Łączna liczba wyświetleń

sobota, 9 listopada 2013

Dwa tygodnie


Mimo że z drzew spadło już większość liści, pogoda nadal była piękna. Świeciło słońce, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Pieski biegały po ogrodzie, gdy właśnie otworzyły się drzwi domu i wyszła babcia Dota.
  • Mam dla was miłą wiadomość – powiedziała, poklepując swoje pupile po łepkach. Zwierzątka usiadły grzecznie i zaciekawione, wpatrywały się w babcię.
  • Igorek z rodzicami wyjeżdża na wakacje - kontynuowała- W związku z tym, przez dwa tygodnie, będzie mieszkała u nas India. To pierwszy raz, gdy zostanie na tak długo. Na pewno będzie bardzo tęskniła, więc musimy okazać jej wiele miłości. Jest przecież jeszcze szczeniaczkiem.- zakończyła babcia i wolnym krokiem podreptała do swoich zajęć.
  • No trudno, niech mieszka – wołała biegnąc za nią Milka – ale gdzie ta miła wiadomość.
  • No przecież, właśnie ją usłyszałaś – wyjaśniła Pyza.
  • Spodziewałam się jakiś smakołyków, albo..... , albo, jeszcze więcej jakiś smakołyków – odparła Milka i na samą myśl oblizała się od ucha do ucha.
  • Nie narzekaj, przecież lubisz tą małą – krzyknęła Pyza i pobiegła w kierunku oczka wodnego. Milka położyła się pod drzewem.
  • Mała jest fajna, ale wolałabym smakołyki – mruknęła do siebie i zamknęła oczy.
Wieczorem, zgodnie z zapowiedzią, w domu babci Doty pojawiła się India, a wraz z nią małe miejsce do spania i mała miseczka . Najpierw było wielkie powitanie. Psinka skakała z radości i poszczekiwała wesoło. Szybko jednak zauważyła, że nie ma jej właścicieli. Położyła się na swoim posłaniu, czerwonym, w białe serduszka, i popiskiwała cichutko. Pyza i Milka też ułożyły się na miejscu i próbowały zasnąć.
  • Może dzisiaj pozwolimy jej spać z nami – zaproponowała Milka słysząc kolejne piśnięcie. Pyza nie zdążyła nawet jej odpowiedzieć, gdy już między nimi leżała, mała biała kruszynka. Od razu zamknęła oczy i wyglądało jakby natychmiast zasnęła.

     Gdy babcia przyszła zobaczyć jak sobie poradziły, zastała już zupełnie inny widok. Po jednej stronie wielkiego miejsca, maksymalnie wciśnięta w oparcie i skulona, spała Pyza. Pośrodku, rozłożona z łapkami do góry spała India. Milce brakło chyba miejsca, bo leżała obok na podłodze. Babcia uśmiechnęła się na ten widok.
  • Dała sobie radę – wyszeptała i poszła do swojej sypialni.
Pierwsza noc przebiegła spokojnie. Rano wszystkie pieski wybiegły do ogrodu. Zawsze pierwsza, jako starsza wychodziła Pyza, a za nią wolnym krokiem zaspana Milka. Tym razem wyglądało to trochę inaczej. Gdy babcia otworzyła drzwi na taras, India najpierw przebiegła między łapami zaspanej Milki, co spowodowało, że ta potknęła się o nią i wpadła głową w ścianę. Potem rozpędzona, mała kulka, próbowała dogonić Pyzę, więc ledwo obie zmieściły się w drzwiach. Pyza warknęła nawet groźnie, ale po małej już nie było śladu.
  • Jest jeszcze mała – mruknęła szara psina i skierowała się do swoich codziennych obowiązków.
Z tarasu obserwowała ją Milka, rozmasowując sobie czubek łebka.
  • Tylko spokojnie, zaraz pyszne śniadanko – powiedziała do siebie i poszła z drugiej strony domu, gdzie babcia miała wynieść jedzenie. Usłyszawszy znajome trzaśnięcie drzwi, przyśpieszyła kroku.
Pod dachem, tu gdzie zawsze, stały już 3 miski. Milka skierowała się od razu do swojej i jakież było jej zdziwienie, gdy w samym środku ujrzała zanurzonego po brzuch, w makaronie z mięsem, małego pieska. India podniosła łepek, spojrzała niepewnie, a potem jednym susem wyskoczyła z tej miski, by wskoczyć do drugiej, która stała obok. Trzecia znacznie mniejsza miseczka świeciła już pustkami. Gdy na miejsce dotarła Pyza, Indii już nie było. Milka właśnie zlizywała resztki ze swojej brody.
  • Znowu wyjadłaś moje jedzenie! – krzyknęła, patrząc w jej kierunku oskarżycielsko.
  • Ale to nie ja – biały, duży piesek,aż się skulił ze strachu.
  • No może mi powiesz, że ta mała opróżniła swoją miskę i wyjadła pół mojej. Przecież ona tu nawet nie dosięgnie – zawarczała Pyza i zaczęła zjadać to co jeszcze zostało w jej misce. Milka na wszelki wypadek oddaliła się czym prędzej.
  • Co ta babcia sobie myślała, że dwa tygodnie z tym potworem to dobra wiadomość – mruczała idąc w kierunku ogrodzenia. Nagle coś przykuło jej wzrok. W strumyku, obok oczka wodnego, do połowy w wodzie leżał babci kalosz, a z jego cholewki wystawał mały, znajomy ogonek.
  • No nie, tego już za wiele – krzyknęła i popędziła w tamtym kierunku. - Co ona sobie myśli, jeszcze wpadnie do oczka wodnego – mruknęła i przyśpieszyła kroku. Gdy ostatkiem sił doskoczyła i chwyciła kalosz do pyszczka, wydał jej się jakiś lekki. Rzuciła go na trawę i zaczęła zaglądać do środka.
  • Milka!- usłyszała nagle gniewny głos babci. Okazało się, że oglądała poczynania Milki przez okno i teraz zbliżała się z groźną miną. Milka, aż przysiadła. Babcia chwyciła za kalosz. Wyleciało z niego sporo wody, co rozzłościło ją jeszcze bardziej.
  • Niedobry pies!- krzyknęła i odeszła niosąc w ręku zielony but, ociekający wodą. Milka jeszcze długą chwilę nie odważyła się ruszyć. Dawno nie widziała swojej pani takiej zdenerwowanej. W końcu zdecydowała się opowiedzieć wszystko siostrze.
  • Ojej!– przypomniała sobie nagle -Może ta mała wpadła do wody i trzeba ją ratować . Rozejrzała się dookoła. Pyza stróżowała przy bramie, a obok niej siedział mały psiak, dumnie wypinając klatkę piersiową do przodu, i unosząc łepek, z poważną miną, do góry .
Milka odetchnęła z ulgą. Ale zaraz potem przypomniała sobie ile dzisiaj wycierpiała niesłusznie przez tego malucha.
  • Muszę coś z tym zrobić, bo nie wytrzymam tych dwóch tygodni – pomyślała i skierowała się w kierunku drewna do kominka.

    Chwilę rozmawiała ze swoją koleżanką myszką, a potem oddaliła się zadowolona. Podeszła do drzwi prowadzących do pomieszczenia gospodarczego i lekko je uchyliła. Potem położyła się obok i wyglądało jakby zasnęła. Nie minęło dużo czasu, gdy mała psina znudziła się pracą i przechodziła obok leżącej Milki. Ujrzawszy uchylone drzwi od razu postanowiła wejść do środka.
  • Nie wchodź tam – otworzyła jedno oko Milka. To może być niebezpieczne dla małego pieska.- dodała i zamknęła oko.
  • Phi! - usłyszała po chwili wraz z cichutkim skrzypnięciem drzwi. Na jej pyszczku zagościł zagadkowy uśmiech.

