- Znowu masz resztki jedzenia na pyszczku – zganiła ją. Nie czekała jednak, aż Milka doprowadzi się do porządku, bo zajmowało jej to zawsze dużo czasu, tylko pobiegła zrobić codzienny obchód wokół ogrodzenia.
- Przyda mi się na później – ziewnęła Milka i bardzo wolnym krokiem podreptała za nią. Przechodząc obok budy, doszła do wniosku, że potrzebuje jeszcze trochę snu. Ułożyła się więc wygodnie, a łepek wystawiła na zewnątrz. Jej wielkie, wiecznie rozbiegane, oczy, właśnie się zamykały, gdy najpierw usłyszała dziwny chichot, dobiegający z wnętrza budy, a potem poczuła, że coś ciągnie ją za ogon. Przerażona, wyskoczyła do przodu. Po chwili postanowiła sprawdzić, co to było. Najpierw wsunęła łepek, tylko troszeczkę, ale nic nie ujrzała. Zdecydowała się wejść głębiej, gdy coś pacnęło ją w sam czubek nosa. Znów odskoczyła przerażona. Odsunęła się i podeszła do budy z drugiej strony. Nawet nie zdążyła wsunąć główki, gdy jej ulubione drewienko poszybowało w górę i trafiło ją w czoło.
- Kim jesteś? - Dlaczego rzucasz mój ulubiony patyczek do gryzienia?- I co ty właściwie robisz w naszej budzie?- Milka, była tak wzburzona, że mnóstwo pytań przyszło jej od razu do głowy. Zwierzątko, spojrzało na nią z jeszcze większym uśmiechem, ale chyba nie wiedziało na które pytanie ma odpowiedzieć najpierw, więc milczało. Ponieważ nie było zbyt duże, Milka, odważyła się podejść bliżej i usiadła przy nim.
- Przestań! – Milka ostro potrząsnęła łebkiem i małpka spadła na ziemię. Nie wystraszyło jej to wcale. Znów się zaśmiała i jednym susem wskoczyła na małą rajską jabłonkę rosnącą tam nieopodal. Babcia nie zerwała wszystkich małych jabłuszek, tylko zostawiła je dla ptaków na zimę. Małpka znalazła dla nich inne zastosowanie. Chwyciła parę i zaczęła rzucać w Milkę. Piesek skakał to w jedną to w drugą stronę, uchylając się przed latającymi jabłuszkami, ale i tak niektóre trafiały w białe futerko. Ponieważ były już trochę nadgniłe, kawałki ich poprzylepiały się do sierści i Milka teraz, wręcz straszyła swoim wyglądem. To rozbawiło małpkę jeszcze bardziej.
- Chodź tu natychmiast!!– zawołała do małpki bardzo zdenerwowana – Zaraz przyjdzie tu moja siostra i z nią już tak nie będziesz żartować – dodała i małpka zeszła przestraszona. Usiadła grzecznie obok pieska i spojrzała robiąc smutne oczy.
- Czy twoja siostra mnie wyrzuci? – spytała płaczliwym głosem.
- Co ty. Moja siostra jest tylko straszna jak się mocno broi, ale tak na co dzień to jest fajna i nawet mnie przytula. A gdzie jest twoja rodzina? – zainteresowała się Milka.
- Nie wiem. Ja mieszkam razem z mamą i tatą. Dużo podróżujemy. Wczoraj odeszłam za daleko od domu i rodzice pewnie już odjechali. - westchnęła małpka, a z jej brzuszka wydobyło się dziwne burczenie.
- Nie martw się, możesz pomieszkać w naszej budzie. My chodzimy spać na noc do domu babci, a w dzień chowamy się tu tylko przed deszczem.
- Świetnie - ucieszyła się małpka i znów wskoczyła na Milkę, tym razem żeby jej podziękować. Po chwili jednak tarmosiła za jej wielkie, białe uszy.
- Tylko bez takich – Milka ponownie strząsnęła ją na ziemię. Małpka otrzepała futerko i uśmiechnęła się figlarnie. - Wejdź teraz do budy, a ja przyniosę ci coś do jedzenia, bo to burczenie, chyba zaraz Pyza usłyszy. Tym razem, małe, brązowe zwierzątko posłusznie weszło do budy, a Milka pobiegła po psią karmę. W jej czerwonej misce, było tylko parę suchych kulek. Już wysunęła jęzor, żeby zabrać kilka dla nowej koleżanki, ale kulki od razu poleciały jej do brzuszka. W końcu w jej misce nie było już nic i Milka musiała wziąć trochę karmy od siostry. Rozejrzała się dookoła i nie widząc jej w pobliżu szybko chwyciła w zęby smakowite kawałki i pobiegła z powrotem do budy.
- Hej! - zawołała i parę kulek potoczyło się w kierunku małpki.
- Jedz- powiedziała dumna z siebie Milka, ale zaraz złapała na język najbliższą kulkę, bo tak ładnie pachniała. Małpka wzięła w łapki przyniesione jedzenie, polizała i prychnęła z niesmakiem. Potem rzuciła nim prosto w zdziwioną Milkę.
- Ohyda !– dodała po chwili, zanosząc się ze śmiechu, bo karma trafiła pieska w ucho.- Ja chcę banana! – krzyczała podskakując.
- To ty jesz banany? - zdziwiła się Milka, odbiegając na bok, bo małpka właśnie zsunęła się z dachu budy wprost na nią.
- Pewnie – odpowiedziała skacząc i próbując znów chwycić pieska za ogon. Milce udało się uwolnić od małego intruza. Zrobiła groźną minę, jak to robi jej siostra i nakazała małpce poczekać w budzie. Potem pobiegła pod drzwi domu. Szczekała tam okropnie, aż wreszcie babcia wyjrzała, żeby zobaczyć co się stało. Niezauważona przez nikogo Milka, pobiegła do kuchni, gdzie na blacie leżały cztery, żółte banany. Zastanawiała się właśnie, jak je dosięgnie, gdy zza półki wyjrzała małpka.
- Jak tu weszłaś ? Przecież miałaś zostać w budzie? – dopytywała się Milka, ale małpka już wskoczyła na meble i zajadała banany.
- Zostaw jakiś babci – poprosiła ją Milka, ale ta zdążyła zjeść już wszystkie cztery owoce, a skórkami próbowała właśnie trafić w białe futerko koleżanki. Milka nie wiedziała, czy najpierw gonić rozrabiającą małpkę, czy zbierać z podłogi skórki.
- Wychodzimy! – rozkazała już bardzo zdenerwowana. Małpka właśnie złapała z wersalki leżący tam kocyk i owinąwszy się nim jak peleryną wyskoczyła przez uchylone okno. Babcię zaniepokoiły hałasy i weszła sprawdzić co się dzieje. Idąc do kuchni zobaczyła trzy skórki od bananów i Milkę leżącą po środku, która cofając się z przerażenia nadepnęła na czwartą skórkę i wpadła w poślizg.
