilę na listku.
  • Witam, ja jestem świetlik – odpowiedział i znów zaczął latać.
  • Usiądź jeszcze na chwilkę, bo od tego patrzenia na ciebie kręci mi się w głowie – poprosiła machając przy tym łebkiem na wszystkie strony, bo świetlik przenosił się to w jedno, to w drugie miejsce.
  • Nie mogę – odparł nadal latając. - Jestem bardzo zajęty. Chcę tu założyć rodzinę. Będę tu mieć żonę i urodzą mi się dzieci. Muszę więc wszystko przygotować. - dodał i znów jego światełko migotało między listkami.
  • Ale ja cię potrzebuję przy mojej misce, bo tam uszkodziła się lampa i jest teraz ciemno – tłumaczyła Milka.
  • Nie mam czasu – odkrzyknął do niej świetlik i już migotał w innym miejscu. Milka odeszła zrezygnowana.
  • Muszę coś wymyślić, bo inaczej szukanie każdego upuszczonego kawałka karmy zajmie mi bardzo dużo czasu, a przecież nadal jestem głodna – mruknęła do siebie, a na potwierdzenie jej słów rozległo się głośne burczenie w jej brzuszku. Postała chwilę zamyślona.
  • Już wiem – powiedziała i pobiegła w kierunku oczka wodnego, gdzie rosła mała choinka. Babcia niedawno obcinała jej dolne gałęzie, więc po jej pniu nadal jeszcze spływała żywica. Była bardzo klejąca. Milka przekonała się o tym, gdy kiedyś zasnęła pod takim drzewkiem. Obudziła się wtedy cała w żywicy i wszystko się do niej przylepiało. Babcia musiała ją długo szorować, a nawet część zabrudzonej sierści trzeba było wyciąć. Milka wzdrygnęła się na samo wspomnienie tamtej przygody.
  • Ale czego się nie robi dla jedzenia – westchnęła i przyłożyła łepek do drzewa. Po chwili czubek głowy miała umazany żywicą. Zadowolona z siebie pobiegła z powrotem do świetlika.
  • Wiesz co? - rozpoczęła przymilnym głosikiem. Nie będę ci zajmować już więcej czasu, ale mam jedną malutką prośbę. - dodała i podeszła bliżej. - Może mógłbyś mi usiąść na chwilę na czubku łepka, chcę coś lepiej zobaczyć, a ty w ten sposób poświecisz mi trochę.
  • Dobrze – zgodził się świetlik - ale szybko, bo mam jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia.- stwierdził i usiadł we wskazanym miejscu. Zaraz potem zrozumiał o co chodziło pieskowi. Skrzydełka przykleiły mu się do żywicy i nie mógł odlecieć. Zdenerwowany bardzo wykrzykiwał groźnie, ale Milka już biegła do swojej miski.

  • Nie denerwuj się tak – starała się go pocieszyć – jak się najem to cię wypuszczę. Gdy Pyza popatrzyła w okolicę misek, zobaczyła siostrę zgrabnie zbierającą wszystkie małe kulki karmy. Było to możliwe tylko dzięki temu, że oświetlało je światełko świetlika. Już miała ją pochwalić, gdy usłyszała jego zdenerwowany krzyk. Podbiegła szybko zdziwiona i od razu wszystko zrozumiała.
  • Milka! - zawołała wściekła na siostrę – jak mogłaś zrobić coś takiego, temu biednemu świetlikowi – warczała groźnie
  • Ja nic nie zrobiłam – broniła się Milka, na wszelki wypadek odsuwając się jak najdalej.
  • Po pierwsze, to on sam usiadł mi na główce, a po drugie to chyba nie ma tak źle, bo przecież go noszę , a on sobie tylko leży i świeci. - wyliczała – No może trochę go zmęczyło to wykrzykiwanie i machanie nóżkami, ale przecież mógłby tam leżeć spokojnie, prawda? – dodała wzruszając ramionami. - A po trzecie, powinien się cieszyć, że robi dobry uczynek, podświetlając mi troszkę. Pyza nie wytrzymała. Doskoczyła do siostry. Miała tak wściekłą minę, że Milka nawet nie drgnęła ze strachu. Pyza warczała groźnie i musiała się bardzo powstrzymywać, by nie ugryźć siostry.