    Pieski mają wspaniały słuch, więc nie musiała nawet zmieniać miejsca, by wiedzieć co robi w garażu jej mała koleżanka. Najpierw było słychać jak z półki spadła jakaś metalowa rzecz, potem zaczęły spadać inne. Gdy stara opona potoczyła się jeszcze w kierunku małego psotnika, rozległ się przeraźliwy pisk i zza drzwi wypadła na podwórko przerażona, biała kruszynka. Cała się trzęsła, a na jej pyszczku malował się strach. Dopadła do Milki i wtuliła się w nią tak, że nie było jej widać.
  • Miałaś rację. Tam chyba są jakieś duchy. - zatrzęsła się -Już zawsze będę cię słuchać, tylko mnie obroń. Jesteś przecież taka duża i odważna.
  • I nie będziesz już wyjadała jedzenia z mojej miski?– zapytała Milka z przebiegłą minką.
  • Oczywiście – pisnęła nadal trzęsąca się India.
  • I będziesz spała na swoim miejscu?
  • Tak . Obiecuję.
  • I oddasz mi pół swojego jedzenia – zamyśliła się Milka.
  • Nie przeginaj!- krzyknęła Pyza, która już od jakiegoś czasu przysłuchiwała się ich rozmowie, ale po chwili uśmiechnęła się i puściła oko do siostry.
  • Chodź mała nauczę cię teraz kolejności wychodzenia i wchodzenia do domu – powiedziała do Indii i pobiegła z nią na drugi koniec ogrodu. Milka rozłożyła się wygodnie. Gdy rozmowy ucichły zza uchylonych drzwi wyjrzała mała myszka i kiwnęła na swoją rodzinę.
  • Możecie wychodzić! Droga wolna!- stwierdziła rozglądając się dookoła. Potem podeszła do swojej koleżanki .
  • Przybij piątkę! - uśmiechnęła się do niej Milka wyciągając wielką łapę. To była naprawdę dobra robota.Chyba teraz jakoś wytrzymam te dwa tygodnie – mruknęła i zasnęła z uśmiechem na pyszczku.

poniedziałek, 30 września 2013

Super moce



Milka obudziła się w bardzo złym humorze.
  • No gdzie to nasze śniadanie – mruczała pod nosem przestępując z łapy na łapę.
  • Nie przesadzaj babcia dopiero zabrała nosze miski. Zaraz nałoży pyszną karmę i wyniesie ją dla nas – zganiła ją Pyza.
  • Strasznie długo to trwa – nadal marudziła Milka.
  • Co cię dzisiaj ugryzło? - zapytała Pyza bacznie przyglądając się siostrze. Milka nie zdążyła jej odpowiedzieć, bo właśnie otworzyły się drzwi i babcia postawiła przed nimi wypełnione po brzegi psie miski. Przez chwilę słychać było miarowe mlaskanie.
  • Wcale się nie najadłam – stwierdziła Milka wylizując resztki – chyba jakoś mało tego dzisiaj było. - dodała jeszcze i pobiegła w stronę oczka wodnego. Pyza popatrzyła za nią ze zdziwieniem kiwając głową.
  • Przecież więcej by się już nie zmieściło do naszych misek – mruknęła i znów zajęła się swoim śniadaniem.
Milka biegała po ogrodzie nadal jakaś poddenerwowana.
  • Co się z tobą dzieje? - krzyknęła za nią jej koleżanka myszka, próbując ją dogonić .
  • Zatrzymaj się na chwilę – pisnęła jeszcze zziajana. Milka zatrzymała się niechętnie.
  • Może się w coś pobawimy? - zaproponowała myszka, wciąż ledwo łapiąc oddech. Milka zastanowiła się nad propozycją koleżanki.
  • Nie chce mi się – odparła w końcu i znów zaczęła biegać.
  • Co ją ugryzło? - już drugi raz tego dnia usłyszała to pytanie, ale nawet nie zadała sobie trudu by na nie odpowiedzieć. W końcu zmęczona tym bieganiem ułożyła się na tarasie. Drzwi do mieszkania babci były otwarte, a w pokoju bawili się jej dwaj wnukowie.
  • Kupiłam wam samochodziki spider-mana – mówiła babcia wręczając chłopcom dwa nowe resoraki.
  • A kto to jest spider-men? - zapytał młodszy Arturek.
  • Nie wiesz? - zdziwił się Igorek. - To taki superbohater. Jak był chłopcem to ugryzł go pająk i teraz ma specjalne moce. Umie robić pajęczynę, ale taką bardzo mocną, i dzięki niej może się szybko przemieszczać. Może też chodzić po ścianach i po suficie i jest bardzo silny – tłumaczył podekscytowany Igorek. - I teraz wszystkim pomaga – dodał jeszcze.
Arturek słuchał go z podziwem.
  • To ja będę tym spider-manem – zadecydował
  • Nie, to ja chcę być spider-manem, bo jestem starszy – zdenerwował się Igorek.
  • Nie kłóćcie się – wtrąciła się babcia.- obaj możecie być spider-manami, bo przecież każdy z was ma jego super samochód. Chłopcy spojrzeli na swoje nowe samochodziki i znów zaczęli bawić się razem. Milka jeszcze chwilę przysłuchiwała się jak dwaj mali superbohaterowie ratowali z opresji swoje pluszaki. W końcu jej wielkie oczy zamknęły się i słychać było tylko miarowe oddechy.
Słońce było już bardzo wysoko, gdy Milka się obudziła. Przetarła łapą zaspane oczy i zaraz przypomniała sobie rozmowę, jaką słyszała przed zaśnięciem. Potem przypomniała sobie, że Pyza i myszka pytały co ją ugryzło.
  • Ojej!– krzyknęła w końcu. - Zostałam superbohaterem!
  • Ciekawe czy mam jakieś super moce?– zastanowiła się. Najpierw przeciągnęła się, bo tak długie spanie w jednej pozycji spowodowało, że była trochę odrętwiała. Potem wstała i zaczęła biec, co sił w łapach. Nagle zobaczyła na swojej drodze ślimaka. Przeskoczyła go tak szybko, że pęd powietrza jaki wytworzyła, przeturlał go kawałek do tyłu. Biedny ślimak z przerażeniem ukrył się do swojej muszelki.
  • Ale jestem szybka! – pomyślała widząc to Milka i jeszcze przyśpieszyła kroku.