- Co tu się dzieje? - krzyczała babcia zbierając skórki. - Milka! Ale Milka skoczyła wprost na drzwi, które się otworzyły i wybiegła do ogrodu. Jeszcze przez chwilę słyszała krzyki babci, gdy chowała się pod krzakiem, najgłębiej jak mogła. Poleżała tak chwilę, zastanawiając się co zrobić z małą, rozbrykaną przyjaciółką. W końcu podjęła decyzję. Wygramoliła się spod krzaczka i poszła opowiedzieć wszystko starszej siostrze. Pyza najpierw przypuszczała, że Milka wymyśliła całą tą historię, ale gdy zobaczyła kolorowy kocyk babci przebiegający koło oczka wodnego, zrozumiała, że to prawda. W ostatniej chwili chwyciła za koniuszek koca, gdy spod niego wysunęła się zaskoczona małpka. Najpierw wyglądała na trochę wystraszoną, ale zaraz uśmiechnęła się, krzyknęła – Cześć! - a potem wskoczyła na Pyzę wołając - Wio piesku! Wio!
- Oj, teraz to ci się dostanie – mruknęła widząc to Milka. Nim jednak Pyza jakoś zareagowała małpki już nie było. Pieski rozglądały się wokół, w poszukiwaniu małego rozrabiaki, gdy do ich uszu dobiegł głos z przejeżdżającego samochodu.
- Uwaga! Zaginęła mała małpka z cyrku! Jeżeli ktoś ją znajdzie prosimy o przyprowadzenie jej do nas! Uwaga! - i samochód odjechał dalej.
- Nie zapominaj, ty mój aniołku, że jeszcze musimy ją złapać- odpowiedziała Pyza i przytuliła siostrę.
Na szczęście po
długich gonitwach, po ogrodzie, wykorzystując babci koc pieskom
udało się złapać małą figlarkę i odstawić do cyrku. Koc
jednak po tych przejściach był w opłakanym stanie. W jednym
miejscu rozdarty, w innym cały ubłocony nadawał się raczej do
wyrzucenia.
Łączna liczba wyświetleń
wtorek, 26 lutego 2013
Zguba
niedziela, 17 lutego 2013
Cyrk
- A czy tam będą groźne zwierzęta? – zapytała, gdy zbliżały
się już do ogrodzenia.
- Pewnie tak, ale my idziemy tylko zobaczyć mniejsze
zwierzątka, występujące w tym cyrku – odpowiedziała cierpliwie Pyza, mimo, że
nie było to raczej jedno z pierwszych pytań siostry.- Do dużych zwierząt nie
podejdziemy, bo są w klatkach po drugiej stronie, a tam pilnują strażnicy.-
dodała już nieco ostrzejszym tonem, by Milce nie wpadło nic głupiego do głowy.
- To jakie zwierzęta zobaczymy? – pytała nadal Milka.
- Nie wiem, w każdym cyrku występują inne zwierzęta. –
Odparła Pyza, ale było widać, że jej cierpliwość się już kończy. – Proszę cię, uspokój
się na chwilę. Pieski, takie jak my, nie powinny wchodzić na teren cyrku. Gdyby
nas ktoś zobaczył, na pewno nas przegoni i nie będzie przy tym miły. Idziemy tu
tylko dlatego, że od wczoraj, kiedy przyjechali, zamęczasz mnie pytaniami-
wyjaśniła Pyza i zaczęła obwąchiwać
ogrodzenie. Milka już miała o coś jeszcze zapytać, ale mina siostry przekonała
ją by tego nie robić. Szła więc cichutko i też wąchała wszystko dookoła.
- Może tu wejdziemy – powiedziała w końcu Pyza, zatrzymując
się przy kolejnej dziurze. – Tu chyba się zmieścisz – dodała, mierząc
wzrokiem Milkę. Po krótkiej chwili i
kilku aj ! łaj ! i ojejku ! pieski znalazły się na terenie cyrku. Po środku
olbrzymiego placu stał piękny, kolorowy namiot, przy którym krzątało się wielu ludzi. Po jednej stronie stały klatki, a w
nich lew, dwa tygrysy, w innej słoń i dalej takie dziwne konie, białe w czarne
paski.
- To zebry – powiedziała Pyza, mimo, że jej siostra nawet
nie zapytała. Milka szła z otwartym ze zdziwienia pyszczkiem. Wszystko ją tu
zadziwiało. Słoń, to największe zwierze jakie widziała, a z królem lwem miała
już do czynienia i nie wspominała tego miło. Na wszelki wypadek, oba pieski,
ominęły klatki szerokim łukiem. Po drugiej stronie było dużo kolorowych
wagoników, w których, jak się okazało mieszkali ludzie. Tu pieski też nie
podchodziły. Postanowiły natomiast zajrzeć na tyły namiotu. Dobiegało stamtąd
znajome szczekanie.
- Tam są pieski – zawołała Milka, której w końcu udało się
zamknąć pyszczek. Okazało się, że w namiocie ćwiczyły przed występem trzy,
pięknie ostrzyżone i wyczesane pudle.
- A może i nie? – stwierdziła, widząc je Milka. Pudle miały
ufarbowane na różowo futerka i wielkie czerwone kokardy zawiązane na ogonkach. –
Raczej na pewno nie – oceniła po chwili Milka.
- A jednak to pieski – odparła Pyza, ale też nie była
zachwycona widokiem, jaki ujrzała. Widząc jednak jeszcze bardziej zdegustowana
minę siostry dodała szybko. – Te pieski, to artyści cyrkowi, dlatego tak
wyglądają.
- Och, rozumiem – powiedziała Milka – to są te kliny co
mówiłaś, że rozśmieszają dzieci.
- Nie kliny, tylko klauni – poprawiła ją Pyza- Nie, to nie są klauni.
-To ja już jednak nic nie rozumiem – stwierdziła Milka kręcąc
przy tym tak mocno mordką, że ślinka, która jej wylatywała, wpadła Pyzie prosto
na łepek.
-Przestań – warknęła, wycierając się – zaraz podejdziemy i porozmawiamy, to
wszystko zrozumiesz.
- Widzisz, w końcu rozumiem, czemu masz taką długą grzywkę –
uśmiechnęła się Milka – żeby nic ci nie wpadło do oczu – dodała i szybko
odskoczyła, bo Pyza warknęła i machnęła w jej kierunku łapą. Szybko jednak
wybaczyła siostrze głupie żarty i pieski podeszły bliżej do różowych pudli.
- Kto was tak urządził? – nie wytrzymała Milka. Trzy różowe
pudle odwróciły się do nich i zawarczały groźnie, pokazując ostre zęby.
- Przepraszam bardzo za siostrę – Pyza ledwo zdarzyła krzyknąć, bo bardzo
zdenerwowane pieski już szykowały się do ataku. – Jest jeszcze bardzo młoda i
nie widziała nigdy takich artystów jak wy – ciągnęła dalej, ratując sytuację.