  • Nikomu nie wolno robić krzywdy, więc i ja tobie nic nie zrobię – odparła wreszcie. Natychmiast odklej świetlika od swojej głowy! - rozkazała. Zanieś go nad oczko i pomóż mu się umyć. Tylko niech ci nie przyjdzie do głowy go tam wrzucić, bo on jest mały i mógłby się utopić.- kontynuowała nadal zdenerwowana. Milka skulona słuchała wszystkiego uważnie.
  • Nie dziękuję za mycie – odezwał się wreszcie świetlik przerażony perspektywą kąpieli w oczku wodnym– poradzę sobie sam – dodał.- Proszę mnie tylko odczepić. Milka jednym ruchem łapy strzepnęła świetlika na ziemię. Mimo że jego skrzydełka były posklejane, udało mu się trochę niezgrabnie polecieć .
  • Nawet mi nie podziękował za uwolnienie – westchnęła Milka. Pyza znów zawarczała groźnie. Na wszelki wypadek biały piesek wolał się szybko oddalić z tego miejsca. Pyza nadal zła na siostrę mruczała coś pod nosem. Milka wiedziała, że musi być teraz bardzo grzeczna, bo już dość na dzisiaj narozrabiała. Przebiegając po ogrodzie dojrzała pod niektórymi krzakami, dziwne kamienie, z których wydobywało się światło. To babcia postawiła tam zakupione niedawno lampki.
  • Ojej! - krzyknęła, nie wiedząc o tym Milka. - Pyza pomyśli, że przygniotłam kamieniami całą rodzinę świetlika – powiedziała przerażona i prędko uciekła schować się w krzaki.

czwartek, 21 marca 2013

Wiosenne porządki


Był okres przedświąteczny. Babcia wywiesiła na tarasie swoją pościel i zabrała się do mycia okien.
  • Chyba i my musimy posprzątać w naszej budzie – powiedziała Pyza do swojej siostry. Milka udawała, że nie słyszy. Wylizywała właśnie swoją miskę.
  • Słyszysz, dzisiaj będziemy robić wiosenne porządki.
  • Przecież robiłyśmy niedawno – odpowiedziała jej w końcu Milka.
  • Ostatnie sprzątanie robiłyśmy przed zimą, więc to najwyższy czas – wytłumaczyła Pyza, już nieco zdenerwowana.- Wyjmij wszystko z budy, a ja jeszcze zrobię obchód wokół domu.- dodała stanowczym tonem. Milka bardzo niezadowolona poszła wolnym krokiem w kierunku budy. Po drodze zatrzymała się w pobliżu domku swojej koleżanki myszki. Okazało się jednak, że jej mama też zarządziła sprzątanie i myszka nawet nie mogła wyjść porozmawiać. To przygnębiło pieska jeszcze bardziej.
     - To będzie długi dzień – zamruczała do siebie i poszła dalej.
      Buda piesków stała pod małą wierzbą. Była zbudowana z drewnianych klepek i pokryta spadzistym daszkiem. W środku był mały korytarzyk, który prowadził do większego, kwadratowego pokoiku. Milka spojrzała na nią z rozrzewnieniem, a potem położyła się w korytarzu. To była jej ulubiona pozycja z głową wystawioną na zewnątrz, żeby widzieć co dzieje się wokół.
  • Muszę chwilę odpocząć przed tym strasznym sprzątaniem. Na samą myśl o nim czuję się zmęczona – stwierdziła i zamknęła oczy. Po chwili słychać już było jej ciche pochrapywanie. W ten sposób udało jej się tak przespać pół dnia, nim Pyza znalazła chwilę, by sprawdzić jak jej idzie.
  • No tak, nic nie zrobiłaś – krzyknęła, widząc ją śpiącą. Milka wyskoczyła, wystraszona uderzając główką o wystającą część daszku. Pyza weszła do budy i zaczęła wyrzucać znajdujące się tam rzeczy. Była bardzo zdenerwowana i nawet nie spojrzała na siedzącą obok i rozmasowującą bolące miejsce, siostrę. Po chwili przed budą wylądowały dwa spore drewienka, czerwony sznureczek od balonika, resztki kocyka babci Doty, drugi kocyk, wiaderko Igorka i jego czerwony samochodzik, a na koniec Pyza wyciągnęła babci zielony kalosz.