    Przebiegając obok ułożonego pod wiatą drewna kominkowego, nie wyrobiła na zakręcie i zahaczyła o jedno wystające polano. To niestety spowodowało lawinę innych ułożonych, jeden na drugim, kawałków. Hałas spadającego drewna wystraszył mieszkającą tam rodzinę myszek. Mama myszka i Tata myszka wraz ze wszystkimi dziećmi wybiegli szybko z norki.
    Przyglądali się właśnie porozwalanym kawałkom, gdy nagle nie wiadomo skąd, pojawiła się Milka i chwyciła ich wszystkich za ogonki.
    Po chwili biegła już, a z jej pyszczka zwisało sześć zdziwionych myszek. Nim zdążyły coś krzyknąć, Milka otworzyła pyszczek i wszystkie myszki wypadły na trawę.
  • Jestem superbohaterem i właśnie was uratowałam! – krzyknęła i już jej nie było. Myszki podnosiły się i rozcierały sobie obolałe miejsca.
  • Chyba muszę poskarżyć się Pyzie, na zachowanie twojej koleżanki – powiedział tata myszka do swojej córki. - Jej zabawa staje się niebezpieczna dla innych – wysapał otrzepując się z resztek trawy. Cała rodzina myszek bardzo oburzona ruszyła z powrotem do swojej norki. Rozglądali się jednak bacznie na boki, czy nie nadbiega znów Milka. Ale Milka była już na drugim końcu ogrodu. Na jednej z gałązek czereśni siedział tata drozd i przygotowywał swoje dzieci do sztuki latania.
  • Musicie rozprostować mocno skrzydełka. O tak – demonstrował , przyglądającym mu się z uwagą małym drozdom. Potem przeleciał parę gałązek dalej.
  • Teraz lećcie do mnie – nakazał. Maluchy były jednak tak przestraszone, że nawet nie drgnęły. Niestety przyglądała się temu Milka. Zaraz postanowiła im pomóc. Podskoczyła wysoko i chwyciła koniec gałązki na której siedziały małe ptaszki. Gałąź zatrzęsła się, a potem nie wytrzymała ciężaru uwieszonego pieska i pękła spadając na ziemię. Małe drozdy też zaczęły spadać. Na szczęście rozwinęły przy tym swoje skrzydełka. Przerażone, odbyły właśnie swój pierwszy lot.
  • Jestem superbohaterem i wam pomogłam! – krzyknęła widząc je, zadowolona z siebie Milka i już pobiegła dalej. Tata drozd nie był jednak taki zadowolony. Wręcz przeciwnie. Zdenerwowało go to, że Milka naraziła na niebezpieczeństwo jego dzieci.
Biały piesek ratował już niestety inne zwierzątka mieszkające w ogrodzie babci Doty. W okolicach rajskiej jabłonki leżało sporo małych, czerwonych jabłuszek. Mrówki, mające nieopodal mrowisko, przepychały jedno takie jabłuszko, by zrobić zapasy na zimę. Widząc je Milka chwyciła jabłuszko za ogonek. Przeniosła wraz z uczepionymi do niego i przerażonymi mrówkami.
Nad mrowiskiem upuściła je z takiej wysokości, że wbiło się robiąc w nim wielką dziurę. Nie poprzestała jednak na tym jednym jabłuszku. Przeniosła tak jeszcze kilka, rzucając jak popadnie, na mrowisko i demolując je przy tym doszczętnie.
Przerażone mrówki ogłosiły alarm. Gdy wybiegły na zewnątrz zobaczyły oddalającą się Milkę, która krzyczała :
  • Jestem superbohaterem i wam pomogłam!
Nad ogrodem babci Doty zaszło już słoneczko. Zmęczona po całym dniu Milka wracała do domu. Rozmyślała właśnie jak pochwali się siostrze swoimi nowymi mocami. Pod domem zastała jakiś wielki hałas. Zbliżyła się powoli planując znów kogoś uratować. Wyjrzała zza rogu i zobaczyła Pyzę, a wokół niej rodzinę myszek, rodzinę drozdów, ślimaki i mrówki. Wszyscy przekrzykiwali się jeden przez drugiego.
  • Chyba mnie chwalą – pomyślała i wyszła dumnie w ich kierunku. Nagle jednak usłyszała, co oni wykrzykują.
  • Zniszczyła nasze mrowisko! – krzyczały mrówki.
  • Chwyciła nas za ogonki i rzuciła na trawniku! – odezwała się wzburzona mama myszka.
  • Strąciła moje dzieci z gałęzi!
  • A mnie prawie stratowała przebiegając!
Milka nie mogła uwierzyć. Nikt nie był zadowolony z jej pomocy. Próbowała wyjaśnić, że stała się superbohaterem, bo przecież Pyza i myszka powiedziały, że coś ją ugryzło, ale nikt nie chciał jej słuchać. Na szczęście Pyza zrozumiała, że jej siostra miała dobre intencje. Udało jej się załagodzić konflikt i przeprosiła wszystkich. Obiecała też bardziej jej pilnować . Gdy wszyscy się rozeszli pozostało jej, wytłumaczyć Milce, że tak nie postępuje superbohater. Pomagając innym trzeba uważać, by nie stała się nikomu krzywda. Trzeba też zapytać, czy ktoś chce naszej pomocy. Milka słuchała siostry ze zdziwieniem, a gdy jeszcze okazało się, że nie stała się niestety superbohaterem była załamana. Ułożyła się na miejscu i nie chciała się ruszać. Pyza zaniepokojona jej stanem już miała zareagować, gdy do domu weszła córka babci Doty, Ania, niosąc na rękach małą Indię. Psinka uwielbiała się bawić z pieskami babci Doty. Od razu pobiegła do Milki i polizała ją po jej wielkim nosie.
  • Wiesz, jak będę duża, chcę być taka jak ty- powiedziała tak milutkim głosikiem, że Milka od razu się uśmiechnęła.
  • O nie, tylko nie to – pomyślała Pyza, ale nie powiedziała tego na głos, bo przecież bardzo kochała siostrę.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Nieporozumienie


Lato w tym roku było bardzo upalne. Babcia rzadko wychodziła do ogrodu. Najczęściej wieczorem, kiedy robiło się trochę chłodniej. Tego dnia rano, nakarmiła tylko swoje pupile i zaraz podreptała z powrotem, narzekając pod nosem, że ten upał jest nie do zniesienia. Pieski leżały w cieniu i głośno dyszały. Widząc babcię, bardzo wolno podniosły się z miejsca i podeszły do swoich misek. Nawet pięknie pachnące śniadanie, nie zachęciło ich do przebiegnięcia tych paru metrów.  Nagle ktoś zadzwonił do bramy. Milka podniosła tylko głowę, a Pyza szczeknęła dwa razy, na wszelki wypadek. Gdy zobaczyły, że to Igorek ze swoją mamą, zamerdały ogonkami, ale nawet do nich nie podbiegły. Okazało się zresztą, że nie było warto się ruszać, bo goście, tylko chwilkę porozmawiali z babcią i zaraz  wsiedli do samochodu i odjechali. Pieski w tym czasie,wyszukały trochę cienia i znowu ułożyły się wygodnie. Milka nawet nie wylizała pyszczka, tylko od razu zasnęła. Pyza jeszcze chwilę popatrzyła znudzona i też zamknęła oczy. Słońce było bardzo oślepiające, więc nie zauważyły, gdy podeszła do nich babcia. Położyła przed nimi coś bardzo małego i puszystego.
- To jest India – przedstawiła zwierzątko, bo okazało się, że ta mała, biała kulka, ma cztery małe łapki, maleńki ogonek i patrzy na nie wielkimi, czarnymi ślepkami. - Musicie się nią zająć- , bo ja muszę jechać- do sklepu – dodała jeszcze babcia i szybko wróciła do domu.
- Tylko dobrze jej pilnujcie, bo ona ma dopiero 5 tygodni – krzyknęła zamykając drzwi.
- Czy to jest pies? - zapytała Milka obwąchując przerażone stworzonko.

- Wygląda raczej jak mała owieczka – stwierdziła Pyza i bardzo lekko pacnęła małą w łepek. Wielkie, czarne oczy spojrzały na nią  wystraszone, a z pyszczka wydobył się cichutki pisk. 
- To jednak jest piesek – wyjaśniła po chwili Pyza i jeszcze delikatniej szturchnęła malucha. Uśmiechnęła się też przyjaźnie, ale biała kulka znowu zapiszczała bojaźliwie.

- A na co nam dodatkowy piesek i to taki malutki. - zastanowiła się Milka. Przecież z nią będzie straszny kłopot. Gdzie ona będzie spać? I z czyjej miski będzie jadła? - wyliczała niezadowolona. -Ja nie zamierzam się nią zajmować, bo ja mam już wystarczająco dużo obowiązków. - Pokiwała nerwowo łebkiem i zapomniawszy o upale pobiegła na drugi koniec ogrodu.
- Nie bój się maluchu – odezwała się Pyza –  wychowałam ją, to i z tobą dam sobie radę. Mam tylko nadzieję, że nie wyrośniesz na takiego leniuszka, jak ona. India  podniosła łepek i polizała Pyzę po łapie. Po chwili jednak znów skuliła się i cichutko piszczała. Milka w tym czasie, weszła pod swoje ulubione krzaki, ale nie przestawała przyglądać się siostrze i nowemu zwierzątku.- Przecież to ja jestem tym najmłodszym i najukochańszym psem babci – zamruczała do siebie. - Może babcia teraz przestanie się już ze mną bawić i nie będzie mnie karmiła takimi smakołykami? Im więcej się zastanawiała, tym bardziej przerażająca wydawała jej się przyszłość . Z tego zdenerwowania nie mogła nawet zasnąć. Postanowiła sprawdzić co porabia jej siostra. Cichutko podeszła bliżej. Zobaczyła Pyzę i przytuloną do niej, śpiącą kuleczkę. Milce zrobiło się bardzo przykro.
- No tak, ona też już mnie nie będzie teraz przytulała – westchnęła smutno i ze spuszczoną głową, poszła przed siebie. Szła bardzo zamyślona i nawet nie zauważyła, że nie jest już w ogrodzie, ale na pobliskiej łące. Pewnie jeszcze długo by tak wędrowała, ale potknęła się o wystający patyk i musiała przystanąć, żeby wylizać sobie łapkę. Rozejrzała się dookoła ze zdziwieniem. W oddali pasło się stado owiec. Już miała wracać do domu, gdy wpadł jej do głowy pewien pomysł. Zadowolona z siebie szybko pobiegła w tamtym kierunku.