Pudle trochę się rozluźniły, ale nadal nie były dobrze nastawione do gości.
- To jest miejsce tylko dla artystów – odezwał się w końcu
jeden z nich. – My tu ciężko pracujemy i nie pozwolimy się obrażać – dodał.
- Chciałyśmy tylko popatrzeć chwilę na wasze występy –
poprosiła Pyza. Różowe pudle porozmawiały chwilę i pozwoliły im popatrzeć.
- Tylko cicho i bez gadania – burknął drugi pudel i
rozpoczęli pokaz. Pieski najpierw bawiły się kolorowa piłką, potem skakały
przez różne przeszkody. Na koniec jeden z nich przeskoczył przez kolczaste
kółko. Potem wszystkie jeszcze chwilę potańczyły do muzyki, która była
puszczona z głośników, ukłoniły się i nie oglądając się nawet na swoich gości
wyszły jeden za drugim z wysoko uniesionymi łepkami. Chwilę później zaczęli
znów kręcić się ludzie, więc Pyza i Milka postanowiły wrócić do domu.
- Też mi praca – narzekała wracając Milka – Przecież ja też
tak umiem bawić się piłką, a jak babcia słucha muzyki to i tańczyć potrafię.
Codziennie też skaczę przez różne przeszkody. Nie dam się wprawdzie przerobić w
różową landrynkę z kokardką, ale też jestem prawie artystką – kontynuowała swoje
przemyślenia. Pyza tylko uśmiechnęła się pod noskiem i pobiegła przywitać się z
babcia. Milka pobiegła od razu do swojej koleżanki myszki, żeby opowiedzieć jej
o nowej przygodzie. Gdy po dłuższej chwili dołączyła do nich Pyza, widok jaki
ujrzała, był przedziwny. Na kostce, przed domem siedziała Milka pochylona nad
myszką, która na ogonku miała zaplątany czerwony sznureczek. Ale to nie
wszystko. Główka myszki tkwiła w dziwnej obręczy. Gdy się lepiej przyjrzała
okazało się, że jest to puszka po rybach, od której ktoś oderwał dno. Myszka
szamotała się w potrzasku i piszczała przy tym strasznie.
- Opowiedziałam myszce, o naszej wizycie w cyrku, a potem
chciałam z niej zrobić artystkę – wyjaśniała Milka – Ale ona jak widać się do
tego nie nadaje, bo z piłką i tańcem jakoś sobie poradziła, ale przez obręcz
nie umie skakać. – dodała i chwyciła w zęby stara puszkę. Potrząsnęła
kilka razy łebkiem i biedna myszka
wypadła.
- Nie martw się artystką może nie będziesz, ale jako
przyjaciółkę, będę cię jeszcze bardziej lubiła, bo teraz świetnie pachniesz i smakujesz
– stwierdziła wylizując koleżankę z resztek rybnej konserwy.
sobota, 9 lutego 2013
Bałwanek
W ogrodzie babci
Doty zima zagościła na dobre. Gruba pokrywa śniegu przykryła
wszystkie rośliny. Pieski większość czasu spędzały w budzie.
Gdy trafił się jeden słoneczny poranek, babcia, razem ze swoimi
wnukami, postanowiła ulepić bałwana. Wszyscy ubrali się bardzo
ciepło i wyszli na śnieg. Po krótkich szaleństwach, których
oczywiście nie mogło zabraknąć, zabrali się do lepienia. Chwilę
później dwie wielkie kule stały już jedna na drugiej. Babcia
robiła jeszcze mniejszą kulę na głowę, a chłopcy szukali
patyków na ręce. Pieski też pomagały na swój sposób. Milka
skakała wokół chłopców i co rusz udało jej się liznąć
któregoś po twarzy. Pyza nadzorowała całą pracę, bacznie się
przyglądając. Musiała też co chwilę szczeknąć na siostrę, bo
inaczej parę razy zdarzyłoby się jej wpaść na śnieżne kule i
budowla by się popsuła. Wreszcie bałwanek był gotowy.
- Ale przecież brakuje mu oczu i nosa – zawołał przyglądając mu się Igorek.
- Oczywiście – przytaknęła babcia – zaraz przyniosę marchewkę na nos, a wy poszukajcie dwóch kamyków na oczy. - dodała i podreptała do domu. Wróciła po chwili, ale w ręku niosła kawałek bułki w kształcie palucha.
- Niestety marchewki mi zabrakło, ale to też się chyba nada – powiedziała i wetknęła bułkę w miejsce nosa. Chłopcy znaleźli też kamyki, więc wszystko trafiło na swoje miejsce.
- Piękny – podziwiali przez chwilę swoje dzieło, ale mróz był wielki i trzeba było wrócić do domu. Pieski zmartwiły się, że to koniec zabawy. Pyza wróciła do swoich obowiązków, a Milka została przy bałwanku. Postała tak przez chwilę. Zagadnęła nawet do niego, ale nie doczekawszy się odpowiedzi, podskoczyła do jego patykowej ręki i chwyciła ją w zęby. Zadowolona z siebie poszła ze swoją zdobyczą do budy.
Tam ułożyła się wygodnie i zaczęła swą
ulubioną czynność, obgryzanie patyka. Tak zastała ją Pyza. Od
razu poznała, że jest to ręka lepionego przed chwilą bałwanka. - Milka - warknęła oburzona na siostrę – skąd masz ten patyk?
- No dobrze – Milka odpowiedziała niepewnie. - Zabrałam go bałwanowi. Ale najpierw go spytałam czy mogę, a jak nic nie odpowiedział, to go sobie pożyczyłam. - wyjaśniła i znów zaczęła gryźć patyk.
- Przecież bałwan jest ze śniegu i nie mówi, a chłopcom będzie przykro jak zobaczą, że brakuje mu ręki – wyjaśniła Pyza. Taki argument przemówił do Milki. Zrezygnowana, chwyciła patyczek w pysk i poszła oddać go właścicielowi. Pyza postanowiła przypilnować, by siostra nie rozmyśliła się po drodze. Gdy przybiegła na miejsce, bałwan miał już obie ręce. Jedna niestety była znacznie niżej, od drugiej i zwisały z niej poodgryzane części.

Milka była jednak
bardzo z siebie zadowolona.
- Teraz dopiero wygląda czadowo – zawołała do siostry.
- Tak, jakby chciał powiedzieć „Ręce opadają, jak się patrzy na twoje uczynki” - odparła widząc go Pyza.
- Mnie się podoba – upierała się przy swoim Milka.
- Dobrze, tylko żadnego więcej podgryzania – ustąpiła Pyza i pobiegła w kierunku bramy. Milka mamrocząc coś pod nosem poszła do budy. Po dłuższej drzemce, postanowiła napełnić swój głodny brzuszek. Przechodząc, obok bałwanka, znów podziwiała, jego zwisającą rękę, gdy nagle zauważyła, że coś zmieniło się w jego twarzy. Górna najmniejsza kulka, miała dwoje oczu z kamyków, ale brakowało nosa. Rozejrzała się dookoła i zobaczyła lecącego w oddali kruka, któremu z dzioba wystawała znajoma bułka.
