Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 17 lutego 2013

Cyrk



Do miasteczka, w którym mieszka babcia Dota. przyjechał cyrk. Tym razem rozłożył swój wielki, kolorowy namiot, całkiem blisko domu babci i pieski postanowiły odwiedzić nowych sąsiadów. Milka była już od rana bardzo podekscytowana tą wycieczką. Nie była nigdy w cyrku, a jego mieszkańców znała tylko z opowieści swojej starszej siostry, Pyzy.
- A czy tam będą groźne zwierzęta? – zapytała, gdy zbliżały się już do ogrodzenia.
- Pewnie tak, ale my idziemy tylko zobaczyć mniejsze zwierzątka, występujące w tym cyrku – odpowiedziała cierpliwie Pyza, mimo, że nie było to raczej jedno z pierwszych pytań siostry.- Do dużych zwierząt nie podejdziemy, bo są w klatkach po drugiej stronie, a tam pilnują strażnicy.- dodała już nieco ostrzejszym tonem, by Milce nie wpadło nic głupiego do głowy.
- To jakie zwierzęta zobaczymy? – pytała nadal Milka.
- Nie wiem, w każdym cyrku występują inne zwierzęta. – Odparła Pyza, ale było widać, że jej cierpliwość się już kończy. – Proszę cię, uspokój się na chwilę. Pieski, takie jak my, nie powinny wchodzić na teren cyrku. Gdyby nas ktoś zobaczył, na pewno nas przegoni i nie będzie przy tym miły. Idziemy tu tylko dlatego, że od wczoraj, kiedy przyjechali, zamęczasz mnie pytaniami- wyjaśniła Pyza  i zaczęła obwąchiwać ogrodzenie. Milka już miała o coś jeszcze zapytać, ale mina siostry przekonała ją by tego nie robić. Szła więc cichutko i też wąchała wszystko dookoła.
- Może tu wejdziemy – powiedziała w końcu Pyza, zatrzymując się przy kolejnej dziurze. – Tu chyba się zmieścisz – dodała, mierząc wzrokiem  Milkę. Po krótkiej chwili i kilku aj ! łaj ! i ojejku ! pieski znalazły się na terenie cyrku. Po środku olbrzymiego placu stał piękny, kolorowy namiot, przy którym krzątało się wielu  ludzi. Po jednej stronie stały klatki, a w nich lew, dwa tygrysy, w innej słoń i dalej takie dziwne konie, białe w czarne paski.
- To zebry – powiedziała Pyza, mimo, że jej siostra nawet nie zapytała. Milka szła z otwartym ze zdziwienia pyszczkiem. Wszystko ją tu zadziwiało. Słoń, to największe zwierze jakie widziała, a z królem lwem miała już do czynienia i nie wspominała tego miło. Na wszelki wypadek, oba pieski, ominęły klatki szerokim łukiem. Po drugiej stronie było dużo kolorowych wagoników, w których, jak się okazało mieszkali ludzie. Tu pieski też nie podchodziły. Postanowiły natomiast zajrzeć na tyły namiotu. Dobiegało stamtąd znajome szczekanie.
- Tam są pieski – zawołała Milka, której w końcu udało się zamknąć pyszczek. Okazało się, że w namiocie ćwiczyły przed występem trzy, pięknie ostrzyżone i wyczesane pudle.
- A może i nie? – stwierdziła, widząc je Milka. Pudle miały ufarbowane na różowo futerka i wielkie czerwone kokardy zawiązane na ogonkach. – Raczej na pewno nie – oceniła po chwili Milka.
- A jednak to pieski – odparła Pyza, ale też nie była zachwycona widokiem, jaki ujrzała. Widząc jednak jeszcze bardziej zdegustowana minę siostry dodała szybko. – Te pieski, to artyści cyrkowi, dlatego tak wyglądają.
- Och, rozumiem – powiedziała Milka – to są te kliny co mówiłaś, że rozśmieszają dzieci.
- Nie kliny, tylko klauni  – poprawiła ją  Pyza- Nie, to nie są klauni.
-To ja już jednak nic nie rozumiem – stwierdziła Milka kręcąc przy tym tak mocno mordką, że ślinka, która jej wylatywała, wpadła Pyzie prosto na łepek.
-Przestań – warknęła, wycierając się  – zaraz podejdziemy i porozmawiamy, to wszystko zrozumiesz.
- Widzisz, w końcu rozumiem, czemu masz taką długą grzywkę – uśmiechnęła się Milka – żeby nic ci nie wpadło do oczu – dodała i szybko odskoczyła, bo Pyza warknęła i machnęła w jej kierunku łapą. Szybko jednak wybaczyła siostrze głupie żarty i pieski podeszły bliżej do różowych pudli.
- Kto was tak urządził? – nie wytrzymała Milka. Trzy różowe pudle odwróciły się do nich i zawarczały groźnie, pokazując ostre zęby.
- Przepraszam bardzo za siostrę – Pyza  ledwo zdarzyła krzyknąć, bo bardzo zdenerwowane pieski już szykowały się do ataku. – Jest jeszcze bardzo młoda i nie widziała nigdy takich artystów jak wy – ciągnęła dalej, ratując sytuację. Pudle trochę się rozluźniły, ale nadal nie były dobrze nastawione do gości.
- To jest miejsce tylko dla artystów – odezwał się w końcu jeden z nich. – My tu ciężko pracujemy i nie pozwolimy się obrażać – dodał.
- Chciałyśmy tylko popatrzeć chwilę na wasze występy – poprosiła Pyza. Różowe pudle porozmawiały chwilę i pozwoliły im popatrzeć.
- Tylko cicho i bez gadania – burknął drugi pudel i rozpoczęli pokaz. Pieski najpierw bawiły się kolorowa piłką, potem skakały przez różne przeszkody. Na koniec jeden z nich przeskoczył przez kolczaste kółko. Potem wszystkie jeszcze chwilę potańczyły do muzyki, która była puszczona z głośników, ukłoniły się i nie oglądając się nawet na swoich gości wyszły jeden za drugim z wysoko uniesionymi łepkami. Chwilę później zaczęli znów kręcić się ludzie, więc Pyza i Milka postanowiły wrócić do domu.
- Też mi praca – narzekała wracając Milka – Przecież ja też tak umiem bawić się piłką, a jak babcia słucha muzyki to i tańczyć potrafię. Codziennie też skaczę przez różne przeszkody. Nie dam się wprawdzie przerobić w różową landrynkę z kokardką, ale też jestem prawie artystką – kontynuowała swoje przemyślenia. Pyza tylko uśmiechnęła się pod noskiem i pobiegła przywitać się z babcia. Milka pobiegła od razu do swojej koleżanki myszki, żeby opowiedzieć jej o nowej przygodzie. Gdy po dłuższej chwili dołączyła do nich Pyza, widok jaki ujrzała, był przedziwny. Na kostce, przed domem siedziała Milka pochylona nad myszką, która na ogonku miała zaplątany czerwony sznureczek. Ale to nie wszystko. Główka myszki tkwiła w dziwnej obręczy. Gdy się lepiej przyjrzała okazało się, że jest to puszka po rybach, od której ktoś oderwał dno. Myszka szamotała się w potrzasku i piszczała przy tym strasznie.
- Co się tu dzieje? – spytała Pyza.
- Opowiedziałam myszce, o naszej wizycie w cyrku, a potem chciałam z niej zrobić artystkę – wyjaśniała Milka – Ale ona jak widać się do tego nie nadaje, bo z piłką i tańcem jakoś sobie poradziła, ale przez obręcz nie umie skakać. – dodała i chwyciła w zęby stara puszkę. Potrząsnęła kilka  razy łebkiem i biedna myszka wypadła.
- Nie martw się artystką może nie będziesz, ale jako przyjaciółkę, będę cię jeszcze bardziej lubiła, bo teraz świetnie pachniesz i smakujesz – stwierdziła wylizując koleżankę z resztek rybnej konserwy.