  • Teraz już wiem, czemu ja ledwo się tam mieszczę – powiedziała, kręcąc łepkiem. - Po co ci to wszystko? - spytała.
  • Drewienka są do gryzienia, dwa bo jak jedno mi zginie mam jeszcze drugie, sznureczek też jest fajny do zabawy, kocyki podkładam sobie pod brzuszek. - wymieniała z niewinną minką Milka.
  • A zabawki Igorka - nadal dziwiła się Pyza.
  • Wiaderko jak bym się chciała napić, to przyniosę w nim wody, a samochodzik pokazywałam myszce.
  • No dobrze, a ten kalosz. Przecież babcia szukała go niedawno w całym ogrodzie. - nie mogła zrozumieć Pyza.
  • Pamiętasz, jak Mikołaj pomylił prezenty i ja dostałam kalosze, musiałam je potem oddać babci. Pomyślałam wtedy, że sprawiedliwie będzie jak się nimi podzielimy i jeden sobie zostawiłam. - powiedziała skruszonym głosikiem. Pyza jednak nie nabrała się na ten głosik.
  • Natychmiast odnieś ten kalosz babci – rozkazała – potem wybierz tylko dwie rzeczy, które chcesz włożyć do budy. Ja chwilę popracuję, a jak wrócę w budzie ma być czysto i przytulnie.- krzyknęła i pobiegła w kierunku ogrodzenia. Milka chwyciła w pyszczek kalosz i pobiegła podrzucić go na taras. Właśnie go zostawiała, gdy zainteresowała ją pościel babci, która się tam wietrzyła.

  • Z tym to chyba byłoby przytulnie – stwierdziła i chwyciła w zęby mały jasieczek. Zaniosła go do budy i ułożyła w pokoiku. Wydał się trochę za mały, więc Milka postanowiła przynieść jeszcze dużą poduchę. Po chwili była już na tarasie i ciągnęła zębami upatrzoną pościel. Poducha znajdowała się pod kołdrą babci, więc Milka nie mogła jej stamtąd wyciągnąć. Szarpnęła jeszcze parę razy, aż w końcu rozległ się dziwny dźwięk. Zrobiła się wielka dziura, a z wnętrza zaczął się wysypywać na ziemię i na zdziwionego pieska, biały puch. Po chwili wiatr rozniósł małe piórka już po całej okolicy. Milka też była nimi pokryta, ale, że była biała, widać je było głównie na jej czarnym nosie. Kichnęła dwa razy i pokręciła łebkiem.
  • Może uda mi się jej wmówić, że to śnieg – zastanawiała się co powie siostrze. - Gorzej jak posądzi mnie, że skrzywdziłam jakąś kurę – mruczała do siebie wciągając resztki poduchy do budy. Potem wepchnęła pod nią dwa drewienka, czerwony sznureczek,dwa kocyki wiaderko Igorka i czerwony samochodzik.
  • No teraz jest czysto i przytulnie – kiwała łebkiem, podziwiając wnętrze budy. Potem ułożyła się na swoim miejscu i zasnęła. Obudził ją krzyk babci. Dostawało się właśnie Pyzie, która była w pobliżu, a do jej szarego futerka przyczepiły się puchowe piórka. Milka czym prędzej ukryła się w krzakach i nawet ogonek nie wystawał jej stamtąd. Miała zamiar nie wychodzić do samego wieczora, ale burczenie w pustym brzuszku, przekonało ją do tego, że to zły pomysł. Wychyliła najpierw łepek, a gdy nie zobaczyła nikogo w pobliżu, odważyła się pobiec w kierunku miski. Tam czekała już na nią Pyza.
  • Wiedziałam, że w końcu wyjdziesz – powiedziała do siostry. Milka z tonu jej głosu wywnioskowała, że może podejść bliżej.