- O, nie ! - krzyknęła zrozpaczona. Już miała pobiec do siostry, żeby o wszystkim ją powiadomić, kiedy uświadomiła sobie, że Pyza oskarży ją o zjedzenie tego nosa.
- Co ja teraz zrobię – powiedziała do siebie i rozejrzała się dookoła. Pyza na szczęście obszczekiwała kogoś przechodzącego po chodniku i nie zauważyła jeszcze bałwana bez nosa.
- Muszę koniecznie coś wymyślić – stwierdziła i pobiegła w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia z tej sytuacji. Obeszła dookoła ogrodzenie, węsząc wszędzie dokładnie.
- Chyba w końcu dorośleje i zaczęła mi pomagać w pracy – pomyślała widząc ją Pyza. Milka skierowała się w okolicę koszy na śmieci, ale i tam niczego nie znalazła. W końcu weszła do pomieszczenia gospodarczego. W rogu na taczce leżał stary, słomiany kapelusz.
- Świetny pomysł z tym kapeluszem – pochwaliła siostrę. - Nie widać mu teraz twarzy, ale rozumiem, że chciałaś dobrze – dodała. Milka, aż podskakiwała z radości. Nie dość, że Pyza nie zauważyła braku nosa, to jeszcze ją pochwaliła. Resztę dnia przebiegło już spokojnie. Pyza, dumna, że siostra tak się napracowała, przy pilnowaniu domu, pozwoliła jej spać w budzie do wieczora. Potem babcia zawołała pieski na noc do domu. Rankiem następnego dnia, przyszła odwilż i po śniegu nie było ani śladu. Milka poszła sprawdzić, co słychać u bałwana. Niestety zastała tam tylko leżący na ziemi stary kapelusz.
- No nie! - krzyknęła – rozumiem, żeby ukraść nos z bułki, ale po co krukowi cały bałwan.
- I jak ja to wytłumaczę Pyzie – dodała i z przerażoną miną poszła do siostry.
piątek, 1 lutego 2013
Bohaterka
- Nie mogę was zabrać, bo gospodarz jest jeszcze trochę zły na Milkę – powiedziała babcia i pokazała ręką, żeby pieski wysiadły. Pyza i Milka odwróciły głowy i udawały, że tego nie widzą.
- Dobrze – skapitulowała babcia – ale musicie być bardzo grzeczne. Wiecie jak lubię wiejskie jajka i serek. Pieski oblizały się na samą myśl o takich smakołykach i przytaknęły głowami.
Gdy dojechali na
miejsce gospodarza nie było i przywitała ich gospodyni.
- Gospodarz jest w oborze – opowiadała gospodyni. - Kupiliśmy dwa dni temu, pięknego, młodziutkiego byczka.
Jak go przywieźliśmy był bardzo
markotny i wcale się nie uśmiechał. Myśleliśmy, że to z
tęsknoty za swoim domem, ale z każdym dniem mu się pogarsza. Nie
chce jeść, a dzisiaj do tego jeszcze wierzga nogami i ciągle coś
niszczy. Nagle z obory dało się słyszeć głośny huk i gospodarz
wybiegł trzymając się za głowę. Gospodyni i babcia podbiegły
w jego kierunku. Nikt nie zainteresował się pieskami, które
wyskoczyły z samochodu i też poszły zobaczyć co się stało.
- Na szczęście to niewielkie skaleczenie – stwierdziła babcia i przykleiła gospodarzowi plaster do czoła. Po chwili mógł już opowiedzieć co się stało.
- Chyba muszę oddać tego byczka – powiedział. - Chciałem obejrzeć, czy coś go nie boli, ale w pewnym momencie wierzgnął nogami tak, że trafił mnie prosto w głowę. Nie wiem co mam teraz zrobić – dodał zdenerwowany.
- Może trzeba jeszcze wezwać weterynarza.- zaproponowała babcia
- Był wczoraj i nic nie stwierdził – odpowiedziała załamana gospodyni i zaprosiła babcię do domu. Gdy za wszystkimi zamknęły się drzwi, pieski wyjrzały zza obory.
- Ty się tu pobaw, a ja pójdę zobaczyć, czy znowu nie ma jakiejś dziury w płocie. Tylko nic nie rozrabiaj i omijaj z daleko tego byczka, bo może ci zrobić krzywdę.- nakazała siostrze Pyza i pobiegła w kierunku płotu. Milka postanowiła najpierw odwiedzić kurki, ale gdy weszła do kurnika, okazało się, że nadal pamiętają jej przygodę z lisem i nie chcą z nią rozmawiać. Potem poszła przywitać się z gąskami i kaczkami, ale i one nie były chętne do rozmowy. Zrezygnowana i przygnębiona usiadła przy drzwiach do obory. Nagle znowu coś huknęło. Drzwi otworzyły się uderzając ją w łepek.
- Łaj! – krzyknęła i rozmasowując bolące miejsce, zajrzała do wnętrza. Pośrodku stał olbrzymi byczek. Miał piękną, lśniącą sierść, a na łbie dwa okazałe rogi. Od razu było jednak widać, że jest cierpiący. Milki nawet nie zauważył. Weszła więc ostrożnie do obory trzymając się od niego z daleka. W kącie zobaczyła stojące trzy krówki. Znała je dobrze i chciała się przywitać. Krówki były wystraszone i przytulone do siebie, a byczek znowu podskakiwał i hałas był tak wielki, że nikt jej nie usłyszał. Milka postała chwilę, aż w końcu odważyła się podejść bliżej do ciepiącego zwierzaka.
- Witam jestem Milka – odezwała się, gdy byczek na chwilę się uspokoił. Spojrzał tylko na nią i znów zaczął wierzgać. Gdy ponownie nastąpiła chwila ciszy, spróbowała jeszcze raz.
- Wiem, że tęsknisz do swojego domu, ale gospodarz i gospodyni są fajni i karmią samymi smakołykami. Tu na samą myśl się oblizała. Byczek przyglądał jej się zdumiony.
- Daj im szanse, może ci się tu spodoba – ciągnęła dalej, ale byczek znów podskakiwał i ryczał, przy tym okrutnie. Milka, aż skuliła się z przerażenia.
- Musisz tylko się grzecznie zachowywać – wydukała jeszcze i w ostatniej chwili zdążyła uskoczyć, bo byczek trafiłby ją prosto w nos. Po chwili zwierzę znów się uspokoiło.
- Ja nie z tęsknoty tak wierzgam tylko z bólu. Boli mnie ząb – powiedział i rozdziawił pysk pokazując Milce swoje uzębienie. Milka mimo strachu, podeszła bliżej i obejrzała dokładnie wszystkie zęby.