sobota, 9 lutego 2013

Bałwanek


W ogrodzie babci Doty zima zagościła na dobre. Gruba pokrywa śniegu przykryła wszystkie rośliny. Pieski większość czasu spędzały w budzie. Gdy trafił się jeden słoneczny poranek, babcia, razem ze swoimi wnukami, postanowiła ulepić bałwana. Wszyscy ubrali się bardzo ciepło i wyszli na śnieg. Po krótkich szaleństwach, których oczywiście nie mogło zabraknąć, zabrali się do lepienia. Chwilę później dwie wielkie kule stały już jedna na drugiej. Babcia robiła jeszcze mniejszą kulę na głowę, a chłopcy szukali patyków na ręce. Pieski też pomagały na swój sposób. Milka skakała wokół chłopców i co rusz udało jej się liznąć któregoś po twarzy. Pyza nadzorowała całą pracę, bacznie się przyglądając. Musiała też co chwilę szczeknąć na siostrę, bo inaczej parę razy zdarzyłoby się jej wpaść na śnieżne kule i budowla by się popsuła. Wreszcie bałwanek był gotowy.
  • Ale przecież brakuje mu oczu i nosa – zawołał przyglądając mu się Igorek.
  • Oczywiście – przytaknęła babcia – zaraz przyniosę marchewkę na nos, a wy poszukajcie dwóch kamyków na oczy. - dodała i podreptała do domu. Wróciła po chwili, ale w ręku niosła kawałek bułki w kształcie palucha.
  • Niestety marchewki mi zabrakło, ale to też się chyba nada – powiedziała i wetknęła bułkę w miejsce nosa. Chłopcy znaleźli też kamyki, więc wszystko trafiło na swoje miejsce.
  • Piękny – podziwiali przez chwilę swoje dzieło, ale mróz był wielki i trzeba było wrócić do domu. Pieski zmartwiły się, że to koniec zabawy. Pyza wróciła do swoich obowiązków, a Milka została przy bałwanku. Postała tak przez chwilę. Zagadnęła nawet do niego, ale nie doczekawszy się odpowiedzi, podskoczyła do jego patykowej ręki i chwyciła ją w zęby. Zadowolona z siebie poszła ze swoją zdobyczą do budy. Tam ułożyła się wygodnie i zaczęła swą ulubioną czynność, obgryzanie patyka. Tak zastała ją Pyza. Od razu poznała, że jest to ręka lepionego przed chwilą bałwanka.
  • Milka - warknęła oburzona na siostrę – skąd masz ten patyk?
  • No dobrze – Milka odpowiedziała niepewnie. - Zabrałam go bałwanowi. Ale najpierw go spytałam czy mogę, a jak nic nie odpowiedział, to go sobie pożyczyłam. - wyjaśniła i znów zaczęła gryźć patyk.
  • Przecież bałwan jest ze śniegu i nie mówi, a chłopcom będzie przykro jak zobaczą, że brakuje mu ręki – wyjaśniła Pyza. Taki argument przemówił do Milki. Zrezygnowana, chwyciła patyczek w pysk i poszła oddać go właścicielowi. Pyza postanowiła przypilnować, by siostra nie rozmyśliła się po drodze. Gdy przybiegła na miejsce, bałwan miał już obie ręce. Jedna niestety była znacznie niżej, od drugiej i zwisały z niej poodgryzane części.
Milka była jednak bardzo z siebie zadowolona.
  • Teraz dopiero wygląda czadowo – zawołała do siostry.
  • Tak, jakby chciał powiedzieć „Ręce opadają, jak się patrzy na twoje uczynki” - odparła widząc go Pyza.
  • Mnie się podoba – upierała się przy swoim Milka.
  • Dobrze, tylko żadnego więcej podgryzania – ustąpiła Pyza i pobiegła w kierunku bramy. Milka mamrocząc coś pod nosem poszła do budy. Po dłuższej drzemce, postanowiła napełnić swój głodny brzuszek. Przechodząc, obok bałwanka, znów podziwiała, jego zwisającą rękę, gdy nagle zauważyła, że coś zmieniło się w jego twarzy. Górna najmniejsza kulka, miała dwoje oczu z kamyków, ale brakowało nosa. Rozejrzała się dookoła i zobaczyła lecącego w oddali kruka, któremu z dzioba wystawała znajoma bułka.
  • O, nie ! - krzyknęła zrozpaczona. Już miała pobiec do siostry, żeby o wszystkim ją powiadomić, kiedy uświadomiła sobie, że Pyza oskarży ją o zjedzenie tego nosa.
  • Co ja teraz zrobię – powiedziała do siebie i rozejrzała się dookoła. Pyza na szczęście obszczekiwała kogoś przechodzącego po chodniku i nie zauważyła jeszcze bałwana bez nosa.
  • Muszę koniecznie coś wymyślić – stwierdziła i pobiegła w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia z tej sytuacji. Obeszła dookoła ogrodzenie, węsząc wszędzie dokładnie.
  • Chyba w końcu dorośleje i zaczęła mi pomagać w pracy – pomyślała widząc ją Pyza. Milka skierowała się w okolicę koszy na śmieci, ale i tam niczego nie znalazła. W końcu weszła do pomieszczenia gospodarczego. W rogu na taczce leżał stary, słomiany kapelusz.
  • Ten się chyba nada – stwierdziła i chwyciła go w zęby. Pyza na szczęście była nadal zajęta przy ogrodzeniu. Milka podrzuciła kapelusz , a on wylądował na głowie bałwana. Niestety był nieco za duży i przykrył jego oczy i miejsce, gdzie kiedyś był nos. W tym właśnie momencie nadeszła Pyza.
  • Świetny pomysł z tym kapeluszem – pochwaliła siostrę. - Nie widać mu teraz twarzy, ale rozumiem, że chciałaś dobrze – dodała. Milka, aż podskakiwała z radości. Nie dość, że Pyza nie zauważyła braku nosa, to jeszcze ją pochwaliła. Resztę dnia przebiegło już spokojnie. Pyza, dumna, że siostra tak się napracowała, przy pilnowaniu domu, pozwoliła jej spać w budzie do wieczora. Potem babcia zawołała pieski na noc do domu. Rankiem następnego dnia, przyszła odwilż i po śniegu nie było ani śladu. Milka poszła sprawdzić, co słychać u bałwana. Niestety zastała tam tylko leżący na ziemi stary kapelusz.
  • No nie! - krzyknęła – rozumiem, żeby ukraść nos z bułki, ale po co krukowi cały bałwan.
  • I jak ja to wytłumaczę Pyzie – dodała i z przerażoną miną poszła do siostry.