  • Chciałaś, by było czysto i przytulnie – wyjaśniła - Starałam się bardzo – dodała jeszcze i zaczęła delektować się posiłkiem. Na wszelki wypadek nie podnosiła łebka, by nie patrzeć na Pyzę. Pyza też nie miała chyba siły do swojej młodszej siostry, bo nic się nie odezwała.
Wieczorem, pieski ułożyły się w domu do snu.
- Dobrze chociaż, że porządki wiosenne, mamy już z głowy – pomyślała Milka. Muszę tylko odzyskać mojego kalosza – przemknęło jej jeszcze przez myśl i zasnęła.

sobota, 9 lutego 2013

Bałwanek


W ogrodzie babci Doty zima zagościła na dobre. Gruba pokrywa śniegu przykryła wszystkie rośliny. Pieski większość czasu spędzały w budzie. Gdy trafił się jeden słoneczny poranek, babcia, razem ze swoimi wnukami, postanowiła ulepić bałwana. Wszyscy ubrali się bardzo ciepło i wyszli na śnieg. Po krótkich szaleństwach, których oczywiście nie mogło zabraknąć, zabrali się do lepienia. Chwilę później dwie wielkie kule stały już jedna na drugiej. Babcia robiła jeszcze mniejszą kulę na głowę, a chłopcy szukali patyków na ręce. Pieski też pomagały na swój sposób. Milka skakała wokół chłopców i co rusz udało jej się liznąć któregoś po twarzy. Pyza nadzorowała całą pracę, bacznie się przyglądając. Musiała też co chwilę szczeknąć na siostrę, bo inaczej parę razy zdarzyłoby się jej wpaść na śnieżne kule i budowla by się popsuła. Wreszcie bałwanek był gotowy.
  • Ale przecież brakuje mu oczu i nosa – zawołał przyglądając mu się Igorek.
  • Oczywiście – przytaknęła babcia – zaraz przyniosę marchewkę na nos, a wy poszukajcie dwóch kamyków na oczy. - dodała i podreptała do domu. Wróciła po chwili, ale w ręku niosła kawałek bułki w kształcie palucha.
  • Niestety marchewki mi zabrakło, ale to też się chyba nada – powiedziała i wetknęła bułkę w miejsce nosa. Chłopcy znaleźli też kamyki, więc wszystko trafiło na swoje miejsce.
  • Piękny – podziwiali przez chwilę swoje dzieło, ale mróz był wielki i trzeba było wrócić do domu. Pieski zmartwiły się, że to koniec zabawy. Pyza wróciła do swoich obowiązków, a Milka została przy bałwanku. Postała tak przez chwilę. Zagadnęła nawet do niego, ale nie doczekawszy się odpowiedzi, podskoczyła do jego patykowej ręki i chwyciła ją w zęby. Zadowolona z siebie poszła ze swoją zdobyczą do budy. Tam ułożyła się wygodnie i zaczęła swą ulubioną czynność, obgryzanie patyka. Tak zastała ją Pyza. Od razu poznała, że jest to ręka lepionego przed chwilą bałwanka.
  • Milka - warknęła oburzona na siostrę – skąd masz ten patyk?
  • No dobrze – Milka odpowiedziała niepewnie. - Zabrałam go bałwanowi. Ale najpierw go spytałam czy mogę, a jak nic nie odpowiedział, to go sobie pożyczyłam. - wyjaśniła i znów zaczęła gryźć patyk.
  • Przecież bałwan jest ze śniegu i nie mówi, a chłopcom będzie przykro jak zobaczą, że brakuje mu ręki – wyjaśniła Pyza. Taki argument przemówił do Milki. Zrezygnowana, chwyciła patyczek w pysk i poszła oddać go właścicielowi. Pyza postanowiła przypilnować, by siostra nie rozmyśliła się po drodze. Gdy przybiegła na miejsce, bałwan miał już obie ręce. Jedna niestety była znacznie niżej, od drugiej i zwisały z niej poodgryzane części.
Milka była jednak bardzo z siebie zadowolona.
  • Teraz dopiero wygląda czadowo – zawołała do siostry.