- Który to? – zapytała. Byczek dotknął językiem jeden z zębów i zawył z bólu, a potem znów zaczął wierzgać i walić kopytami w ścianę obory. Cały budynek, aż się zatrząsł. Milka na szczęście znów zdążyła odskoczyć na bok.
- Musimy go wyrwać – stwierdziła, gdy nastąpiła chwila ciszy.- Przywiążę do niego sznurek i pociągnę - kombinowała dalej. - Na pewno się uda.
- Możesz robić co chcesz, byleby mnie tak nie bolało – zawołał byczek i znów ryczał z bólu. Milka wybiegła na dwór w poszukiwaniu sznurka. Po chwili wróciła niosąc go w pyszczku. Przywiązanie go do zęba, było bardzo trudne i niebezpieczne, ale w końcu po kilku próbach jakoś się udało.
- Uważaj teraz mocno pociągnę – powiedziała i zaparła się dobrze. Gdy byczek kiwnął głową, że rozumie, sznurek naprężył się i ząb zabolał go strasznie. Oszalałe zwierze szarpnęło łbem i Milka przeleciała, aż pod drugą ścianę stodoły. Leżała tam chwilę bez ruchu i nawet krowy zainteresowały się jej stanem. Jedna z nich podeszła i polizała ją wielkim jęzorem. Milka wstała, choć cały świat wirował jej przed oczami.
- Ale jazda – powiedziała – tak się czułam ostatnio, jak poszłam z Igorkiem i Arturkiem na karuzelę. Wreszcie wirowanie ustało. Milka ruszyła wszystkimi częściami swojego ciała i nie stwierdziwszy obrażeń podeszła do byczka.
- Choć na dwór – rozkazała. - Przywiąże sznurek do płotu. Byczek posłusznie ruszył za nią. Milka przywiązała koniec sznurka do drewnianej sztachetki. Znowu nadeszła fala bólu, bo zwierzę skoczyło i zawyło. Drewniany płotek był bardzo stary i oczywiście nie wytrzymał takiego obciążenia. Cała, jedna część ogrodzenia leżała na ziemi.

- No super, o pysznym jedzonku od gospodyni mogę zapomnieć – stwierdziła widząc to Milka. - Może przywiążemy ten sznurek do tego słupa, co stoi na środku podwórka. - planowała nie bacząc na szkody. - On chyba wytrzyma. Na wszelki wypadek mniej wierzgaj – dodała jeszcze. Byczek spojrzał na nią wściekły. Milka podeszła do słupa, a byczek dreptał za nią uważając by sznurek się nie naprężył. W końcu udało się go przywiązać, ale jak na złość, ból nie nadchodził. Milka czekała chwilę, aż wreszcie znudziło ją to i podeszła do byczka od tyłu.
Złapała w zęby
jego ogonek i ścisnęła z całej siły. To co stało się później
zaalarmowało wszystkich. Z domu wybiegli gospodarze i babcia, a z
drugiego końca ogrodu doskoczyła do nich Pyza. Ich oczom ukazał
się następujący widok. Pośrodku podwórka stał mocno pochylony
słup. Kabel, do niego przyczepiony był urwany i leciały z niego
iskry. Kawałek dalej leżał na ziemi byczek i masował sobie
kopytkiem pysk. Minę miał jednak uśmiechniętą. Obok, na sznurku
dyndał olbrzymi ząb. Gospodarz zaraz zorientował się w sytuacji
. Lekko otumanionego, ale bardzo szczęśliwego byczka wprowadził
do obory.
-
A gdzie jest Milka? - zapytała zaniepokojona Pyza. Obeszła zdenerwowana dookoła i w końcu wywęszyła siostrę leżącą pod stertą skrzynek. Gospodyni i babcia szybko usunęły przeszkodę i wydobyły stamtąd pieska. Okazało się, że ma zwichniętą łapę i trzeba ją zawieźć do weterynarza.
- Czy to ten pies, przez którego pół wsi nie ma prądu? – zapytał lekarz. Potem uśmiechnął się jednak i bardzo delikatnie zabandażował pieskowi łapę. Babcia wraz z poszkodowaną wróciła do gospodarza. Tam okazało się, że byczek opowiedział już o wyczynach Milki. Została uznana za bohaterkę i szybko zapomniano o uszkodzonym płocie i zerwanej linii elektrycznej. Gospodyni naszykowała w nagrodę wielką miskę smakołyków i podstawiła jej pod pysk.
- Może ci pomóc? – zaproponowała siostra.
- Nie dziękuję – odpowiedziała Milka – mnie na szczęście ząb nie boli , tylko łapka – dodała i zaczęła pałaszować podane smakołyki. - Mam nadzieję, że teraz już zawsze będą mnie traktować jak bohaterkę – rozmarzyła się wylizując pyszczek.
czwartek, 24 stycznia 2013
Najlepsiejszy przyjaciel
- No dobrze, dobrze – odezwała się do nich babcia – wezmę was ze sobą. - dodała i otworzyła drzwi bagażnika. Do wsi było niedaleko. Pyza całą drogę wyglądała przez okno. Milka jak zwykle ucięła sobie drzemkę. W gospodarstwie już na nie czekali. Pieski wyskoczyły z samochodu i już miały pobiec do znajomych, ale po minie gospodarza wyczuły, że wydarzyło się coś niedobrego. Usiadły więc grzecznie przy nodze babci i przysłuchiwały się rozmowie.
- Nie mam dzisiaj za dużo jajek – mówił gospodarz – bo od kilku nocy, zakrada się do kurnika jakieś zwierze i porywa moje kury. Miałem ich dwadzieścia – opowiadał dalej – Wczoraj zniknęły dwie i dzisiaj także dwie.
Pieski nie czekały
na dalszy ciąg, tylko pobiegły do kurnika. Weszły do środka i to
co zobaczyły bardzo je zaniepokoiło. Wszystkie kurki siedziały
przytulone do siebie w jednym kącie. Nie było słychać radosnego
gdakania , lecz panowała strasznie nieprzyjemna cisza. Pieski
próbowały pogadać ze znajomymi kurkami, ale te nawet nie ruszyły
się na ich widok. Wizyta w gospodarstwie nie przebiegała radośnie
jak zwykle. Kurki w ogóle nie wyszły na dwór, a gąski i
kaczuszki, nie chciały z nimi rozmawiać, bo musiały pilnować
swoich dzieci i przez cały czas rozglądały się ze strachem.
Świnki i krówki nie bały się ataku nieznajomego zwierzęcia, ale
było im smutno, że inni cierpią i też nie miały ochoty na
zabawę. Nadeszła pora powrotu do domu.
- Szkoda, że nie mamy pieska, może przypilnował by naszych zwierząt – powiedziała gospodyni, żegnając swoich gości
- Mogę zostawić wam Pyzę na jedną, albo dwie noce – wymyśliła babcia.
- Świetny pomysł – ucieszył się gospodarz, który właśnie podszedł do samochodu.