piątek, 1 lutego 2013

Bohaterka

Babci szybko skończyły się kupione produkty, więc zaplanowała ponowną wizytę w gospodarstwie . Rano wyprowadziła samochód z garażu i zaczęła pakować potrzebne torby. Musiała wrócić na chwilę do domu, bo zadzwonił telefon. Gdy pojawiła się ponownie przed samochodem, w bagażniku, obok zapakowanych bagaży leżały jej dwa pieski i patrzyły na nią proszącym wzrokiem.
  • Nie mogę was zabrać, bo gospodarz jest jeszcze trochę zły na Milkę – powiedziała babcia i pokazała ręką, żeby pieski wysiadły. Pyza i Milka odwróciły głowy i udawały, że tego nie widzą.
  • Dobrze – skapitulowała babcia – ale musicie być bardzo grzeczne. Wiecie jak lubię wiejskie jajka i serek. Pieski oblizały się na samą myśl o takich smakołykach i przytaknęły głowami.
Gdy dojechali na miejsce gospodarza nie było i przywitała ich gospodyni.
  • Gospodarz jest w oborze – opowiadała gospodyni. - Kupiliśmy dwa dni temu, pięknego, młodziutkiego byczka. Jak go przywieźliśmy był bardzo markotny i wcale się nie uśmiechał. Myśleliśmy, że to z tęsknoty za swoim domem, ale z każdym dniem mu się pogarsza. Nie chce jeść, a dzisiaj do tego jeszcze wierzga nogami i ciągle coś niszczy. Nagle z obory dało się słyszeć głośny huk i gospodarz wybiegł trzymając się za głowę. Gospodyni i babcia podbiegły w jego kierunku. Nikt nie zainteresował się pieskami, które wyskoczyły z samochodu i też poszły zobaczyć co się stało.
  • Na szczęście to niewielkie skaleczenie – stwierdziła babcia i przykleiła gospodarzowi plaster do czoła. Po chwili mógł już opowiedzieć co się stało.
  • Chyba muszę oddać tego byczka – powiedział. - Chciałem obejrzeć, czy coś go nie boli, ale w pewnym momencie wierzgnął nogami tak, że trafił mnie prosto w głowę. Nie wiem co mam teraz zrobić – dodał zdenerwowany.
  • Może trzeba jeszcze wezwać weterynarza.- zaproponowała babcia
  • Był wczoraj i nic nie stwierdził – odpowiedziała załamana gospodyni i zaprosiła babcię do domu. Gdy za wszystkimi zamknęły się drzwi, pieski wyjrzały zza obory.
  • Ty się tu pobaw, a ja pójdę zobaczyć, czy znowu nie ma jakiejś dziury w płocie. Tylko nic nie rozrabiaj i omijaj z daleko tego byczka, bo może ci zrobić krzywdę.- nakazała siostrze Pyza i pobiegła w kierunku płotu. Milka postanowiła najpierw odwiedzić kurki, ale gdy weszła do kurnika, okazało się, że nadal pamiętają jej przygodę z lisem i nie chcą z nią rozmawiać. Potem poszła przywitać się z gąskami i kaczkami, ale i one nie były chętne do rozmowy. Zrezygnowana i przygnębiona usiadła przy drzwiach do obory. Nagle znowu coś huknęło. Drzwi otworzyły się uderzając ją w łepek.
  • Łaj! – krzyknęła i rozmasowując bolące miejsce, zajrzała do wnętrza. Pośrodku stał olbrzymi byczek. Miał piękną, lśniącą sierść, a na łbie dwa okazałe rogi. Od razu było jednak widać, że jest cierpiący. Milki nawet nie zauważył. Weszła więc ostrożnie do obory trzymając się od niego z daleka. W kącie zobaczyła stojące trzy krówki. Znała je dobrze i chciała się przywitać. Krówki były wystraszone i przytulone do siebie, a byczek znowu podskakiwał i hałas był tak wielki, że nikt jej nie usłyszał. Milka postała chwilę, aż w końcu odważyła się podejść bliżej do ciepiącego zwierzaka.
  • Witam jestem Milka – odezwała się, gdy byczek na chwilę się uspokoił. Spojrzał tylko na nią i znów zaczął wierzgać. Gdy ponownie nastąpiła chwila ciszy, spróbowała jeszcze raz.
  • Wiem, że tęsknisz do swojego domu, ale gospodarz i gospodyni są fajni i karmią samymi smakołykami. Tu na samą myśl się oblizała. Byczek przyglądał jej się zdumiony.
  • Daj im szanse, może ci się tu spodoba – ciągnęła dalej, ale byczek znów podskakiwał i ryczał, przy tym okrutnie. Milka, aż skuliła się z przerażenia.
  • Musisz tylko się grzecznie zachowywać – wydukała jeszcze i w ostatniej chwili zdążyła uskoczyć, bo byczek trafiłby ją prosto w nos. Po chwili zwierzę znów się uspokoiło.
  • Ja nie z tęsknoty tak wierzgam tylko z bólu. Boli mnie ząb – powiedział i rozdziawił pysk pokazując Milce swoje uzębienie. Milka mimo strachu, podeszła bliżej i obejrzała dokładnie wszystkie zęby.
  • Który to? – zapytała. Byczek dotknął językiem jeden z zębów i zawył z bólu, a potem znów zaczął wierzgać i walić kopytami w ścianę obory. Cały budynek, aż się zatrząsł. Milka na szczęście znów zdążyła odskoczyć na bok.
  • Musimy go wyrwać – stwierdziła, gdy nastąpiła chwila ciszy.- Przywiążę do niego sznurek i pociągnę - kombinowała dalej. - Na pewno się uda.
  • Możesz robić co chcesz, byleby mnie tak nie bolało – zawołał byczek i znów ryczał z bólu. Milka wybiegła na dwór w poszukiwaniu sznurka. Po chwili wróciła niosąc go w pyszczku. Przywiązanie go do zęba, było bardzo trudne i niebezpieczne, ale w końcu po kilku próbach jakoś się udało.
  • Uważaj teraz mocno pociągnę – powiedziała i zaparła się dobrze. Gdy byczek kiwnął głową, że rozumie, sznurek naprężył się i ząb zabolał go strasznie. Oszalałe zwierze szarpnęło łbem i Milka przeleciała, aż pod drugą ścianę stodoły. Leżała tam chwilę bez ruchu i nawet krowy zainteresowały się jej stanem. Jedna z nich podeszła i polizała ją wielkim jęzorem. Milka wstała, choć cały świat wirował jej przed oczami.
  • Ale jazda – powiedziała – tak się czułam ostatnio, jak poszłam z Igorkiem i Arturkiem na karuzelę. Wreszcie wirowanie ustało. Milka ruszyła wszystkimi częściami swojego ciała i nie stwierdziwszy obrażeń podeszła do byczka.
  • Choć na dwór – rozkazała. - Przywiąże sznurek do płotu. Byczek posłusznie ruszył za nią. Milka przywiązała koniec sznurka do drewnianej sztachetki. Znowu nadeszła fala bólu, bo zwierzę skoczyło i zawyło. Drewniany płotek był bardzo stary i oczywiście nie wytrzymał takiego obciążenia. Cała, jedna część ogrodzenia leżała na ziemi.
  • No super, o pysznym jedzonku od gospodyni mogę zapomnieć – stwierdziła widząc to Milka. - Może przywiążemy ten sznurek do tego słupa, co stoi na środku podwórka. - planowała nie bacząc na szkody. - On chyba wytrzyma. Na wszelki wypadek mniej wierzgaj – dodała jeszcze. Byczek spojrzał na nią wściekły. Milka podeszła do słupa, a byczek dreptał za nią uważając by sznurek się nie naprężył. W końcu udało się go przywiązać, ale jak na złość, ból nie nadchodził. Milka czekała chwilę, aż wreszcie znudziło ją to i podeszła do byczka od tyłu. Złapała w zęby jego ogonek i ścisnęła z całej siły. To co stało się później zaalarmowało wszystkich. Z domu wybiegli gospodarze i babcia, a z drugiego końca ogrodu doskoczyła do nich Pyza. Ich oczom ukazał się następujący widok. Pośrodku podwórka stał mocno pochylony słup. Kabel, do niego przyczepiony był urwany i leciały z niego iskry. Kawałek dalej leżał na ziemi byczek i masował sobie kopytkiem pysk. Minę miał jednak uśmiechniętą. Obok, na sznurku dyndał olbrzymi ząb. Gospodarz zaraz zorientował się w sytuacji . Lekko otumanionego, ale bardzo szczęśliwego byczka wprowadził do obory.
  • A gdzie jest Milka? - zapytała zaniepokojona Pyza. Obeszła zdenerwowana dookoła i w końcu wywęszyła siostrę leżącą pod stertą skrzynek. Gospodyni i babcia szybko usunęły przeszkodę i wydobyły stamtąd pieska. Okazało się, że ma zwichniętą łapę i trzeba ją zawieźć do weterynarza.
  • Czy to ten pies, przez którego pół wsi nie ma prądu? – zapytał lekarz. Potem uśmiechnął się jednak i bardzo delikatnie zabandażował pieskowi łapę. Babcia wraz z poszkodowaną wróciła do gospodarza. Tam okazało się, że byczek opowiedział już o wyczynach Milki. Została uznana za bohaterkę i szybko zapomniano o uszkodzonym płocie i zerwanej linii elektrycznej. Gospodyni naszykowała w nagrodę wielką miskę smakołyków i podstawiła jej pod pysk.
  • Może ci pomóc? – zaproponowała siostra.
  • Nie dziękuję – odpowiedziała Milka – mnie na szczęście ząb nie boli , tylko łapka – dodała i zaczęła pałaszować podane smakołyki. - Mam nadzieję, że teraz już zawsze będą mnie traktować jak bohaterkę – rozmarzyła się wylizując pyszczek.

