Łączna liczba wyświetleń

sobota, 13 lipca 2013

Przed bitwą





Pieski uwielbiały wiosnę. W ogrodzie ciągle się coś działo i nawet Milka nie narzekała na nudę. Babcia każdą wolną chwilę spędzała na wyrywaniu chwastów i przesadzaniu roślinek. Często przyjeżdżali też jej dwaj mali wnukowie i wtedy wszędzie słychać było odgłosy świetnej zabawy.

Tego ranka Milka i Pyza robiły jak zwykle obchód wokół całego ogrodu. Pyza dokładnie obwąchiwała każde miejsce, a jej młodsza, ale znacznie większa siostra, biegła tuż za nią. Była tak zaspana, że co rusz potykała się o własne łapy.
- Już się zmęczyłam tą pracą- powiedziała w końcu przy kolejnym potknięciu.
- No chyba żartujesz – zganiła ją Pyza – przecież dzień dopiero się rozpoczął.
-  Wiem, wiem, ale jeszcze nie było śniadania, a ja z pustym brzuszkiem nie mogę pracować.
- Babcia wyjechała gdzieś rano samochodem – wyjaśniła Pyza.
- To nie będzie dzisiaj pysznego jedzonka – Milka stanęła jak wryta, a jej lekko zaspane oczy otworzyły się szeroko.
-  Nie martw się, na pewno o nas nie zapomniała – pocieszała ją Pyza, ale okazało się to niepotrzebne, bo właśnie otworzyła się brama i przed dom zajechał samochód babci. Pieski podbiegły zaciekawione. Babcia szybko wysiadła, poklepała obie pupilki po łebkach i popędziła do domu. Po paru minutach pojawiła się znowu niosąc w dłoniach psie miski wypełnione po brzegi suchą karmą, a na szczycie każdej z nich leżała kostka mielonego mięska. Odstawiła je szybko na miejsce i bez żadnego słowa, i w pośpiechu, znów wróciła do domu. Zawsze chwilę poświęcała na głaskanie swoich pupili.
- Babcia jakaś dżżywna dżżiszaj – odezwała się Milka z pełnym pyszczkiem jedzenia.
-  Mmmm chmmmm – odpowiedziała Pyza nie podnosząc nawet łepka do góry.
Po skończonym śniadanku, wylizując sobie futerka, znowu zaczęły zastanawiać się nad zachowaniem babci. - Może będziemy mieli gości i babcia szykuje się na ich przyjazd – zagadnęła Pyza.
- Tak, dawno nie było u nas chłopców, a ja tak lubię się bawić w gonienie, skakanie i chowanie.
Nagle po drugiej stronie ogrodu rozległy się jakieś hałasy. Pieski z wielkim szczekaniem natychmiast pobiegły to sprawdzić. Po chwili już były przy oczku wodnym i ze zdziwieniem przyglądały się, co się tam dzieje. Okazało się, że babcia robi coś dziwnego za oczkiem, przy żywopłocie. Pocąc się i sapiąc przenosiła bloczki betonowe.
-  Chyba będzie coś budować? - wymyśliła Pyza. Zwierzątka ułożyły się wygodnie po drugiej stronie wody i przyglądały się pracującej babci. Nie ruszały się ani na krok, więc nawet nie zauważyły jak przyszedł Jacek, brat babci i też zabrał się za budowanie.
-  Ciekawe co to będzie? - Milka spojrzała pytająco na siostrę.
- Nie mam pojęcia – Pyza odrzekła w końcu kręcąc ze zdziwienia łebkiem. - Nic mi to nie przypomina – dodała jeszcze. Po paru godzinach ciężkiej pracy za oczkiem wodnym powstał sporej wielkości mur. Babcia i jej brat wrócili do domu. Milka i Pyza podeszły do tej dziwnej budowli. Obwąchały wszystko dookoła, ale nadal nie wiedziały do czego może ona służyć.
-  Może ktoś nas będzie atakował i babcia buduje mury obronne – podsunęła pomysł Milka. Siostra spojrzała na nią z niedowierzaniem, ale nic nie odpowiedziała. Reszta dnia przebiegła normalnie. Pyza pracowała stróżując jak zwykle, a Milka ukryła się w krzakach i zasnęła. Śniło jej się, że walczy na murach z jakimś strasznym potworem, który postanowił wedrzeć się do ogrodu. Wieczorem leżąc już na swoim miejscu zagadnęła do Pyzy.
- Musimy poprosić wszystkich znajomych o pomoc. Na pewno zaatakuje nas coś strasznego, jak babcia postanowiła zbudować mur obronny – dodała i przypomniawszy sobie potwora ze snu, wtuliła się bardziej w kąt posłania.
-  Chyba masz rację – odparła Pyza, ale ton jej głosu zdradzał, że nie jest do końca tego pewna. Rano babcia z bratem znów zaczęli krzątać się przy budowli.
-  Może jednak poczekajmy i zobaczmy co z tego będzie – powiedziała Pyza przyglądając się ich pracy.