- Ja zostanę, ja zostanę! – wykrzykiwała Milka i skakała wokół babci. Podskakiwała tak wysoko, że nawet udało jej się polizać babcię w policzek. Jej podskoki i szczekanie były tak wymowne, że babcia od razu zrozumiała o co chodzi.
- Dobrze – powiedziała – zostawię wam Milkę, bo widzę, że bardzo tego pragnie.- Tylko pamiętaj nie przynieś mi wstydu – dodała jeszcze. Pyza także dawała rady siostrze.
- To duży obowiązek – mówiła do niej - Nie możesz zasnąć, ani na chwilkę. I nie rób nic głupiego – krzyknęła jeszcze zanim babcia zamknęła drzwi samochodu. Milka siedziała dumna przy bramie gospodarstwa, patrząc na oddalający się samochód.
- Będę bardzo dzielna – postanowiła i zaczęła robić obchód, tak jak uczyła ją Pyza. Gdy upewniła się, że wszystko jest w porządku, usiadła pod drzwiami kurnika. Po chwili z domu wyszła gospodyni. Wyniosła miskę pełną jedzenia. Nie była to jednak sucha karma, tylko przepięknie pachnące, dwie kostki z dużą ilością mięska.
- To dla ciebie piesku – powiedziała gospodyni i podstawiła Milce pod pyszczek. Uczta była wspaniała. Milka dawno nie jadła takich smakołyków. Po chwili miska była pusta. Milka najchętniej położyłaby się teraz na drzemkę, ale pamiętała, że nie może zawieść siostry i babci, więc znów wyruszyła na obchód. Na dworze zrobiło się już ciemno. Oczy pieska są jednak bardzo dobre i nawet w nocy wychwycą każdy szczegół. Nic się nie działo, Milka znów usiadła obok kurnika. Była już bardzo zmęczona i z trudem unosiła powieki.
Nie zasnę –
mówiła do siebie. Nagle usłyszała jakiś szelest dochodzący
spod ogrodzenia. Pobiegła tam czym prędzej. Przez niewielką
dziurę w płocie dostał się na teren gospodarstwa jakiś
zwierzak. Milka podeszła niepewnie, aby mu się przyjrzeć
dokładniej. Wyglądał trochę jak pies, miał piękną rudą
sierść i długi puszysty ogon. Stał gotowy do skoku i też
przyglądał się pieskowi.- Cześć piękna – odezwał się w końcu. Kim ty jesteś? - zapytał bardzo miłym głosem.
- Ja jestem Milka - odpowiedziała grzecznie Milka, tak jak nauczyła ją Pyza. Jestem pieskiem i tu pilnuję. A ty kim jesteś?
- Ja też chciałem tu popilnować, bo wiem, że gospodarz nie ma pieska.
- To bardzo ładnie z twojej strony - odpowiedziała Milka uśmiechając się do nieznajomego. - Ty pewnie jesteś jamnikiem, ba masz krótkie nogi i długie ciało. Ale twój ogon jest piękny – dodała przyglądając się pięknej rudej kicie.
- Tak, oczywiście – powiedział nieznajomy. Ale twój ogonek jest o wiele piękniejszy i w ogóle cała jesteś taka piękna – dodał i też się uśmiechnął. Milka była cała szczęśliwa. Jeszcze żaden obcy pies nie mówił jej takich rzeczy. Zarzuciła zalotnie łebkiem i znów przyjrzała się nieznajomemu.
- Dziwnie pachniesz – stwierdziła.
- To przez to, że mieszkam w lesie, a nie tak jak ty w gospodarstwie. Nie mam domku, tylko sypiam pod krzakami – wytłumaczył się prędko nieznajomy. Milce zrobiło się go szkoda.- Może popilnujesz ze mną, to podzielę się z tobą jedzeniem – zaproponowała. Gospodyni ma tu same smakołyki.
- Wiem coś o tym – nieznajomy oblizał się po mordce. - Widzę, że jesteś bardzo zmęczona, więc może ja popilnuję, a ty położysz się i odpoczniesz. Milce nie trzeba było tego powtarzać.
- Bardzo chętnie – odpowiedziała i ułożyła się do snu. Nieznajomy udał się na obchód.
- To będzie mój najlepsiejszy przyjaciel – pomyślała Milka i zasnęła . Rano obudził ją straszny hałas. Okazało się, że stał nad nią gospodarz i kilka kurek. Były tam też kaczuszki i gąska ze swoimi dziećmi. Wszyscy coś krzyczeli, więc w pierwszej chwili Milka nie mogła zrozumieć co się stało. W końcu do niej dotarło. Zasnęła i przespała całą noc, a z kurnika znów zginęły dwie kury. Na pyszczku Milki malowało się przerażenie. Znowu zawiodła. Nie upilnowała kurek. Było jej bardzo wstyd. Spuściła głowę i poszła schować się pod krzakiem. Tak schowaną i smutną zastała ją tu Pyza, która właśnie przyjechała z babcią. Milka opowiedziała wszystko siostrze z najmniejszymi szczegółami, nie rozumiejąc, gdzie popełniła błąd.
- To był mój najlepsiejszy przyjaciel – zakończyła sprawozdanie z nocnej przygody. Pyza tylko pokręciła łebkiem.
-
To nie był twój żaden najlepszy przyjaciel – wykrzyknęła oburzona. - To był lis, a nie jamnik. Oszukał cię, żeby porwać kury. Jak mogłaś tego nie zauważyć?
Milka miała
szeroko otwarte oczy ze zdziwienia. Zrozumiała właśnie, że dała
się oszukać przebiegłemu lisowi. Babcia przeprosiła gospodarzy
za swojego psa i obiecała wypożyczenie Pyzy, gdyby jeszcze lis miał
nachodzić ich gospodarstwo. Dzięki Milce gospodarz znalazł dziurę
w płocie, którą dostawał się do środka lis i od razu ją
załatał.
- Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło- mówił żegnając babcię i pieski.
Całą drogę
Milka nie odzywała się do siostry. Widać było, że nad czymś
bardzo rozmyśla.
- Ale powinnaś być ze mnie dumna – odezwała się do Pyzy, gdy już dojechały – Jestem bardzo odważna i nawet lisa się nie bałam – dodała, bo Pyza nie zrozumiała o co jej chodzi. Pyza pokiwała główką i pobiegła do swoich zajęć. Milka ułożyła się wygodnie na drzemkę.
- No i mu się spodobałam – dodała rozmarzona – Ach jaki to mógł być mój najlepsiejszy przyjaciel – pomyślała jeszcze i zasnęła.
wtorek, 15 stycznia 2013
Nie wolno kłamać
- A gdzie jest moje mięsko? - spytała, widząc w swojej niebieskiej misce, tylko suchą karmę.
- Babcia dzisiaj chyba o nim zapomniała – odpowiedziała Milka, ale nie odważyła się spojrzeć siostrze w oczy. Pyza natomiast przyjrzała jej się dokładnie i od razu zauważyła resztki mięska na jej pyszczku.