- Cześć!– zawołała przyjaźnie. - W ogrodzie babci jest mała owieczka, może to wam zgubiło się jakieś dziecko? - zapytała. Owce zaczęły beczeć coś do siebie, a potem najstarszy baran odezwał się do niej.
- Nasze dzieci wszystkie są przy swoich rodzicach, ale możemy przygarnąć  waszą owieczkę. Dobrze będziemy się nią zajmować
- No nie wiem -zastanowiła się Milka. - Już moja siostra ją wychowuje.
- Pies nie potrafi wychować owcy – krzyknął oburzony baran. - Zaraz pójdziemy z tobą całym stadem i przekonamy ją o tym  – dodał, a pozostałe owce zawtórowały mu głośnym beczeniem. Milka trochę się wystraszyła, że dostanie jej się od Pyzy, ale zaraz przypomniała sobie widok małej psinki, zwiniętej w kulkę, obok jej siostry i wszystkie wątpliwości zniknęły.
- Chodźcie za mną – zawołała i ruszyła w drogę powrotną do domu. Napotkani po drodze ludzie oglądali się za nimi. I nie ma co się dziwić, bo widok był niecodzienny. Przodem, z łebkiem dumnie podniesionym do góry, maszerował duży, biały pies, a za nim szło całe stado owiec, głośno becząc. W końcu zwierzęcy pochód doszedł do ogrodu babci Doty i przez uchyloną bramę wszedł do środka. Pyza nie rozumiała co się dzieje, ale widząc walecznie nastawione owieczki, przykryła sobą, wystraszonego hałasem, małego pieska. Owce podeszły bliżej i zatrzymały się naprzeciwko nich. Milka na wszelki wypadek opuściła towarzystwo i ukryła się w krzakach.
- Witam - odezwał się wielki baran. - Podobno znalazłaś małą owieczkę i chcesz ją sama wychować- - mówił oburzonym tonem. - To bardzo zły pomysł – krzyknął, a wszystkie owce głośno zabeczały. - My lepiej wychowamy owieczkę. Natychmiast musisz nam ją oddać- – zakończył i całe stado okrążyło zdziwionego pieska. Pyza nie wystraszyła się wcale, ale krzyki i beczenie owiec bardzo ją zdenerwowało. Podniosła się gotowa do skoku i zawarczała groźnie. Owce nieco się cofnęły, ale też nie chciały ustąpić. Nawet Milka podeszła bliżej, bo trochę się zaniepokoiła. Już  miało dojść do bitwy, gdy spod Pyzy wyszło małe, trzęsące się, białe zwierzątko. Spojrzało wielkimi, przestraszonymi oczami po wszystkich zebranych.  Potem podbiegło w kierunku Milki i ukryło się pod jej długim ogonkiem, cichutko popiskując. Owce stanęły zdezorientowane.

- Ja i moja siostra Milka, nie pozwolimy zrobić krzywdy temu maleństwu. - odezwała się Pyza, groźnie przy tym warcząc.- To nie jest owieczka, tylko bardzo mały piesek i żadne owce go nie zabiorą, bo będą miały z nami do czynienia- dodała i wyszczerzyła groźnie zęby. Mała India w tym czasie, przytuliła się do Milki jeszcze bardziej i z przerażeniem patrzyła co się dzieje, wyglądając zza jej łapy. Owce nic nie rozumiały. Milka też była bardzo zdziwiona, ale gdy mały piesek przytulił się do niej, od razu postanowiła go bronić i nawet groźnie zawarczała. Ucieszyło ją też, że Pyza o niej nie zapomniała, tylko chciała stanąć razem z nią do walki z całym stadem owiec. Najstarszy baran, widząc, że zaszła straszna pomyłka,  zabeczał donośnie. Wszystkie owce mu zawtórowały, a potem jedna po drugiej, zaczęły wychodzić z ogrodu. Zza zakrętu wyjechał właśnie samochód babci, gdy ostatnia owca wychodziła przez bramę.
- Chyba mi się coś przewidziało – mruknęła pod nosem babcia, przecierając okulary i kręcąc głową. Wysiadła z samochodu i poszła do ogrodu. Na trawie pod orzechem zobaczyła leżącą Milkę i wtuloną w nią, drzemiącą smacznie, Indię. Obok siedziała Pyza.
- No Mileczko, wiedziałam, że dobry z ciebie piesek – powiedziała widząc to babcia. - Choć, dostaniesz w nagrodę jakiś smakołyk. Pyza głośno szczeknęła.
- O tobie też nie zapomnę, oczywiście – stwierdziła babcia, źle zrozumiawszy to szczeknięcie. - Po małą zaraz przyjedzie Igorek, ze swoją mamą, bo to jego piesek – dodała jeszcze idąc do domu.
- Czy ta babcia nie mogła wyjaśnić nam tego wcześniej? - pożaliła się Milka, ale bardzo cichutko, żeby nie obudzić śpiącego szczeniaczka.

- Jakoś ci się to wszystko udało i babcia nawet się nie domyśliła co zrobiłaś, ale ja ci tego tak łatwo nie odpuszczę. - już miała zawarczeć Pyza, ale pokazała tylko groźnie zęby. - Na początek wszystkie smakołyki będą dla mnie – dodała jeszcze szeptem - bo ty na pewno na nie nie zasłużyłaś .
- Ale nadal mnie kochasz siostrzyczko, prawda? - zamruczała Milka.
- Tak, ale nieraz sama nie wiem dlaczego.
- Bo jestem przemiłym, małym pieskiem i już zrozumiałam, że ty i babcia zawsze będziecie mnie kochały – odpowiedziała sobie Milka. Pyza pokręciła łebkiem, ale na jej pyszczku znów zagościł uśmiech.

sobota, 13 lipca 2013

Przed bitwą





Pieski uwielbiały wiosnę. W ogrodzie ciągle się coś działo i nawet Milka nie narzekała na nudę. Babcia każdą wolną chwilę spędzała na wyrywaniu chwastów i przesadzaniu roślinek. Często przyjeżdżali też jej dwaj mali wnukowie i wtedy wszędzie słychać było odgłosy świetnej zabawy.

Tego ranka Milka i Pyza robiły jak zwykle obchód wokół całego ogrodu. Pyza dokładnie obwąchiwała każde miejsce, a jej młodsza, ale znacznie większa siostra, biegła tuż za nią. Była tak zaspana, że co rusz potykała się o własne łapy.
- Już się zmęczyłam tą pracą- powiedziała w końcu przy kolejnym potknięciu.
- No chyba żartujesz – zganiła ją Pyza – przecież dzień dopiero się rozpoczął.
-  Wiem, wiem, ale jeszcze nie było śniadania, a ja z pustym brzuszkiem nie mogę pracować.
- Babcia wyjechała gdzieś rano samochodem – wyjaśniła Pyza.
- To nie będzie dzisiaj pysznego jedzonka – Milka stanęła jak wryta, a jej lekko zaspane oczy otworzyły się szeroko.
-  Nie martw się, na pewno o nas nie zapomniała – pocieszała ją Pyza, ale okazało się to niepotrzebne, bo właśnie otworzyła się brama i przed dom zajechał samochód babci. Pieski podbiegły zaciekawione. Babcia szybko wysiadła, poklepała obie pupilki po łebkach i popędziła do domu. Po paru minutach pojawiła się znowu niosąc w dłoniach psie miski wypełnione po brzegi suchą karmą, a na szczycie każdej z nich leżała kostka mielonego mięska. Odstawiła je szybko na miejsce i bez żadnego słowa, i w pośpiechu, znów wróciła do domu. Zawsze chwilę poświęcała na głaskanie swoich pupili.
- Babcia jakaś dżżywna dżżiszaj – odezwała się Milka z pełnym pyszczkiem jedzenia.
-  Mmmm chmmmm – odpowiedziała Pyza nie podnosząc nawet łepka do góry.
Po skończonym śniadanku, wylizując sobie futerka, znowu zaczęły zastanawiać się nad zachowaniem babci. - Może będziemy mieli gości i babcia szykuje się na ich przyjazd – zagadnęła Pyza.
- Tak, dawno nie było u nas chłopców, a ja tak lubię się bawić w gonienie, skakanie i chowanie.
Nagle po drugiej stronie ogrodu rozległy się jakieś hałasy. Pieski z wielkim szczekaniem natychmiast pobiegły to sprawdzić. Po chwili już były przy oczku wodnym i ze zdziwieniem przyglądały się, co się tam dzieje. Okazało się, że babcia robi coś dziwnego za oczkiem, przy żywopłocie. Pocąc się i sapiąc przenosiła bloczki betonowe.
-  Chyba będzie coś budować? - wymyśliła Pyza. Zwierzątka ułożyły się wygodnie po drugiej stronie wody i przyglądały się pracującej babci. Nie ruszały się ani na krok, więc nawet nie zauważyły jak przyszedł Jacek, brat babci i też zabrał się za budowanie.
-  Ciekawe co to będzie? - Milka spojrzała pytająco na siostrę.
- Nie mam pojęcia – Pyza odrzekła w końcu kręcąc ze zdziwienia łebkiem. - Nic mi to nie przypomina – dodała jeszcze. Po paru godzinach ciężkiej pracy za oczkiem wodnym powstał sporej wielkości mur. Babcia i jej brat wrócili do domu. Milka i Pyza podeszły do tej dziwnej budowli. Obwąchały wszystko dookoła, ale nadal nie wiedziały do czego może ona służyć.
-  Może ktoś nas będzie atakował i babcia buduje mury obronne – podsunęła pomysł Milka. Siostra spojrzała na nią z niedowierzaniem, ale nic nie odpowiedziała. Reszta dnia przebiegła normalnie. Pyza pracowała stróżując jak zwykle, a Milka ukryła się w krzakach i zasnęła. Śniło jej się, że walczy na murach z jakimś strasznym potworem, który postanowił wedrzeć się do ogrodu. Wieczorem leżąc już na swoim miejscu zagadnęła do Pyzy.
- Musimy poprosić wszystkich znajomych o pomoc. Na pewno zaatakuje nas coś strasznego, jak babcia postanowiła zbudować mur obronny – dodała i przypomniawszy sobie potwora ze snu, wtuliła się bardziej w kąt posłania.
-  Chyba masz rację – odparła Pyza, ale ton jej głosu zdradzał, że nie jest do końca tego pewna. Rano babcia z bratem znów zaczęli krzątać się przy budowli.
-  Może jednak poczekajmy i zobaczmy co z tego będzie – powiedziała Pyza przyglądając się ich pracy.