czwartek, 24 stycznia 2013

Najlepsiejszy przyjaciel

Babcia postanowiła pojechać na wieś, do znajomych gospodarzy, po świeże jajka. Pieski zawsze chętnie wybierały się tam z nią. Zaprzyjaźniły się z mieszkającymi w gospodarstwie zwierzątkami, a pani gospodyni zawsze częstowała je jakimś smakołykiem. Gdy babcia krzątała się przy samochodzie, Pyza i Milka grzecznie czekały.
  • No dobrze, dobrze – odezwała się do nich babcia – wezmę was ze sobą. - dodała i otworzyła drzwi bagażnika. Do wsi było niedaleko. Pyza całą drogę wyglądała przez okno. Milka jak zwykle ucięła sobie drzemkę. W gospodarstwie już na nie czekali. Pieski wyskoczyły z samochodu i już miały pobiec do znajomych, ale po minie gospodarza wyczuły, że wydarzyło się coś niedobrego. Usiadły więc grzecznie przy nodze babci i przysłuchiwały się rozmowie.
  • Nie mam dzisiaj za dużo jajek – mówił gospodarz – bo od kilku nocy, zakrada się do kurnika jakieś zwierze i porywa moje kury. Miałem ich dwadzieścia – opowiadał dalej – Wczoraj zniknęły dwie i dzisiaj także dwie.
Pieski nie czekały na dalszy ciąg, tylko pobiegły do kurnika. Weszły do środka i to co zobaczyły bardzo je zaniepokoiło. Wszystkie kurki siedziały przytulone do siebie w jednym kącie. Nie było słychać radosnego gdakania , lecz panowała strasznie nieprzyjemna cisza. Pieski próbowały pogadać ze znajomymi kurkami, ale te nawet nie ruszyły się na ich widok. Wizyta w gospodarstwie nie przebiegała radośnie jak zwykle. Kurki w ogóle nie wyszły na dwór, a gąski i kaczuszki, nie chciały z nimi rozmawiać, bo musiały pilnować swoich dzieci i przez cały czas rozglądały się ze strachem. Świnki i krówki nie bały się ataku nieznajomego zwierzęcia, ale było im smutno, że inni cierpią i też nie miały ochoty na zabawę. Nadeszła pora powrotu do domu.
  • Szkoda, że nie mamy pieska, może przypilnował by naszych zwierząt – powiedziała gospodyni, żegnając swoich gości
  • Mogę zostawić wam Pyzę na jedną, albo dwie noce – wymyśliła babcia.
  • Świetny pomysł – ucieszył się gospodarz, który właśnie podszedł do samochodu.
  • Ja zostanę, ja zostanę! – wykrzykiwała Milka i skakała wokół babci. Podskakiwała tak wysoko, że nawet udało jej się polizać babcię w policzek. Jej podskoki i szczekanie były tak wymowne, że babcia od razu zrozumiała o co chodzi.
  • Dobrze – powiedziała – zostawię wam Milkę, bo widzę, że bardzo tego pragnie.- Tylko pamiętaj nie przynieś mi wstydu – dodała jeszcze. Pyza także dawała rady siostrze.
  • To duży obowiązek – mówiła do niej - Nie możesz zasnąć, ani na chwilkę. I nie rób nic głupiego – krzyknęła jeszcze zanim babcia zamknęła drzwi samochodu. Milka siedziała dumna przy bramie gospodarstwa, patrząc na oddalający się samochód.
  • Będę bardzo dzielna – postanowiła i zaczęła robić obchód, tak jak uczyła ją Pyza. Gdy upewniła się, że wszystko jest w porządku, usiadła pod drzwiami kurnika. Po chwili z domu wyszła gospodyni. Wyniosła miskę pełną jedzenia. Nie była to jednak sucha karma, tylko przepięknie pachnące, dwie kostki z dużą ilością mięska.
  • To dla ciebie piesku – powiedziała gospodyni i podstawiła Milce pod pyszczek. Uczta była wspaniała. Milka dawno nie jadła takich smakołyków. Po chwili miska była pusta. Milka najchętniej położyłaby się teraz na drzemkę, ale pamiętała, że nie może zawieść siostry i babci, więc znów wyruszyła na obchód. Na dworze zrobiło się już ciemno. Oczy pieska są jednak bardzo dobre i nawet w nocy wychwycą każdy szczegół. Nic się nie działo, Milka znów usiadła obok kurnika. Była już bardzo zmęczona i z trudem unosiła powieki.
  • Nie zasnę – mówiła do siebie. Nagle usłyszała jakiś szelest dochodzący spod ogrodzenia. Pobiegła tam czym prędzej. Przez niewielką dziurę w płocie dostał się na teren gospodarstwa jakiś zwierzak. Milka podeszła niepewnie, aby mu się przyjrzeć dokładniej. Wyglądał trochę jak pies, miał piękną rudą sierść i długi puszysty ogon. Stał gotowy do skoku i też przyglądał się pieskowi.
  • Cześć piękna – odezwał się w końcu. Kim ty jesteś? - zapytał bardzo miłym głosem.