  • Tak, jakby chciał powiedzieć „Ręce opadają, jak się patrzy na twoje uczynki” - odparła widząc go Pyza.
  • Mnie się podoba – upierała się przy swoim Milka.
  • Dobrze, tylko żadnego więcej podgryzania – ustąpiła Pyza i pobiegła w kierunku bramy. Milka mamrocząc coś pod nosem poszła do budy. Po dłuższej drzemce, postanowiła napełnić swój głodny brzuszek. Przechodząc, obok bałwanka, znów podziwiała, jego zwisającą rękę, gdy nagle zauważyła, że coś zmieniło się w jego twarzy. Górna najmniejsza kulka, miała dwoje oczu z kamyków, ale brakowało nosa. Rozejrzała się dookoła i zobaczyła lecącego w oddali kruka, któremu z dzioba wystawała znajoma bułka.
  • O, nie ! - krzyknęła zrozpaczona. Już miała pobiec do siostry, żeby o wszystkim ją powiadomić, kiedy uświadomiła sobie, że Pyza oskarży ją o zjedzenie tego nosa.
  • Co ja teraz zrobię – powiedziała do siebie i rozejrzała się dookoła. Pyza na szczęście obszczekiwała kogoś przechodzącego po chodniku i nie zauważyła jeszcze bałwana bez nosa.
  • Muszę koniecznie coś wymyślić – stwierdziła i pobiegła w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia z tej sytuacji. Obeszła dookoła ogrodzenie, węsząc wszędzie dokładnie.
  • Chyba w końcu dorośleje i zaczęła mi pomagać w pracy – pomyślała widząc ją Pyza. Milka skierowała się w okolicę koszy na śmieci, ale i tam niczego nie znalazła. W końcu weszła do pomieszczenia gospodarczego. W rogu na taczce leżał stary, słomiany kapelusz.
  • Ten się chyba nada – stwierdziła i chwyciła go w zęby. Pyza na szczęście była nadal zajęta przy ogrodzeniu. Milka podrzuciła kapelusz , a on wylądował na głowie bałwana. Niestety był nieco za duży i przykrył jego oczy i miejsce, gdzie kiedyś był nos. W tym właśnie momencie nadeszła Pyza.
  • Świetny pomysł z tym kapeluszem – pochwaliła siostrę. - Nie widać mu teraz twarzy, ale rozumiem, że chciałaś dobrze – dodała. Milka, aż podskakiwała z radości. Nie dość, że Pyza nie zauważyła braku nosa, to jeszcze ją pochwaliła. Resztę dnia przebiegło już spokojnie. Pyza, dumna, że siostra tak się napracowała, przy pilnowaniu domu, pozwoliła jej spać w budzie do wieczora. Potem babcia zawołała pieski na noc do domu. Rankiem następnego dnia, przyszła odwilż i po śniegu nie było ani śladu. Milka poszła sprawdzić, co słychać u bałwana. Niestety zastała tam tylko leżący na ziemi stary kapelusz.
  • No nie! - krzyknęła – rozumiem, żeby ukraść nos z bułki, ale po co krukowi cały bałwan.
  • I jak ja to wytłumaczę Pyzie – dodała i z przerażoną miną poszła do siostry.

czwartek, 24 stycznia 2013

Najlepsiejszy przyjaciel

Babcia postanowiła pojechać na wieś, do znajomych gospodarzy, po świeże jajka. Pieski zawsze chętnie wybierały się tam z nią. Zaprzyjaźniły się z mieszkającymi w gospodarstwie zwierzątkami, a pani gospodyni zawsze częstowała je jakimś smakołykiem. Gdy babcia krzątała się przy samochodzie, Pyza i Milka grzecznie czekały.
  • No dobrze, dobrze – odezwała się do nich babcia – wezmę was ze sobą. - dodała i otworzyła drzwi bagażnika. Do wsi było niedaleko. Pyza całą drogę wyglądała przez okno. Milka jak zwykle ucięła sobie drzemkę. W gospodarstwie już na nie czekali. Pieski wyskoczyły z samochodu i już miały pobiec do znajomych, ale po minie gospodarza wyczuły, że wydarzyło się coś niedobrego. Usiadły więc grzecznie przy nodze babci i przysłuchiwały się rozmowie.