- Ja nie zamierzam czekać – obruszyła się Milka i pobiegła obrażona na siostrę.
- Ktoś tu musi być mądrzejszy – mruczała do siebie. Pobiegła najpierw do swojej przyjaciółki myszki. Bardzo zdenerwowana opowiedziała jej o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Puściła troszkę wodze swojej fantazji i opisała dokładnie potwora ze swojego snu, olbrzymiego z dwoma głowami, ziejącymi ogniem. Zapomniała jednak dodać, że to tylko jej się przyśniło. Historia Milki była tak przerażająca, że mała szara myszka z krzykiem pobiegła zawiadomić całą rodzinę.
 Biały piesek zadowolony z siebie podszedł teraz do krecika.
Tutaj nie poszło mu jednak tak dobrze.
-  Mogę wam pomóc, ale tylko nocą, bo światło dzienne mi przeszkadza – odpowiedział krecik wysłuchawszy wszystkiego.
- Wody też nie lubię, więc nie zbliżam się w okolicę oczka, a pod ziemią i tak jestem bezpieczny – dodał jeszcze i zniknął w swoim kretowisku. Niepocieszona Milka popędziła do altanki obrośniętej winogronem. To tam zrobiły sobie gniazdka mieszkające w ogrodzie kosy.

 Mama kos właśnie wysiadywała swoje jajeczka. Bardzo przeraziła ją historia Milki, tym bardziej, że potwór z jej opowieści miał już trzy głowy i był wielki jak dwa domy. Skończywszy opowieść, tym razem piesek nie czekał na decyzję ptaszków tylko pobiegł dalej. Za kompostownikiem, w swojej norce mieszkał szczurek. Był już stary i rzadko wychodził gdzieś dalej. Całe dnie wygrzewał się na słoneczku. Nie wystraszył się tak łatwo jak inne zwierzątka, bo nie jedno już przeżył. Nie odmówił jednak pomocy i obiecał, że zbada tą sprawę dokładnie. Zadowolona z siebie Milka wróciła do siostry.
Zastała ją ciągle pilnującą babci i jej brata. Za oczkiem widniała już wielka budowla. Cały zbudowany poprzedniego dnia mur był przykryty olbrzymią ilością kamieni.
- To będzie straszna bitwa – stwierdziła widząc to Milka. - Pewnie będą rzucać tymi kamieniami w potwora – dodała lekko drżącym ze strachu głosem. Pyza nadal nie była pewna, czy to może być prawda, więc tylko pokręciła główką. Noc była bardzo ciężka dla piesków. Milce znów śnił się potwór. Miał już cztery głowy i chciał ją złapać. Wierzgała więc tak bardzo nóżkami i dyszała uciekając przed nim, że Pyza parę razy budziła ją z tego koszmaru, aż wreszcie zrezygnowana przeniosła się na podłogę i tam zasnęła bardzo zmęczona. Rano oba pieski były niewyspane. Szybko zjadły śniadanko i popędziły sprawdzić co się dzieje w okolicach dziwnej budowli. Okazało się, że nie były tam same. Babcia z wujkiem Jackiem już pracowali. Brat babci przerzucał kamienie, a babcia wrzucała do oczka jakąś maszynę , od której odchodziły dziwne rurki i kabelki.
- To pewnie będzie jakoś strzelało – stwierdziła widząc to Milka. Na pobliskich drzewach rozsiadły się ptaki i bardzo głośno dyskutowały między sobą.

Obok pod krzaczkami do walki szykowała się cała rodzina myszek, mieszkająca w ogrodzie. Dalej zajął pozycję stary szczur i po jego mince widać było, że też jest zdenerwowany. W oddali powstały trzy nowe kretowiska i raz w jednym pojawiała się główka kreta, to znowu z drugiego wyglądał inny kret, aż wreszcie z trzeciego wyjrzały małe kreciki, ale te szybko mama kret wciągnęła pod ziemię. Babcia też była trochę zdenerwowana.
- Ciekawe, czy wszystko zadziała – zapytała brata.
- Nie martw się. Na pewno wszystko będzie dobrze, zobaczysz – odpowiedział jej ciężko dysząc ze zmęczenia. Atmosfera robiła się już nie do zniesienia. Ptaki latały wokół zdenerwowane, myszki krzątały się dając ostatnie rady najmłodszym. Nawet Pyza uwierzyła, że wydarzy się zaraz coś strasznego. Postawiła uszy i nasłuchiwała, a jej oczy dokładnie sprawdzały każdą część ogrodu.
W końcu babcia i Jacek skończyli przygotowania. Stanęli po przeciwnej stronie oczka i przyglądali się swojemu dziełu.
-  To co? Włączyć? - krzyknęła babcia trzymając w ręku dwa kable.
- Tak – odpowiedział jej brat. W tym momencie w ogrodzie zapanowała głucha cisza. Ptaki nagle przestały latać i ucichły. Myszy siedziały tak cichutko, że nikt nie domyśliłby się, że było ich tu aż tak dużo. Kreciki ze strachem w oczach spoglądały w kierunku oczka wodnego. Szczurek nie okazywał zdenerwowania, ale też ani nie drgnął. Milka przytuliła się do Pyzy. Babcia wolniutko połączyła oba kable. Oboje z bratem czekali co się teraz stanie. Wszyscy mieli wzrok utkwiony w nowej, przedziwnej budowli. Nagle rozległo się głośne bulgotanie, a w końcu po kamieniach popłynęła woda. Płynęła z samej góry, rozdzielając się na kilka strumieni, potem znów się łączyła i wreszcie z pluskiem wpływała do strumyka, a stamtąd do oczka wodnego. Babcia uradowana, aż klasnęła w ręce.
- Jest pięknie, dziękuję ci braciszku – wołała uśmiechając się od ucha do ucha. Nie zauważyła nawet jaki hałas rozległ się dookoła niej. Ptaki znów latały, przyglądając się i przekrzykując się nawzajem. Myszki podeszły bliżej i kropelki spadającej wody ochlapywały im futerka. Kreciki zobaczywszy wodę pochowały się w pośpiechu. Nad oczkiem nadal siedziały, przyglądając się temu, zaskoczone, Pyza i Milka.
- A cóż to jest do licha – wykrztusiła z siebie Milka.
-  Nnnie wiem – kręciła łebkiem Pyza.

-  To wodospad – odpowiedział im stary szczurek. - Pochodzę z rodziny szczurów wędrownych, więc nie jedno już widziałem.
- To jest wodospad – powtórzył jeszcze raz, bo Milka i Pyza wyglądały na bardzo zdezorientowane. Ponieważ pieski nadal nic nie mówiły wyjaśniał dalej.
 Taki wodospad służy do oglądania. Ale także ptaki mogą się w nim kąpać, pieski też mogą ochłodzić się pod nim w gorące dni. - dodał i podszedł bliżej, a kropelki wody odbiły się od jego futerka. Babcia popatrzyła jeszcze chwilę z zadowoleniem i poszła, razem z bratem do domu. W ogrodzie zaczęła się dopiero zabawa. Wszystkie zwierzątka kąpały się w wodzie, chlapiąc przy tym strasznie i śmiejąc się do siebie. Tylko Milka wyglądała na niepocieszoną.
- Może i my się trochę pochlapiemy – powiedziała, widząc to jej siostra.
- No wiesz, mycie to nie zabawa, tylko ciężka praca. A ja tak jak kreciki wolę chyba zakopać się w ziemi- odparła i pobiegła w kierunku swoich ulubionych krzaków.
- No tak, zapomniałam, że ją do mycia trzeba długo przekonywać – uśmiechnęła się Pyza i dołączyła do bawiących się zwierzątek.

wtorek, 28 maja 2013

Jak zostać żabą



Słońce było już wysoko na niebie, gdy Milka wygramoliła się ze swojej kryjówki w tujach. Rozejrzała się naokoło, czy nie nadchodzi jej siostra. Nie ujrzawszy jej nigdzie, przeciągnęła się i ruszyła w kierunku misek, coś przekąsić.