  • Ja jestem Milka - odpowiedziała grzecznie Milka, tak jak nauczyła ją Pyza. Jestem pieskiem i tu pilnuję. A ty kim jesteś?
  • Ja też chciałem tu popilnować, bo wiem, że gospodarz nie ma pieska.
  • To bardzo ładnie z twojej strony - odpowiedziała Milka uśmiechając się do nieznajomego. - Ty pewnie jesteś jamnikiem, ba masz krótkie nogi i długie ciało. Ale twój ogon jest piękny – dodała przyglądając się pięknej rudej kicie.
  • Tak, oczywiście – powiedział nieznajomy. Ale twój ogonek jest o wiele piękniejszy i w ogóle cała jesteś taka piękna – dodał i też się uśmiechnął. Milka była cała szczęśliwa. Jeszcze żaden obcy pies nie mówił jej takich rzeczy. Zarzuciła zalotnie łebkiem i znów przyjrzała się nieznajomemu.
  • Dziwnie pachniesz – stwierdziła.
  • To przez to, że mieszkam w lesie, a nie tak jak ty w gospodarstwie. Nie mam domku, tylko sypiam pod krzakami – wytłumaczył się prędko nieznajomy. Milce zrobiło się go szkoda.- Może popilnujesz ze mną, to podzielę się z tobą jedzeniem – zaproponowała. Gospodyni ma tu same smakołyki.
  • Wiem coś o tym – nieznajomy oblizał się po mordce. - Widzę, że jesteś bardzo zmęczona, więc może ja popilnuję, a ty położysz się i odpoczniesz. Milce nie trzeba było tego powtarzać.
  • Bardzo chętnie – odpowiedziała i ułożyła się do snu. Nieznajomy udał się na obchód.
  • To będzie mój najlepsiejszy przyjaciel – pomyślała Milka i zasnęła . Rano obudził ją straszny hałas. Okazało się, że stał nad nią gospodarz i kilka kurek. Były tam też kaczuszki i gąska ze swoimi dziećmi. Wszyscy coś krzyczeli, więc w pierwszej chwili Milka nie mogła zrozumieć co się stało. W końcu do niej dotarło. Zasnęła i przespała całą noc, a z kurnika znów zginęły dwie kury. Na pyszczku Milki malowało się przerażenie. Znowu zawiodła. Nie upilnowała kurek. Było jej bardzo wstyd. Spuściła głowę i poszła schować się pod krzakiem. Tak schowaną i smutną zastała ją tu Pyza, która właśnie przyjechała z babcią. Milka opowiedziała wszystko siostrze z najmniejszymi szczegółami, nie rozumiejąc, gdzie popełniła błąd.
  • To był mój najlepsiejszy przyjaciel – zakończyła sprawozdanie z nocnej przygody. Pyza tylko pokręciła łebkiem.
  • To nie był twój żaden najlepszy przyjaciel – wykrzyknęła oburzona. - To był lis, a nie jamnik. Oszukał cię, żeby porwać kury. Jak mogłaś tego nie zauważyć?
Milka miała szeroko otwarte oczy ze zdziwienia. Zrozumiała właśnie, że dała się oszukać przebiegłemu lisowi. Babcia przeprosiła gospodarzy za swojego psa i obiecała wypożyczenie Pyzy, gdyby jeszcze lis miał nachodzić ich gospodarstwo. Dzięki Milce gospodarz znalazł dziurę w płocie, którą dostawał się do środka lis i od razu ją załatał.
  • Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło- mówił żegnając babcię i pieski.
Całą drogę Milka nie odzywała się do siostry. Widać było, że nad czymś bardzo rozmyśla.
  • Ale powinnaś być ze mnie dumna – odezwała się do Pyzy, gdy już dojechały – Jestem bardzo odważna i nawet lisa się nie bałam – dodała, bo Pyza nie zrozumiała o co jej chodzi. Pyza pokiwała główką i pobiegła do swoich zajęć. Milka ułożyła się wygodnie na drzemkę.
  • No i mu się spodobałam – dodała rozmarzona – Ach jaki to mógł być mój najlepsiejszy przyjaciel – pomyślała jeszcze i zasnęła.

wtorek, 15 stycznia 2013

Nie wolno kłamać

Babcia jak co dzień rano wychodziła przed dom, żeby zabrać obie miski swoich piesków. Wsypywała do nich trochę suchej karmy, a potem dokładała kostkę mielonego mięsa. Pieski uwielbiały ten przysmak i z niecierpliwością czekały na moment, kiedy babcia wróci. Tego dnia po ulicy jeździł traktor odgarniający śnieg. Pyza, jak tylko usłyszała zbliżający się hałas, zaraz pobiegła sprawdzić, czy przypadkiem nie podjechał za blisko ogrodzenia. Milka ani myślała się ruszyć spod drzwi. Gdy babcia wystawiła obie miski, Pyza nie zdążyła jeszcze wrócić. Milka mlasnęła dwa razy swoim wielkim, białym pyszczkiem i po jej mięsie nie było śladu. Z miski Pyzy doleciał do niej pyszny zapach. Znowu dwa mlaśnięcia i tego mięska też już nie było. Zdążyła właśnie się trochę wylizać, gdy przybiegła jej siostra.