- Nie wolno kłamać – odezwała się oburzona – To bardzo nieładnie. Milka spuściła łepek, ale nie przyznała się do kłamstwa.
- To ja pobiegnę trochę popilnować przy bramie, a ty tu sobie jedz spokojnie – krzyknęła szybko odbiegając. Pyza z niezadowoleniem kiwnęła łebkiem i zaczęła zjadać swoje śniadanie.
- Muszę jej dać nauczkę, żeby więcej nie kłamała – pomyślała chrupiąc karmę. Milka w tym czasie wcale nie poszła pracować, tylko pobiegła do swojej koleżanki myszki.
- Myszko choć się pobawimy – zawołała w kierunku jej norki. Mała myszka wysunęła główkę.
- Nie mogę, bo mama kazała, mnie i mojemu bratu, posprzątać w swoim pokoju – powiedziała ze smutkiem.
- Powiedz, że już posprzątałaś – podpowiedziała jej Milka.
- Ale przecież to nie prawda? – zdziwiła się myszka.
- Nie martw się, trochę się pobawimy, a jak wrócisz to już twój brat wszystko posprząta. Mama się nie dowie.
Myszkę nie
trzeba było długo przekonywać. Po chwili obie koleżanki biegły
już w kierunku górki pokrytej śniegiem. Pyza przysłuchiwała się
całemu zajściu z niezadowoleniem. W końcu bardzo zamyślona
wróciła do swojej pracy. Od czasu do czasu dobiegały do niej
odgłosy bawiących się w najlepsze koleżanek. Gdy nadeszła pora
obiadu Milka i myszka poczuły, że ich brzuszki zrobiły się już
puste.
- Jestem już
bardzo głodna – powiedziała myszka – Musimy już wracać.
Milka przytaknęła i obie pobiegły w kierunku norki. Tam się
pożegnały i Milka skierowała się do miejsca, gdzie stały psie
miski. Stanęła jednak jak wryta, gdy zobaczyła tam tylko pustą
niebieską miskę Pyzy.
- A gdzie jest
moja miska?- krzyknęła – Gdzie mój obiadek? Obwąchała
wszystko dookoła, ale nigdzie nie znalazła swojej czerwonej miski.
Bardzo zdenerwowana pobiegła opowiedzieć wszystko siostrze. Pyza
wysłuchała jej historii, ale nie przejęła się nią zbytnio.
- Można by
pomyśleć, że ktoś ci ukradł tą miskę, ale przecież ty cały
czas pilnowałaś przy bramie, więc nikt nie mógł się dostać do
środka. - powiedziała na koniec Pyza i wróciła do swoich
obowiązków. Milka spuściła łepek i podreptała z powrotem do
myszki.
- Myszko jestem
taka głodna, a ktoś chyba ukradł moją miskę z obiadkiem –
zawołała do koleżanki. Po chwili z norki wysunęła się główka
myszki.
- Ja niestety
też jestem głodna. Moja mama dowiedziała się, że ją okłamałam
i nie dostałam za karę obiadu. - pożaliła się Milce,koleżanka
– A mój brat, za to, że tak pięknie posprzątał dostał w
nagrodę nasze ulubione ciasteczka owsiane. - dodała myszka,
wzdychając na samą myśl, co ją ominęło. Nie będę już więcej
kłamała.- powiedziała wreszcie rozzłoszczona i weszła z
powrotem do norki. Milka zastanowiła się chwilę nad tym co
usłyszała od swojej koleżanki.
- Przecież to
tylko jedno małe kłamstewko – powiedziała do siebie i ułożyła
się wygodnie pod dachem. Nagle usłyszała głośne burczenie w
swoim brzuszku.
- No może dwa
małe kłamstewka – przypomniała sobie po chwili. Już miała
zasnąć, gdy znowu zaburczało jej w brzuszku.
- No dobrze,
może trzy kłamstewka licząc jeszcze to myszki – mruknęła do
siebie. O spaniu nie było mowy. Brzuszek Milki tak głośno
burczał, że chyba wszystkie okoliczne pieski to słyszały.
Wreszcie Milka wstała i pobiegła do Pyzy.
- Przepraszam,
to ja zjadłam twoje mięsko, dziś na śniadanie – Przyznała się
siostrze. Już miała odchodzić, gdy znów rozległo się donośne
burczenie.
- No dobrze i
nie pilnowałam bramy, tylko się bawiłam – dodała szybko, a nie
czekając na ponowne odgłosy dochodzące z jej głodnego brzuszka,
obiecała, że nigdy już nie będzie kłamała. Pyza była
zadowolona. Wyjaśniła siostrze, że jej czerwoną miskę schowała
za koszami na śmieci.
- Dobrze, że
jej nie powiedziałam, jak namówiłam myszkę do kłamstwa, bo to
by tak łatwo nie przeszło – pomyślała Milka wcinając ze
smakiem swój obiadek.- Jedno jest pewne – nasunęło jej się po
chwili – Z moim brzuchem nie nadaję się na kłamczuchę.
niedziela, 6 stycznia 2013
Król lew
- Pieski nie
mogą wchodzić do Zoo – powiedziała, widząc je babcia. Jednak
Pyza i Milka ani myślały o wysiadaniu. Rozłożyły się wygodnie
i udawały, że już zasnęły.
- No
dobrze – ustąpiła w końcu babcia. Ale poczekacie grzecznie
przed Zoo – dodała i uruchomiła silnik. Pieski od razu się
podniosły, wychyliły łebki nad tylne siedzenie i polizały
radośnie, obu siedzących tam chłopców. Podróż minęła szybko.
Babcia pomogła wysiąść Arturkowi i Igorkowi, a potem otworzyła
bagażnik i wypuściła swoje pupile.
- Musicie tu
grzecznie czekać – nakazała im i poszła z chłopcami do Zoo.
Milka i Pyza usiadły grzecznie przy samochodzie. Duże miasto było
dla nich przerażające, więc raczej nie zamierzały się nigdzie
ruszać. Zoo było jednak bardzo duże i wizyta babci i chłopców
strasznie się przedłużała. Milka zmieniała swoją pozycję już
kilka razy. Chwilę się nawet zdrzemnęła, ale odgłosy wokół
szybko ją obudziły. W końcu znudziła się już tak bardzo, że
postanowiła rozprostować nóżki.
- Przejdę się
tylko kawałek – powiedziała i odbiegła zanim Pyza zdążyła
odpowiedzieć, że się nie zgadza. Milka poszła wzdłuż
ogrodzenia. Nagle zobaczyła w siatce dziurę. Była idealnie taka,
że udałoby się przez nią prześlizgnąć. Nie zastanawiając się
długo, wsunęła najpierw łepek, a potem przeszła cała.
Pamiętała, jak Pyza opowiadała jej, że mieszkają tu groźne
zwierzęta. Bardzo cichutko podeszła do pierwszej napotkanej
klatki. W środku leżał wilki kot. Miał wprawdzie dziwną grzywę
wokół pyska, ale leżał z zamkniętymi oczami i nie wyglądał
wcale groźnie.