  • Ale nudy- powiedziała do siebie. - Muszę koniecznie znaleźć kogoś, kto się ze mną pobawi – mruknęła i zajęła się jedzeniem. Nigdy nie zajmowało jej to wiele czasu, więc już po chwili stała nad pustą miską oblizując się swoim wielkim, różowym językiem. Nadal zastanawiała się nad towarzyszem zabaw. Pyzy wolała nie pytać, czy się z nią pobawi, bo wiedziała co odpowie na to jej starsza siostra.- Jesteś już taka duża, że powinnaś mi pomagać przy pilnowaniu, a nie ciągle myśleć o zabawie. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym i znów rozejrzała się nerwowo. Uspokojona, postanowiła odwiedzić najpierw swoją koleżankę myszkę. Niestety w jej norce nie zastała nikogo.
  • Może pobawię się ze ślimakiem – pomyślała i już miała pędzić w jego kierunku, gdy przypomniała sobie, że zabawa z nim jest też nudna, bo ślimak bardzo wolno się rusza.
  • Muszę znaleźć sobie kogoś tak szybkiego i skocznego jak ja – stwierdziła. Gdy tak rozmyślała, do strumyka, płynącego nieopodal, przyleciało kilka wróbelków. Wskoczyły do wody i ochlapywały się nią, robiąc przy tym straszny hałas.
     To świetna zabawa – pomyślała Milka i pobiegła do nich. Niewiele myśląc wskoczyła w sam środek, robiąc przy tym wielką fontannę wody. Wróbelki natychmiast odleciały przerażone i oddalając się wykrzykiwały coś w stylu – co za niegrzeczny pies!, - nawet nie można się w spokoju wykąpać!, czy -patrz gdzie wskakujesz wielkoludzie! Po chwili ich szczebiotanie ucichło i tylko Milka, z bardzo zdziwioną miną została w strumyku. Zrezygnowana wyszła na trawę i otrząsnęła swoje futerko z wody.

  • Hej! Nie zamawiałyśmy prysznica – usłyszała nagle czyjś cieniutki głosik. Rozejrzała się dokładnie i na liściu, w oczku wodnym zobaczyła dwie, zielone żabki. Minki miały uśmiechnięte, więc odważyła się do nich zagadać.
  • Cześć! Ja jestem Milka – a wy jak się nazywacie.
  • Nie powiemy ci, bo nie możemy rozmawiać z nieznajomymi – po chwili odpowiedziała jej odważniejsza z żabek.
  • Ale ja wam się przedstawiłam i chcę się z wami pobawić – wyjaśniła im Milka.
  • Musiałabyś być żabą, bo my możemy się bawić tylko z żabkami. - tym razem zabrała głos druga z nich.
  • Ale ja jestem pieskiem – odparła Milka
  • No właśnie, więc nie możesz się z nami bawić – zarechotały żabki i zaczęły przeskakiwać z liścia na liść, strasznie się przy tym zaśmiewając. Biały piesek przyglądał się im z zazdrością. W końcu nie wytrzymał i odezwał się znowu.
  • To ja chcę zostać żabą. Ale nie wiem jak to zrobić. Żabki spojrzały bardzo zdziwione. Potem rechotały długo coś między sobą, aż wreszcie odezwała się jedna z nich.
  • Po pierwsze musisz umieć skakać tak jak my, z liścia na liść.
  • Po drugie – tym razem druga żabka zabrała głos – musisz umieć upolować muchę.
  • A po trzecie musisz być zielona – zawołały razem i wybuchnęły śmiechem. Milka nie wzięła jednak tego za żart i postanowiła spełnić ich warunki.
  • Zobaczycie, na pewno zdam egzamin na żabę – mruknęła odchodząc. Żabki słysząc to znów wybuchnęły śmiechem , ale zaraz zajęły się zabawą. Milka poszła do swojej kryjówki, żeby się zastanowić.
  • Ze skakaniem nie mam problemów – zamruczała do siebie. Potem pomyślała nad złapaniem muchy. Już kiedyś próbowała upolować jedną, która przeszkadzała jej swoim brzęczeniem, w spaniu, ale niestety mucha była szybsza. Po chwili przypomniała sobie, że widziała niedawno pajęczynę, w pomieszczeniu gospodarczym, w którą zawsze wpadały jakieś muchy. Czym prędzej pobiegła to sprawdzić. I tym razem w pajęczynie szamotała się jakaś mucha. Milka przyjrzała jej się dokładnie. Mucha trzepotała posklejanymi skrzydełkami i wołała ratunku.
  • Poczekaj jak wymyślę, jak być zieloną, to wrócę i cię uratuję – krzyknęła i już jej nie było. Teraz czekało na nią najtrudniejsze zadanie. Już miała przyozdobić swoją sierść zielonymi listkami, gdy przypomniała sobie, że zabarwiła kiedyś na zielono łapę od świeżo skoszonej trawy. Zadowolona z siebie zaczęła przewracać się na trawniku, wcierając w sierść zielony barwnik z trawy. Nie udało jej się ufarbować dokładnie, ale już po chwili miała na całym ciele zielone plamki.


  • Mogę przecież być plamiastą żabką – stwierdziła po obejrzeniu się. Bardzo ucieszona pobiegła w podskokach do pomieszczenia gospodarczego po muchę, a zaraz potem podskakując skierowała się w stronę oczka wodnego. Obeszła je dwukrotnie dookoła, ale nie znalazła żabek. Mucha bzyczała jej między zębami i próbowała uciekać. Wreszcie zrezygnowana przystanęła przy kamieniu, po którym wędrował ślimak.

  • Cześć, co masz taką strasznie smutną minkę? - zapytał.
  • Mmmm - Milka próbowała odpowiedzieć. Po chwili wypluła muchę i przydepnęła jej skrzydełka łapką. - Szukam takich dwóch zielonych żabek, które jeszcze niedawno się tu bawiły – odpowiedziała.
  • Nie ma ich już, bo nad oczkiem przelatywał bocian, który poluje na żabki i one prędko uciekły do swoich rodziców. Słyszałem jak mówiły do siebie, że nie widziały jeszcze tak wielkiego bociana – opowiadał ślimak. Z każdym jego słowem w Milce narastało przerażenie. Ostatnie słowa ślimaka słyszała już w biegu. Zostawiła muchę, która z radością wzbiła się w powietrze i pobiegła ukryć się w tujach. Wieczorem zastała ją tam Pyza.
  • Ty znowu tu się wylegujesz! – nakrzyczała na nią.- Wychodź natychmiast! - rozkazała. Milka pokiwała głową. Wtedy właśnie Pyza zauważyła, że jej siostra cała się trzęsie.
  • Co ci jest?- spytała już spokojniej – Jesteś chora?
  • Nie, tylko nie mogę wyjść, bo nad ogrodem lata wielki bocian i może mnie zjeść.
  • Coś ty znowu wymyśliła – znów krzyknęła Pyza – przecież ty jesteś pieskiem, a on poluje na żaby. Wychodź natychmiast.
  • Nie wyjdę! - warknęła Milka i weszła jeszcze głębiej. - On może nie wiedzieć, że ja jeszcze nie jestem żabą – dodała i znów się zatrzęsła ze strachu.
  • Ja nic nie rozumiem. Wychodź i mi wszystko opowiedz . Milka wysunęła zielony łepek i zaczęła tłumaczyć siostrze wszystko od początku.
  • Piesek nie może być żabką. Żabką się trzeba urodzić, a ty urodziłaś się pieskiem. - wyjaśniała cierpliwie Pyza wyciągając Milkę za ucho spod krzaków. W końcu udało się jej jakoś ją przekonać. Wieczorem u babci w domu, zwierzątka ułożyły się na swoim posłaniu, ale Milka wciąż się jeszcze kręciła.