 - A gdzie jest moje mięsko? - spytała, widząc w swojej niebieskiej misce, tylko suchą karmę.
 - Babcia dzisiaj chyba o nim zapomniała – odpowiedziała Milka, ale nie odważyła się spojrzeć siostrze w oczy. Pyza natomiast przyjrzała jej się dokładnie i od razu zauważyła resztki mięska na jej pyszczku.
 - Nie wolno kłamać – odezwała się oburzona – To bardzo nieładnie. Milka spuściła łepek, ale nie przyznała się do kłamstwa.
 - To ja pobiegnę trochę popilnować przy bramie, a ty tu sobie jedz spokojnie – krzyknęła szybko odbiegając. Pyza z niezadowoleniem kiwnęła łebkiem i zaczęła zjadać swoje śniadanie.
 - Muszę jej dać nauczkę, żeby więcej nie kłamała – pomyślała chrupiąc karmę. Milka w tym czasie wcale nie poszła pracować, tylko pobiegła do swojej koleżanki myszki.
 - Myszko choć się pobawimy – zawołała w kierunku jej norki. Mała myszka wysunęła główkę.
 - Nie mogę, bo mama kazała, mnie i mojemu bratu, posprzątać w swoim pokoju – powiedziała ze smutkiem.
 - Powiedz, że już posprzątałaś – podpowiedziała jej Milka.
 - Ale przecież to nie prawda? – zdziwiła się myszka.
 - Nie martw się, trochę się pobawimy, a jak wrócisz to już twój brat wszystko posprząta. Mama się nie dowie.
Myszkę nie trzeba było długo przekonywać. Po chwili obie koleżanki biegły już w kierunku górki pokrytej śniegiem. Pyza przysłuchiwała się całemu zajściu z niezadowoleniem. W końcu bardzo zamyślona wróciła do swojej pracy. Od czasu do czasu dobiegały do niej odgłosy bawiących się w najlepsze koleżanek. Gdy nadeszła pora obiadu Milka i myszka poczuły, że ich brzuszki zrobiły się już puste. 
 - Jestem już bardzo głodna – powiedziała myszka – Musimy już wracać. Milka przytaknęła i obie pobiegły w kierunku norki. Tam się pożegnały i Milka skierowała się do miejsca, gdzie stały psie miski. Stanęła jednak jak wryta, gdy zobaczyła tam tylko pustą niebieską miskę Pyzy.
 - A gdzie jest moja miska?- krzyknęła – Gdzie mój obiadek? Obwąchała wszystko dookoła, ale nigdzie nie znalazła swojej czerwonej miski. Bardzo zdenerwowana pobiegła opowiedzieć wszystko siostrze. Pyza wysłuchała jej historii, ale nie przejęła się nią zbytnio.
 - Można by pomyśleć, że ktoś ci ukradł tą miskę, ale przecież ty cały czas pilnowałaś przy bramie, więc nikt nie mógł się dostać do środka. - powiedziała na koniec Pyza i wróciła do swoich obowiązków. Milka spuściła łepek i podreptała z powrotem do myszki. 
 - Myszko jestem taka głodna, a ktoś chyba ukradł moją miskę z obiadkiem – zawołała do koleżanki. Po chwili z norki wysunęła się główka myszki.
 - Ja niestety też jestem głodna. Moja mama dowiedziała się, że ją okłamałam i nie dostałam za karę obiadu. - pożaliła się Milce,koleżanka – A mój brat, za to, że tak pięknie posprzątał dostał w nagrodę nasze ulubione ciasteczka owsiane. - dodała myszka, wzdychając na samą myśl, co ją ominęło. Nie będę już więcej kłamała.- powiedziała wreszcie rozzłoszczona i weszła z powrotem do norki. Milka zastanowiła się chwilę nad tym co usłyszała od swojej koleżanki.
 - Przecież to tylko jedno małe kłamstewko – powiedziała do siebie i ułożyła się wygodnie pod dachem. Nagle usłyszała głośne burczenie w swoim brzuszku.
 - No może dwa małe kłamstewka – przypomniała sobie po chwili. Już miała zasnąć, gdy znowu zaburczało jej w brzuszku.
 - No dobrze, może trzy kłamstewka licząc jeszcze to myszki – mruknęła do siebie. O spaniu nie było mowy. Brzuszek Milki tak głośno burczał, że chyba wszystkie okoliczne pieski to słyszały. Wreszcie Milka wstała i pobiegła do Pyzy.
 - Przepraszam, to ja zjadłam twoje mięsko, dziś na śniadanie – Przyznała się siostrze. Już miała odchodzić, gdy znów rozległo się donośne burczenie.
 - No dobrze i nie pilnowałam bramy, tylko się bawiłam – dodała szybko, a nie czekając na ponowne odgłosy dochodzące z jej głodnego brzuszka, obiecała, że nigdy już nie będzie kłamała. Pyza była zadowolona. Wyjaśniła siostrze, że jej czerwoną miskę schowała za koszami na śmieci.
 - Dobrze, że jej nie powiedziałam, jak namówiłam myszkę do kłamstwa, bo to by tak łatwo nie przeszło – pomyślała Milka wcinając ze smakiem swój obiadek.- Jedno jest pewne – nasunęło jej się po chwili – Z moim brzuchem nie nadaję się na kłamczuchę.