  • Nie mam dzisiaj za dużo jajek – mówił gospodarz – bo od kilku nocy, zakrada się do kurnika jakieś zwierze i porywa moje kury. Miałem ich dwadzieścia – opowiadał dalej – Wczoraj zniknęły dwie i dzisiaj także dwie.
Pieski nie czekały na dalszy ciąg, tylko pobiegły do kurnika. Weszły do środka i to co zobaczyły bardzo je zaniepokoiło. Wszystkie kurki siedziały przytulone do siebie w jednym kącie. Nie było słychać radosnego gdakania , lecz panowała strasznie nieprzyjemna cisza. Pieski próbowały pogadać ze znajomymi kurkami, ale te nawet nie ruszyły się na ich widok. Wizyta w gospodarstwie nie przebiegała radośnie jak zwykle. Kurki w ogóle nie wyszły na dwór, a gąski i kaczuszki, nie chciały z nimi rozmawiać, bo musiały pilnować swoich dzieci i przez cały czas rozglądały się ze strachem. Świnki i krówki nie bały się ataku nieznajomego zwierzęcia, ale było im smutno, że inni cierpią i też nie miały ochoty na zabawę. Nadeszła pora powrotu do domu.
  • Szkoda, że nie mamy pieska, może przypilnował by naszych zwierząt – powiedziała gospodyni, żegnając swoich gości
  • Mogę zostawić wam Pyzę na jedną, albo dwie noce – wymyśliła babcia.
  • Świetny pomysł – ucieszył się gospodarz, który właśnie podszedł do samochodu.
  • Ja zostanę, ja zostanę! – wykrzykiwała Milka i skakała wokół babci. Podskakiwała tak wysoko, że nawet udało jej się polizać babcię w policzek. Jej podskoki i szczekanie były tak wymowne, że babcia od razu zrozumiała o co chodzi.
  • Dobrze – powiedziała – zostawię wam Milkę, bo widzę, że bardzo tego pragnie.- Tylko pamiętaj nie przynieś mi wstydu – dodała jeszcze. Pyza także dawała rady siostrze.
  • To duży obowiązek – mówiła do niej - Nie możesz zasnąć, ani na chwilkę. I nie rób nic głupiego – krzyknęła jeszcze zanim babcia zamknęła drzwi samochodu. Milka siedziała dumna przy bramie gospodarstwa, patrząc na oddalający się samochód.
  • Będę bardzo dzielna – postanowiła i zaczęła robić obchód, tak jak uczyła ją Pyza. Gdy upewniła się, że wszystko jest w porządku, usiadła pod drzwiami kurnika. Po chwili z domu wyszła gospodyni. Wyniosła miskę pełną jedzenia. Nie była to jednak sucha karma, tylko przepięknie pachnące, dwie kostki z dużą ilością mięska.
  • To dla ciebie piesku – powiedziała gospodyni i podstawiła Milce pod pyszczek. Uczta była wspaniała. Milka dawno nie jadła takich smakołyków. Po chwili miska była pusta. Milka najchętniej położyłaby się teraz na drzemkę, ale pamiętała, że nie może zawieść siostry i babci, więc znów wyruszyła na obchód. Na dworze zrobiło się już ciemno. Oczy pieska są jednak bardzo dobre i nawet w nocy wychwycą każdy szczegół. Nic się nie działo, Milka znów usiadła obok kurnika. Była już bardzo zmęczona i z trudem unosiła powieki.
  • Nie zasnę – mówiła do siebie. Nagle usłyszała jakiś szelest dochodzący spod ogrodzenia. Pobiegła tam czym prędzej. Przez niewielką dziurę w płocie dostał się na teren gospodarstwa jakiś zwierzak. Milka podeszła niepewnie, aby mu się przyjrzeć dokładniej. Wyglądał trochę jak pies, miał piękną rudą sierść i długi puszysty ogon. Stał gotowy do skoku i też przyglądał się pieskowi.
  • Cześć piękna – odezwał się w końcu. Kim ty jesteś? - zapytał bardzo miłym głosem.