  • No co tam? - warknęła Pyza.
  • Ale jakby co, to wytłumaczysz temu bocianowi, że ja jeszcze nie zdawałam tego egzaminu na żabkę. - odezwała się Milka i przytuliła swój zielony łepek do zaskoczonej siostry.
  • Czy ty kiedyś widziałaś żabę z wielkim puszystym ogonkiem – zapytała powstrzymując wybuch śmiechu
  • Chyba nie- odparła Milka
  • To się nie martw, bo on na pewno też nie widział. - powiedziała ziewając Pyza.

sobota, 11 maja 2013

Bajki babci Doty - Świetlik



Cały dzień padał deszcz, więc pieski drzemały na tarasie. Od czasu do czasu, gdy dobiegł do nich jakiś dźwięk, leniwie podnosiły łebki, ale za chwilę znów zapadały w sen. W końcu zerwał się wiatr i krople deszczu i tam dotarły. Oba pieski musiały przenieść się do budy. Pod wieczór pogoda trochę się poprawiła. Pyza i Milka wygłodniałe, ruszyły w kierunku swoich misek. Okazało się jednak, że ulewa uszkodziła wiszącą tam lampę.











  • Nic nie widzę – powiedziała Milka, kierując się do miski swojej siostry, bo ta była wypełniona jeszcze karmą po brzegi.
  • Zdaj się w takim razie na swój świetny węch – warknęła Pyza odpychając ją delikatnie, ale stanowczo. Po chwili słychać było głośne mlaskanie i wylizywanie.
  • Chyba znowu pomyliłaś miski – stwierdziła Pyza, wyczuwając nad sobą wielki biały łepek.
  • Bo moja miska jest już zupełnie pusta, a w twojej jest jeszcze dużo pyszności – odpowiedziała Milka, bardzo miłym głosikiem.
  • Chyba jednak dobrze widzisz, pomimo tych ciemności, skoro dojrzałaś moją karmę? - odparła Pyza nabierając kilka kulek do pyszczka – Jak jesteś jeszcze głodna to pozbieraj wszystkie kawałki, które wysypałaś i teraz leżą dookoła.
  • No wiesz w takiej ciemności, może jednak się ze mną podzielisz ?
  • Nie! – krzyknęła teraz już zdenerwowana Pyza – Posprzątaj wszystko, a jak nie widzisz to poproś świetlika, żeby ci poświecił.
  • Świetlika? - zdziwiła się Milka.
  • Tak, to taki chrząszcz, który świeci w ciemności. Wprowadził się niedawno do nas. Lata często w okolicach krzewu dziurawca. - wyjaśniła Pyza i znów zajęła się jedzeniem. Milce nie trzeba było powtarzać tego dwa razy. Zaciekawiona pobiegła odszukać świetlika. To nie było wcale trudne. Już z daleka nad krzewem dziurawca ujrzała unoszącą się, małą, świecącą kropeczkę.
  • Cześć, ja jestem Milka – przedstawiła się grzecznie. Świetlik przysiadł na chwilę na listku.
  • Witam, ja jestem świetlik – odpowiedział i znów zaczął latać.
  • Usiądź jeszcze na chwilkę, bo od tego patrzenia na ciebie kręci mi się w głowie – poprosiła machając przy tym łebkiem na wszystkie strony, bo świetlik przenosił się to w jedno, to w drugie miejsce.
  • Nie mogę – odparł nadal latając. - Jestem bardzo zajęty. Chcę tu założyć rodzinę. Będę tu mieć żonę i urodzą mi się dzieci. Muszę więc wszystko przygotować. - dodał i znów jego światełko migotało między listkami.
  • Ale ja cię potrzebuję przy mojej misce, bo tam uszkodziła się lampa i jest teraz ciemno – tłumaczyła Milka.
  • Nie mam czasu – odkrzyknął do niej świetlik i już migotał w innym miejscu. Milka odeszła zrezygnowana.
  • Muszę coś wymyślić, bo inaczej szukanie każdego upuszczonego kawałka karmy zajmie mi bardzo dużo czasu, a przecież nadal jestem głodna – mruknęła do siebie, a na potwierdzenie jej słów rozległo się głośne burczenie w jej brzuszku. Postała chwilę zamyślona.
  • Już wiem – powiedziała i pobiegła w kierunku oczka wodnego, gdzie rosła mała choinka. Babcia niedawno obcinała jej dolne gałęzie, więc po jej pniu nadal jeszcze spływała żywica. Była bardzo klejąca. Milka przekonała się o tym, gdy kiedyś zasnęła pod takim drzewkiem. Obudziła się wtedy cała w żywicy i wszystko się do niej przylepiało. Babcia musiała ją długo szorować, a nawet część zabrudzonej sierści trzeba było wyciąć. Milka wzdrygnęła się na samo wspomnienie tamtej przygody.
  • Ale czego się nie robi dla jedzenia – westchnęła i przyłożyła łepek do drzewa. Po chwili czubek głowy miała umazany żywicą. Zadowolona z siebie pobiegła z powrotem do świetlika.
  • Wiesz co? - rozpoczęła przymilnym głosikiem. Nie będę ci zajmować już więcej czasu, ale mam jedną malutką prośbę. - dodała i podeszła bliżej. - Może mógłbyś mi usiąść na chwilę na czubku łepka, chcę coś lepiej zobaczyć, a ty w ten sposób poświecisz mi trochę.
  • Dobrze – zgodził się świetlik - ale szybko, bo mam jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia.- stwierdził i usiadł we wskazanym miejscu. Zaraz potem zrozumiał o co chodziło pieskowi. Skrzydełka przykleiły mu się do żywicy i nie mógł odlecieć. Zdenerwowany bardzo wykrzykiwał groźnie, ale Milka już biegła do swojej miski.

  • Nie denerwuj się tak – starała się go pocieszyć – jak się najem to cię wypuszczę. Gdy Pyza popatrzyła w okolicę misek, zobaczyła siostrę zgrabnie zbierającą wszystkie małe kulki karmy. Było to możliwe tylko dzięki temu, że oświetlało je światełko świetlika. Już miała ją pochwalić, gdy usłyszała jego zdenerwowany krzyk. Podbiegła szybko zdziwiona i od razu wszystko zrozumiała.
  • Milka! - zawołała wściekła na siostrę – jak mogłaś zrobić coś takiego, temu biednemu świetlikowi – warczała groźnie
  • Ja nic nie zrobiłam – broniła się Milka, na wszelki wypadek odsuwając się jak najdalej.
  • Po pierwsze, to on sam usiadł mi na główce, a po drugie to chyba nie ma tak źle, bo przecież go noszę , a on sobie tylko leży i świeci. - wyliczała – No może trochę go zmęczyło to wykrzykiwanie i machanie nóżkami, ale przecież mógłby tam leżeć spokojnie, prawda? – dodała wzruszając ramionami. - A po trzecie, powinien się cieszyć, że robi dobry uczynek, podświetlając mi troszkę. Pyza nie wytrzymała. Doskoczyła do siostry. Miała tak wściekłą minę, że Milka nawet nie drgnęła ze strachu. Pyza warczała groźnie i musiała się bardzo powstrzymywać, by nie ugryźć siostry.
  • Nikomu nie wolno robić krzywdy, więc i ja tobie nic nie zrobię – odparła wreszcie. Natychmiast odklej świetlika od swojej głowy! - rozkazała. Zanieś go nad oczko i pomóż mu się umyć. Tylko niech ci nie przyjdzie do głowy go tam wrzucić, bo on jest mały i mógłby się utopić.- kontynuowała nadal zdenerwowana. Milka skulona słuchała wszystkiego uważnie.
  • Nie dziękuję za mycie – odezwał się wreszcie świetlik przerażony perspektywą kąpieli w oczku wodnym– poradzę sobie sam – dodał.- Proszę mnie tylko odczepić. Milka jednym ruchem łapy strzepnęła świetlika na ziemię. Mimo że jego skrzydełka były posklejane, udało mu się trochę niezgrabnie polecieć .
  • Nawet mi nie podziękował za uwolnienie – westchnęła Milka. Pyza znów zawarczała groźnie. Na wszelki wypadek biały piesek wolał się szybko oddalić z tego miejsca. Pyza nadal zła na siostrę mruczała coś pod nosem. Milka wiedziała, że musi być teraz bardzo grzeczna, bo już dość na dzisiaj narozrabiała. Przebiegając po ogrodzie dojrzała pod niektórymi krzakami, dziwne kamienie, z których wydobywało się światło. To babcia postawiła tam zakupione niedawno lampki.
  • Ojej! - krzyknęła, nie wiedząc o tym Milka. - Pyza pomyśli, że przygniotłam kamieniami całą rodzinę świetlika – powiedziała przerażona i prędko uciekła schować się w krzaki.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Nagroda za odwagę




W końcu przyszła wiosna. W tym roku była bardzo spóźniona i wszyscy powitali ją z wielką radością. Trzeba było wykonać wiele prac w ogródku, więc babcia każdą wolną chwilę spędzała na wygrabianiu liści, wsadzaniu nowych roślinek i wyrywaniu pierwszych chwastów. Milka i Pyza też miały więcej obowiązków. W ogrodzie pojawiło się mnóstwo nowych zwierzątek. Wszystkie szukały miejsca na swoje domki, więc co rusz dochodziło do jakiś kłótni. Pyza pilnowała domu, godziła zwaśnione zwierzątka i towarzyszyła babci. Milka miała jej pomagać, ale większość czasu spędzała ukrywając się w krzakach. Babcia właśnie znów wyszła do ogródka.