niedziela, 6 stycznia 2013

Król lew

Babcia Dota wybrała się do Zoo ze swoimi dwoma wnukami Igorkiem i Arturkiem. Pieski wskoczyły do bagażnika i także postanowiły z nimi jechać.
 - Pieski nie mogą wchodzić do Zoo – powiedziała, widząc je babcia. Jednak Pyza i Milka ani myślały o wysiadaniu. Rozłożyły się wygodnie i udawały, że już zasnęły. 
 - No dobrze – ustąpiła w końcu babcia. Ale poczekacie grzecznie przed Zoo – dodała i uruchomiła silnik. Pieski od razu się podniosły, wychyliły łebki nad tylne siedzenie i polizały radośnie, obu siedzących tam chłopców. Podróż minęła szybko. Babcia pomogła wysiąść Arturkowi i Igorkowi, a potem otworzyła bagażnik i wypuściła swoje pupile. 
 - Musicie tu grzecznie czekać – nakazała im i poszła z chłopcami do Zoo. Milka i Pyza usiadły grzecznie przy samochodzie. Duże miasto było dla nich przerażające, więc raczej nie zamierzały się nigdzie ruszać. Zoo było jednak bardzo duże i wizyta babci i chłopców strasznie się przedłużała. Milka zmieniała swoją pozycję już kilka razy. Chwilę się nawet zdrzemnęła, ale odgłosy wokół szybko ją obudziły. W końcu znudziła się już tak bardzo, że postanowiła rozprostować nóżki.
 - Przejdę się tylko kawałek – powiedziała i odbiegła zanim Pyza zdążyła odpowiedzieć, że się nie zgadza. Milka poszła wzdłuż ogrodzenia. Nagle zobaczyła w siatce dziurę. Była idealnie taka, że udałoby się przez nią prześlizgnąć. Nie zastanawiając się długo, wsunęła najpierw łepek, a potem przeszła cała. Pamiętała, jak Pyza opowiadała jej, że mieszkają tu groźne zwierzęta. Bardzo cichutko podeszła do pierwszej napotkanej klatki. W środku leżał wilki kot. Miał wprawdzie dziwną grzywę wokół pyska, ale leżał z zamkniętymi oczami i nie wyglądał wcale groźnie.
 - Też mi groźne zwierzęta – Milka powiedziała do siebie – Przecież to tylko trochę większy kotek – dodała jeszcze i zaczęła się wolniutko oddalać, kręcąc przy tym łebkiem. Nagle zwierzę w klatce podniosło się i pokazało się pieskowi w całej okazałości.
 -Łał – wyrwało się Milce i już więcej nic nie mogła powiedzieć, bo dolna szczęka trochę jej opadła. Po chwili jednak doszła do siebie.
 - No może trochę duży kotek jesteś, ale żeby zaraz groźny, to chyba nie – powiedziała do siebie, ale na tyle głośno, że dziwne zwierze usłyszało i podeszło do kraty.
 - Ja jestem lew – odezwało się do Milki - Jestem królem zwierząt. Milka stanęła jak wryta.
 - Ja się nie zgadzam, żeby moim królem był kot – odpowiedziała odważnie – Kotka można fajnie pogonić po ogródku mojej babci, ale żeby był królem wszystkich zwierząt, to chyba jakaś bujda. Król powinien być najstraszniejszy – dodała jeszcze – a ja się ciebie nie boję.
 -Uuuuuuuu! - rozległ się straszny ryk, a pęd wydychanego powietrza zdmuchnął przerażonego pieska z chodnika. Milka przekoziołkowała parę razy, a gdy już się zatrzymała, stanęła na swych trzęsących się czterech łapach. Nie oglądając się ani na chwilę za siebie, popędziła najszybciej jak mogła. Nie zauważyła nawet jak przedostała się przez dziurę w płocie. Zatrzymała się dopiero obok swojej siostry. Łapki trzęsły jej się nadal. Dyszała bardzo szybko, bo dawno nie biegała z taką prędkością.
 - Dobrze, że przybiegłaś tak szybko, bo babcia z chłopcami zaraz tu będzie – powiedziała do niej Pyza, myśląc, że siostra tak zareagowała na jej wołanie. Babcia właśnie podeszła do samochodu. Widząc swoje pieski siedzące, tak jak je zostawiła, pochwaliła je i pogłaskała. Potem wszyscy wsiedli do samochodu i rozpoczęli podróż powrotną do domu. Pyza, jak zwykle zaczepiała chłopców, a oni odwracali się do niej i głaskali ją po pyszczku. Milka całą drogę była bardzo cicha. Leżała skulona i wyglądała, jakby spała. Nikt jednak nie zauważył, że ciągle trzęsie się jeszcze ze strachu. W końcu samochód się zatrzymał. Babcia weszła z chłopcami do domu, a Milka i Pyza pobiegły do swoich misek. Jadły w milczeniu, ale nie było to wcale dziwne, bo były bardzo głodne. Potem Pyza pobiegła zrobić obchód wokół domu i Milka została sama. Nadal miała przed oczami rozwścieczonego, wielkiego lwa i nadal słyszała ten przeraźliwy ryk. Na jej białym pyszczku widać było przerażenie. Nagle. zza leżącego tam drewna kominkowego. wybiegła gromada myszek. Wszystkie biegły bardzo szybko i miały podobnie jak ona przerażoną minkę.
 -Co się dzieje? – zawołała do nich Milka.
 - Goni nas jakiś wielki, obcy kot – odkrzyknęła jedna z nich i już ich nie było widać, bo wbiegły, przez dziurę do garażu. Milka usłyszała nadbiegające zwierzę. Od razu pomyślała, że też musi się gdzieś ukryć. Co sił w łapkach, popędziła do Pyzy.
 -Pyza uciekaj! – krzyczała już z daleka. - Chyba trochę zdenerwowałam naszego króla i teraz on uciekł z Zoo i przybiegł tu, aby mnie dorwać – wytłumaczyła chowając się za siostrą. Pyza już nie raz słyszała taki krzyk Milki i choć tym razem jej przerażenie wydawało się jakieś większe, to nie ruszyła się z miejsca
 - Szybko wytłumacz mi o co chodzi – nakazała. Milka wsunęła się głębiej za krzaczek i opowiedziała Pyzie o przygodzie w Zoo i o uciekających myszkach. Nawet spróbowała naśladować ten straszny lwi ryk, ale nie wyszło jej to za dobrze. Pyza już miała odpowiedzieć co o tym myśli, gdy dobiegł do nich dźwięk zbliżającego się z dużą szybkością zwierzęcia. Po chwili przed nimi stał zaskoczony ich obecnością, bury kot.
 - Co ty tu robisz w naszym ogrodzie?! – warknęła na niego Pyza.
 - Właśnie goniłem moją kolację – odparł kot, ale minę miał nie za tęgą. Wystraszył się bardzo tych dwóch nieznajomych psów, pomimo że tylko jeden stanął mu na drodze, a drugi obserwował wszystko zza krzaka.
 - To jest nasz ogród i my go pilnujemy, a mieszkające tu myszki to nasze przyjaciółki, a nie żadna kolacja – powiedziała ostro Pyza i zrobiła groźną minę.
 - Pomyśleć, że ja miałam ją za najgroźniejsze zwierze, gdy tak wygląda – zamruczała do siebie Milka. Bury kot wystraszył się jednak Pyzy, bo jednym susem przeskoczył ogrodzenie i już go nie było.
 - No widzisz, to nie lew, tylko jakiś zabłąkany kot – powiedziała Pyza i przytuliła siostrę. Po chwili doszła do wniosku, że jest już z nią wszystko w porządku, więc wróciła do swoich zajęć. Milka postanowiła nie wychodzić jednak spod krzaczka, tylko tam zrobiła sobie drzemkę. Po wrażeniach dzisiejszego dnia zasnęła od razu snem bardzo twardym. Po jakimś czasie podniosła zaspane powieki i ujrzała nad sobą pochyloną głowę kota. Nim uświadomiła sobie, że to tylko jej znajomy, mały kotek sąsiadów, zerwała się na nogi i zawarczała groźnie.
 - To ja już nie jestem twoim przyjacielem> – zamruczał wystraszony kotek.
 - Jesteś, jesteś – odpowiedziała, już znacznie spokojniejszym tonem Milka – Tylko nigdy na mnie nie rycz – dodała po chwili. Jej mały przyjaciel zrobił bardzo zdziwioną minę.
 - No i mam nadzieję, że będziesz o mnie pamiętał, jak już zostaniesz tym królem – powiedziała do siebie, lecz kotek nadal nie wiedział o co jej chodzi.
 - A swoją drogą. to nie za mądry ten nasz przyszły król, jak sam nie wie, że nim będzie - przemknęło jej jeszcze przez myśl.