  • Ja jestem Milka - odpowiedziała grzecznie Milka, tak jak nauczyła ją Pyza. Jestem pieskiem i tu pilnuję. A ty kim jesteś?
  • Ja też chciałem tu popilnować, bo wiem, że gospodarz nie ma pieska.
  • To bardzo ładnie z twojej strony - odpowiedziała Milka uśmiechając się do nieznajomego. - Ty pewnie jesteś jamnikiem, ba masz krótkie nogi i długie ciało. Ale twój ogon jest piękny – dodała przyglądając się pięknej rudej kicie.
  • Tak, oczywiście – powiedział nieznajomy. Ale twój ogonek jest o wiele piękniejszy i w ogóle cała jesteś taka piękna – dodał i też się uśmiechnął. Milka była cała szczęśliwa. Jeszcze żaden obcy pies nie mówił jej takich rzeczy. Zarzuciła zalotnie łebkiem i znów przyjrzała się nieznajomemu.
  • Dziwnie pachniesz – stwierdziła.
  • To przez to, że mieszkam w lesie, a nie tak jak ty w gospodarstwie. Nie mam domku, tylko sypiam pod krzakami – wytłumaczył się prędko nieznajomy. Milce zrobiło się go szkoda.- Może popilnujesz ze mną, to podzielę się z tobą jedzeniem – zaproponowała. Gospodyni ma tu same smakołyki.
  • Wiem coś o tym – nieznajomy oblizał się po mordce. - Widzę, że jesteś bardzo zmęczona, więc może ja popilnuję, a ty położysz się i odpoczniesz. Milce nie trzeba było tego powtarzać.
  • Bardzo chętnie – odpowiedziała i ułożyła się do snu. Nieznajomy udał się na obchód.
  • To będzie mój najlepsiejszy przyjaciel – pomyślała Milka i zasnęła . Rano obudził ją straszny hałas. Okazało się, że stał nad nią gospodarz i kilka kurek. Były tam też kaczuszki i gąska ze swoimi dziećmi. Wszyscy coś krzyczeli, więc w pierwszej chwili Milka nie mogła zrozumieć co się stało. W końcu do niej dotarło. Zasnęła i przespała całą noc, a z kurnika znów zginęły dwie kury. Na pyszczku Milki malowało się przerażenie. Znowu zawiodła. Nie upilnowała kurek. Było jej bardzo wstyd. Spuściła głowę i poszła schować się pod krzakiem. Tak schowaną i smutną zastała ją tu Pyza, która właśnie przyjechała z babcią. Milka opowiedziała wszystko siostrze z najmniejszymi szczegółami, nie rozumiejąc, gdzie popełniła błąd.
  • To był mój najlepsiejszy przyjaciel – zakończyła sprawozdanie z nocnej przygody. Pyza tylko pokręciła łebkiem.
  • To nie był twój żaden najlepszy przyjaciel – wykrzyknęła oburzona. - To był lis, a nie jamnik. Oszukał cię, żeby porwać kury. Jak mogłaś tego nie zauważyć?
Milka miała szeroko otwarte oczy ze zdziwienia. Zrozumiała właśnie, że dała się oszukać przebiegłemu lisowi. Babcia przeprosiła gospodarzy za swojego psa i obiecała wypożyczenie Pyzy, gdyby jeszcze lis miał nachodzić ich gospodarstwo. Dzięki Milce gospodarz znalazł dziurę w płocie, którą dostawał się do środka lis i od razu ją załatał.
  • Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło- mówił żegnając babcię i pieski.
Całą drogę Milka nie odzywała się do siostry. Widać było, że nad czymś bardzo rozmyśla.
  • Ale powinnaś być ze mnie dumna – odezwała się do Pyzy, gdy już dojechały – Jestem bardzo odważna i nawet lisa się nie bałam – dodała, bo Pyza nie zrozumiała o co jej chodzi. Pyza pokiwała główką i pobiegła do swoich zajęć. Milka ułożyła się wygodnie na drzemkę.
  • No i mu się spodobałam – dodała rozmarzona – Ach jaki to mógł być mój najlepsiejszy przyjaciel – pomyślała jeszcze i zasnęła.