  • Ależ ty zarosłaś – powiedziała, przyglądając się Pyzie, przez swoje okulary. Przez tą spóźnioną wiosnę, nie znajdę chyba czasu, żeby cię ostrzyc. - dodała jeszcze kręcąc głową i zabrała się za kolejną grządkę. Pyza nie przejęła się słowami babci, bo nie przepadała za strzyżeniem. Wprawdzie zbyt długa grzywka zasłaniała jej oczy, a broda zawsze brudziła się przy jedzeniu, ale wolała to, niż odgłos maszynki do golenia.
Po południu do domu babci przyszedł jakiś nieznajomy mężczyzna. Pieski obwąchały go dokładnie i groźnie obwarczały.
  • Ciekawe kto to? – zastanawiała się Milka przyglądając się nieznajomemu.
  • Nie wiem – odpowiedziała Pyza - ale pachnie wieloma psami.
  • Tak – przytaknęła jej siostra nie spuszczając nieznajomego z oczu. Babcia otworzyła garaż i mężczyzna zaczął rozkładać tam dziwny stół, a potem przyniósł skrzynkę z jakimiś narzędziami.
  • Nie podoba mi się to – stwierdziła Pyza i oba pieski znów zaczęły szczekać i warczeć.
  • Spokój! – krzyknęła babcia i pieski natychmiast ucichły. Spoglądały jednak na nieznajomego z bardzo groźnymi minami.
  • To jest psi fryzjer – wyjaśniła im babcia.- Ostrzyże Pyzę, bo ja mam za dużo innych zajęć.
Pyza wyglądała na przerażoną. Zastanawiała się właśnie, czy ma uciekać i dokąd, ale wiedziała, że nie uda jej się od tego wymigać.
  • Nie martw się – pocieszała ją siostra. - mogę go ugryźć – dodała i zrobiła krok do przodu.
  • Ani mi się waż – zatrzymała ją Pyza – Może rzeczywiście trochę się boję, ale ludzi gryźć nie wolno. Co by na to powiedziała Babcia. To przekonało Milkę, bo usiadła grzecznie przy Pyzie. Nieznajomy mężczyzna nadal rozkładał swoje narzędzia w garażu.
  • Mogę ci pokazać takie miejsce w krzakach, że nikt cię tam nie znajdzie – zaproponowała Milka.
  • Nie mogę uciec, bo zawiodę babcię – odpowiedziała Pyza, ale jej głos nie był bardzo przekonywający.
  • Ale to miejsce jest niezawodne – nadal upierała się Milka. Tym razem Pyza nie odpowiedziała, bo podeszła do nich babcia. W ręku trzymała psi kaganiec.
  • Muszę ci to założyć na pyszczek – stwierdziła, pokazując metalowy przedmiot – Wiem, że jesteś grzecznym pieskiem, ale ten pan, cię jeszcze nie zna i woli, żebyś to miała na wszelki wypadek. Pyza spuściła łepek i pozwoliła sobie założyć przyniesiony przedmiot.
  • Ja się nie zgadzam! – zaszczekała widząc to Milka – To moja siostra i będę jej bronić! – krzyknęła i zawarczała najgroźniej jak umiała. Babcia nie zwróciła jednak na nią uwagi, tylko weszła z Pyzą do garażu i zamknęła za sobą drzwi. Milka została sama. Spróbowała jeszcze szczekać, potem warczała, a na koniec zawyła przeciągle, ale nikt do niej nie wyszedł. W końcu położyła się pod drzwiami, przysłuchując się odgłosom pracującej maszynki do golenia. Powieki robiły jej się coraz cięższe i cięższe, aż wreszcie zasnęła.
  • Cześć, co tu tak leżysz?- obudził ją głos znajomej myszki.
  • Pilnuję Pyzy, bo przyszedł do niej psi fryzjer i ją strzyże w garażu – odpowiedziała nieco zaspanym głosem.- To musi być chyba straszne, bo wiesz jaka moja siostra jest odważna, a tym razem wyraźnie się bała. Myszka kiwnęła główką ze zrozumieniem.
  • Ale ty też musisz być bardzo odważna jak ciągle tu leżysz- powiedziała wreszcie.
  • No pewnie – dumnie stwierdziła Milka.
  • Ja na twoim miejscu już dawno bym uciekła – stwierdziła myszka.
  • No wiesz, przecież ktoś musi bronić Pyzy – odparła Milka i wyprężyła pierś do przodu, żeby w ten sposób podkreślić swoją odwagę.
  • No tak, ale ty pewnie będziesz następna do tego strzyżenia – kontynuowała swoją myśl myszka. Do Milki nagle dotarło o czym mówi jej koleżanka. Przerażenie pojawiło się na jej pyszczku. Zerwała się na nogi i zanim myszka zdążyła coś jeszcze powiedzieć, już jej nie było.
  • No chyba jednak nie jest taka odważna – skomentowała tą ucieczkę myszka i na wszelki wypadek też pobiegła się ukryć.

Po dłuższej chwili drzwi garażu się otworzyły i wybiegła z nich całkiem odmieniona Pyza. Wyglądała teraz jak prawdziwy sznaucer, tylko brodę miała nieco zbyt krótką, bo włosy tak bardzo się tam skołtuniły, że nie można ich było rozczesać. 

Babcia pożegnała się z panem fryzjerem i poszła do domu. Po chwili wyszła trzymając w ręku spory kawałek kiełbasy.
  • Proszę – powiedziała podając go Pyzie – to nagroda za to, że byłaś taka dzielna – dodała i poklepała pieska po łebku. Pyza zjadła przysmak i z radością zamerdała ogonkiem. Gdy oblizywała swoją nową, nieco przykrótką bródkę, uświadomiła sobie, że nigdzie nie ma jej siostry. Pobiegła więc do ogrodu rozglądając się bacznie.
  • Już możesz wyjść ze swojej kryjówki – krzyknęła zatrzymując się przy pobliskich tujach. Milka wychyliła się nieco i zapytała
  • A fryzjera już nie ma?
  • Nie, już pojechał – odpowiedziała Pyza. Milka wyszła z ukrycia. Kiedy przyglądała się siostrze wyczuła od niej dziwny, znajomy zapach.

  • Co ty jadłaś takiego wspaniałego?
  • Dostałam nagrodę za odwagę od babci- wyjaśniła siostrze Pyza.
  • A dlaczego ja nie dostałam? - zdziwiła się Milka. Przecież ja cię dzielnie broniłam! Pyza wzruszyła ramionami i pobiegła zrobić obchód wzdłuż ogrodzenia.
  • Jaki ładny nowy piesek – powiedziało jakieś dziecko przechodzące obok płotu. Pyza uniosła dumnie pyszczek i zaprezentowała się cała.
  • No tak, same szkody z powodu tego fryzjera. - pomyślała Milka – Nie dość, że nie dostałam pysznej kiełbaski, to nikt się teraz mną nie zachwyca – powiedziała do siebie wchodząc z powrotem pod krzaki. - No i jeszcze Pyza ma teraz tak krótką grzywkę, że nawet w mojej kryjówce mnie dojrzała. Następnym razem chyba go pogryzę – zawarczała do siebie groźnie.
  • Włosy w uszach też mam wycięte i teraz lepiej wszystko słyszę – nagle dobiegł do niej wesoły głos Pyzy.