wtorek, 1 stycznia 2013

Nowy rok

Zbliżał się koniec roku. Pieski babci Doty bardzo nie lubiły tego okresu. Ich wyczulony, psi słuch był narażony na ciągły huk, spowodowany odpalaniem sztucznych ogni. Milka spędzała ten czas pod dachem wiaty. Ułożyła się wygodnie na wycieraczce, ale hałas nie pozwalał jej zasnąć.
 - Cześć! - odezwała się do niej, jej przyjaciółka myszka, która tak jak ona, szukała jakiegoś cichego miejsca.
 - Cześć!- powitała ją Milka.
 - Może podzielisz się ze mną jedzeniem, bo jeszcze nic dzisiaj nie jadłam. Ten hałas nie sprzyja szukaniu pożywienia.
 - Oczywiście – odparła Milka i podsunęła łapą ku niej kulkę suchej karmy. Myszka rzuciła się na nią łapczywie. Gdy zaspokoiła pierwszy głód i z kulki została już tylko połowa, podniosła łepek i rozejrzała się dokoła. Akurat nad nimi przelatywał jakiś zabłąkany ptaszek. - Ten to ma fajnie - rozmarzyła się myszka – ma takie śliczne skrzydła i dzięki temu może latać. Ja też bym tak chciała – dodała i jeszcze przez chwilę przyglądała się oddalającemu się ptaszkowi.
 - Mnie też się podoba latanie – odparła Milka, spoglądając w stronę ptaszka. - Ale pieski i myszki nie mogą przecież latać. - wytłumaczyła koleżance z bardzo mądrą minką.
 - Nieprawda – odpowiedziała jej myszka. - Słyszałam od mojej babci, że są latające myszy.
 - Naprawdę ?– zdziwiła się Milka – ale przecież wy nie macie skrzydeł. Myszka, widząc, że zainteresowała ją swoją opowieścią, rozsiadła się wygodnie tuż przy niej i kontynuowała historię.
 - Babcia mówiła, że te myszy ze skrzydłami są dziwne i śpią wisząc głową w dół. Może od takiego spania wyrosły im skrzydła.
 - Wiesz, to możliwe – przyznała jej Milka – Ja widziałam kiedyś gąsienicę, która wisiała głową w dół, a potem wyrosły jej skrzydła i była już motylkiem.
 - Super – odparła uradowana myszka. Musimy więc położyć się spać głowami w dół, a jak się obudzimy będziemy latały.
 - Fajnie - zgodziła się z nią Milka i już zaczęła szukać miejsca na taką dziwną pozycję. W końcu, po chwili, obie ułożyły się na plecach, nogami opierając się o ścianę domu. Pozycja była bardzo niewygodna, ale obie koleżanki starały się w niej wytrzymać jak najdłużej.
 - No jak tam? – nie wytrzymała Milka – czy już rosną ci skrzydełka.
 - Bolą mnie całe plecy – odpowiedziała jej myszka – ale skrzydełek jeszcze nie widać. Może coś robimy nie tak?. Milka zastanowiła się chwilę i zdecydowała zapytać siostrę.
 - Ty tu leż, a ja pobiegnę do Pyzy i zapytam, jak to było z tym motylkiem i gąsienicą – powiedziała do koleżanki i pobiegła w kierunku ogrodzenia. - Tylko się nie ruszaj! – krzyknęła jeszcze do niej. Myszka została sama. Milki nie było bardzo długo.
 - Pewnie zrezygnowała już z tego latania – powiedziała do siebie myszka. Nóżki już jej zdrętwiały, a i łepek zaczął ją boleć od niewygodnej pozycji. W końcu nie mogąc doczekać się na koleżankę, wstała. Rozprostowała obolałe kostki, złapała pod pachę połówkę kulki suchej karmy i podreptała do domu. Po chwili pod wiatę przybiegła Milka.
 - Już wiem co musimy zrobić! – krzyczała już z daleka. Gdy jednak przybiegła na miejsce i nie ujrzała koleżanki, stanęła i zaczęła się rozglądać.
 - Pewnie w końcu wyrosły jej skrzydełka   – pomyślała.- Ale przecież nie mogło jej się to udać, ba Pyza powiedziała, że gąsienica musi mieć kokon, żeby zamienić się w motylka – rozmyślała dalej. Wreszcie postanowiła, że sama zrobi sobie kokon i pokaże myszce, że też może mieć skrzydełka. Zaczęła więc szukać czegoś co nadawało by się do zrobienia kokonu. Szukała pod krzakami i pod drzewami, w miejscu gdzie złożone jest drewno kominkowe i w okolicach koszy na śmieci, ale nic się nie nadawało. Weszła też do pomieszczenia gospodarczego i tam zauważyła wielką pajęczynę. Wsadziła w nią swój biały łepek i już pajęczyna pokryła jej mordkę. Po chwili wypatrzyła nową pajęczynę pod drabiną i jeszcze kilka innych na pozostawionych tam narzędziach ogrodniczych. Szybko pościągała wszystkie. Część pajęczyny powpychała sobie też do uszu, bo zauważyła, że słabiej słyszy hałas wybuchających petard. Cała okryta pajęczyną znów zajęła pozycję z nogami opartymi o ścianę. Zamknęła oczy i próbowała zasnąć.
 - No to już chyba przesada – usłyszała nagle cienki głosik w swoim uchu. Zerwała się na nogi, ale nikogo nie było.
 - Nie dość, że zniszczyłaś nasze domki, to mnie wepchnęłaś sobie do ucha – znów rozległ się głosik w uchu. Milka szybko wydłubała sobie pajęczynę z jednego ucha i okazało się, że miała tam też małego pajączka i to on do niej przemawiał. Pajączek wymachiwał do niej, oburzony, swoimi ośmioma nogami, wykrzykując coś przy tym, ale teraz gdy nie był już w Milki uchu, wcale go nie było słychać. Odszedł, więc szybko obrażony. Milka spojrzała na niego zdumiona i znów zajęła swoją dziwną pozycję. Leżała już tak dłuższą chwilę, gdy nadbiegła Pyza.
 - A co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona.
 - Czekam, aż wyrosną mi skrzydełka. Była tu ze mną myszka, ale jej już chyba wyrosły, bo jej nie zastałam jak wróciłam od ciebie.
 - A dlaczego jesteś cała w pajęczynie i leżysz w takiej dziwnej pozycji? - nadal dziwiła się Pyza.
 - No jak to, mówiłaś przecież, że gąsienica musi mieć kokon, a myszki babcia opowiadała, że jak się śpi z głową w dół to wyrastają skrzydła.- wytłumaczyła siostrze. Pyza rozdziawiła pysk ze zdziwienia.
 - Pieski i myszki nie latają – powiedziała w końcu. Nagle gdzieś bardzo blisko nich wybuchła kolejna petarda. Huk był olbrzymi i towarzyszył mu wielki błysk, który rozświetlił całą wiatę. Pieski aż przytuliły się do siebie. Nagłe światło wystraszyło nie tylko je. Spod dachu wyleciało dziwne stworzenie. Wyglądało dokładnie jak myszka, koleżanka Milki, ale miało piękne, duże skrzydła.
 - Ja też będę miała takie, choć bym miała leżeć tak cały rok – powiedziała widząc je Milka i znów usadowiła się z nogami opartymi o budynek. - A mówiłaś, że pieski i myszki nie latają – dodała z oburzeniem patrząc na siostrę.
 - Milka, to stworzenie, to nie myszka ze skrzydełkami, tylko nietoperz – wyjaśniła Pyza. - A teraz podnieś się, wyliż się ładnie, bo zaraz będzie Nowy Rok i życzę ci, żebyś miała w nim trochę więcej rozumku.
  - Dobrze – zgodziła się Milka – ale w Nowym Roku i tak spróbuję polatać – powiedziała cichutko do siebie i weszła za siostrą do domu, wciąż wylizując swoje białe futerko z pajęczyny.