- Też mi
groźne zwierzęta – Milka powiedziała do siebie – Przecież to
tylko trochę większy kotek – dodała jeszcze i zaczęła się
wolniutko oddalać, kręcąc przy tym łebkiem. Nagle zwierzę w
klatce podniosło się i pokazało się pieskowi w całej
okazałości.
-Łał –
wyrwało się Milce i już więcej nic nie mogła powiedzieć, bo
dolna szczęka trochę jej opadła. Po chwili jednak doszła do
siebie.
- No może
trochę duży kotek jesteś, ale żeby zaraz groźny, to chyba nie –
powiedziała do siebie, ale na tyle głośno, że dziwne zwierze
usłyszało i podeszło do kraty.
- Ja jestem lew
– odezwało się do Milki - Jestem królem zwierząt. Milka
stanęła jak wryta.
- Ja się nie
zgadzam, żeby moim królem był kot – odpowiedziała odważnie –
Kotka można fajnie pogonić po ogródku mojej babci, ale żeby był
królem wszystkich zwierząt, to chyba jakaś bujda. Król powinien
być najstraszniejszy – dodała jeszcze – a ja się ciebie nie
boję.
-Uuuuuuuu! -
rozległ się straszny ryk, a pęd wydychanego powietrza zdmuchnął
przerażonego pieska z chodnika. Milka przekoziołkowała parę
razy, a gdy już się zatrzymała, stanęła na swych trzęsących
się czterech łapach. Nie oglądając się ani na chwilę za
siebie, popędziła najszybciej jak mogła. Nie zauważyła nawet
jak przedostała się przez dziurę w płocie. Zatrzymała się
dopiero obok swojej siostry. Łapki trzęsły jej się nadal.
Dyszała bardzo szybko, bo dawno nie biegała z taką prędkością.
- Dobrze, że
przybiegłaś tak szybko, bo babcia z chłopcami zaraz tu będzie –
powiedziała do niej Pyza, myśląc, że siostra tak zareagowała na
jej wołanie. Babcia właśnie podeszła do samochodu. Widząc swoje
pieski siedzące, tak jak je zostawiła, pochwaliła je i
pogłaskała. Potem wszyscy wsiedli do samochodu i rozpoczęli
podróż powrotną do domu. Pyza, jak zwykle zaczepiała chłopców,
a oni odwracali się do niej i głaskali ją po pyszczku. Milka całą
drogę była bardzo cicha. Leżała skulona i wyglądała, jakby
spała. Nikt jednak nie zauważył, że ciągle trzęsie się
jeszcze ze strachu. W końcu samochód się zatrzymał. Babcia
weszła z chłopcami do domu, a Milka i Pyza pobiegły do swoich
misek. Jadły w milczeniu, ale nie było to wcale dziwne, bo były
bardzo głodne. Potem Pyza pobiegła zrobić obchód wokół domu i
Milka została sama. Nadal miała przed oczami rozwścieczonego,
wielkiego lwa i nadal słyszała ten przeraźliwy ryk. Na jej białym
pyszczku widać było przerażenie. Nagle. zza leżącego tam drewna
kominkowego. wybiegła gromada myszek. Wszystkie biegły bardzo
szybko i miały podobnie jak ona przerażoną minkę.
-Co się
dzieje? – zawołała do nich Milka.
- Goni nas
jakiś wielki, obcy kot – odkrzyknęła jedna z nich i już ich
nie było widać, bo wbiegły, przez dziurę do garażu. Milka
usłyszała nadbiegające zwierzę. Od razu pomyślała, że też
musi się gdzieś ukryć. Co sił w łapkach, popędziła do Pyzy.
-Pyza uciekaj!
– krzyczała już z daleka. - Chyba trochę zdenerwowałam naszego
króla i teraz on uciekł z Zoo i przybiegł tu, aby mnie dorwać –
wytłumaczyła chowając się za siostrą. Pyza już nie raz
słyszała taki krzyk Milki i choć tym razem jej przerażenie
wydawało się jakieś większe, to nie ruszyła się z miejsca
- Szybko
wytłumacz mi o co chodzi – nakazała. Milka wsunęła się
głębiej za krzaczek i opowiedziała Pyzie o przygodzie w Zoo i o
uciekających myszkach. Nawet spróbowała naśladować ten straszny
lwi ryk, ale nie wyszło jej to za dobrze. Pyza już miała
odpowiedzieć co o tym myśli, gdy dobiegł do nich dźwięk
zbliżającego się z dużą szybkością zwierzęcia. Po chwili
przed nimi stał zaskoczony ich obecnością, bury kot.
- Co ty tu
robisz w naszym ogrodzie?! – warknęła na niego Pyza.
- Właśnie
goniłem moją kolację – odparł kot, ale minę miał nie za
tęgą. Wystraszył się bardzo tych dwóch nieznajomych psów,
pomimo że tylko jeden stanął mu na drodze, a drugi obserwował
wszystko zza krzaka.
- To jest nasz
ogród i my go pilnujemy, a mieszkające tu myszki to nasze
przyjaciółki, a nie żadna kolacja – powiedziała ostro Pyza i
zrobiła groźną minę.
- Pomyśleć,
że ja miałam ją za najgroźniejsze zwierze, gdy tak wygląda –
zamruczała do siebie Milka. Bury kot wystraszył się jednak Pyzy,
bo jednym susem przeskoczył ogrodzenie i już go nie było.
- No widzisz,
to nie lew, tylko jakiś zabłąkany kot – powiedziała Pyza i
przytuliła siostrę. Po chwili doszła do wniosku, że jest już z
nią wszystko w porządku, więc wróciła do swoich zajęć. Milka
postanowiła nie wychodzić jednak spod krzaczka, tylko tam zrobiła
sobie drzemkę. Po wrażeniach dzisiejszego dnia zasnęła od razu
snem bardzo twardym. Po jakimś czasie podniosła zaspane powieki i
ujrzała nad sobą pochyloną głowę kota. Nim uświadomiła
sobie, że to tylko jej znajomy, mały kotek sąsiadów, zerwała
się na nogi i zawarczała groźnie.
- To ja już
nie jestem twoim przyjacielem> – zamruczał wystraszony kotek.
- Jesteś,
jesteś – odpowiedziała, już znacznie spokojniejszym tonem Milka
– Tylko nigdy na mnie nie rycz – dodała po chwili. Jej mały
przyjaciel zrobił bardzo zdziwioną minę.
- No i mam
nadzieję, że będziesz o mnie pamiętał, jak już zostaniesz tym
królem – powiedziała do siebie, lecz kotek nadal nie wiedział o
co jej chodzi.
- A swoją drogą. to nie za mądry ten nasz przyszły król, jak sam nie wie, że nim będzie - przemknęło jej jeszcze przez myśl.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