- Ja nie zamierzam czekać – obruszyła się Milka i pobiegła obrażona na siostrę.
- Ktoś tu musi być mądrzejszy – mruczała do siebie. Pobiegła najpierw do swojej przyjaciółki myszki. Bardzo zdenerwowana opowiedziała jej o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Puściła troszkę wodze swojej fantazji i opisała dokładnie potwora ze swojego snu, olbrzymiego z dwoma głowami, ziejącymi ogniem. Zapomniała jednak dodać, że to tylko jej się przyśniło. Historia Milki była tak przerażająca, że mała szara myszka z krzykiem pobiegła zawiadomić całą rodzinę.
 Biały piesek zadowolony z siebie podszedł teraz do krecika.
Tutaj nie poszło mu jednak tak dobrze.
-  Mogę wam pomóc, ale tylko nocą, bo światło dzienne mi przeszkadza – odpowiedział krecik wysłuchawszy wszystkiego.
- Wody też nie lubię, więc nie zbliżam się w okolicę oczka, a pod ziemią i tak jestem bezpieczny – dodał jeszcze i zniknął w swoim kretowisku. Niepocieszona Milka popędziła do altanki obrośniętej winogronem. To tam zrobiły sobie gniazdka mieszkające w ogrodzie kosy.

 Mama kos właśnie wysiadywała swoje jajeczka. Bardzo przeraziła ją historia Milki, tym bardziej, że potwór z jej opowieści miał już trzy głowy i był wielki jak dwa domy. Skończywszy opowieść, tym razem piesek nie czekał na decyzję ptaszków tylko pobiegł dalej. Za kompostownikiem, w swojej norce mieszkał szczurek. Był już stary i rzadko wychodził gdzieś dalej. Całe dnie wygrzewał się na słoneczku. Nie wystraszył się tak łatwo jak inne zwierzątka, bo nie jedno już przeżył. Nie odmówił jednak pomocy i obiecał, że zbada tą sprawę dokładnie. Zadowolona z siebie Milka wróciła do siostry.
Zastała ją ciągle pilnującą babci i jej brata. Za oczkiem widniała już wielka budowla. Cały zbudowany poprzedniego dnia mur był przykryty olbrzymią ilością kamieni.
- To będzie straszna bitwa – stwierdziła widząc to Milka. - Pewnie będą rzucać tymi kamieniami w potwora – dodała lekko drżącym ze strachu głosem. Pyza nadal nie była pewna, czy to może być prawda, więc tylko pokręciła główką. Noc była bardzo ciężka dla piesków. Milce znów śnił się potwór. Miał już cztery głowy i chciał ją złapać. Wierzgała więc tak bardzo nóżkami i dyszała uciekając przed nim, że Pyza parę razy budziła ją z tego koszmaru, aż wreszcie zrezygnowana przeniosła się na podłogę i tam zasnęła bardzo zmęczona. Rano oba pieski były niewyspane. Szybko zjadły śniadanko i popędziły sprawdzić co się dzieje w okolicach dziwnej budowli. Okazało się, że nie były tam same. Babcia z wujkiem Jackiem już pracowali. Brat babci przerzucał kamienie, a babcia wrzucała do oczka jakąś maszynę , od której odchodziły dziwne rurki i kabelki.
- To pewnie będzie jakoś strzelało – stwierdziła widząc to Milka. Na pobliskich drzewach rozsiadły się ptaki i bardzo głośno dyskutowały między sobą.

Obok pod krzaczkami do walki szykowała się cała rodzina myszek, mieszkająca w ogrodzie. Dalej zajął pozycję stary szczur i po jego mince widać było, że też jest zdenerwowany. W oddali powstały trzy nowe kretowiska i raz w jednym pojawiała się główka kreta, to znowu z drugiego wyglądał inny kret, aż wreszcie z trzeciego wyjrzały małe kreciki, ale te szybko mama kret wciągnęła pod ziemię. Babcia też była trochę zdenerwowana.
- Ciekawe, czy wszystko zadziała – zapytała brata.
- Nie martw się. Na pewno wszystko będzie dobrze, zobaczysz – odpowiedział jej ciężko dysząc ze zmęczenia. Atmosfera robiła się już nie do zniesienia. Ptaki latały wokół zdenerwowane, myszki krzątały się dając ostatnie rady najmłodszym. Nawet Pyza uwierzyła, że wydarzy się zaraz coś strasznego. Postawiła uszy i nasłuchiwała, a jej oczy dokładnie sprawdzały każdą część ogrodu.
W końcu babcia i Jacek skończyli przygotowania. Stanęli po przeciwnej stronie oczka i przyglądali się swojemu dziełu.
-  To co? Włączyć? - krzyknęła babcia trzymając w ręku dwa kable.
- Tak – odpowiedział jej brat. W tym momencie w ogrodzie zapanowała głucha cisza. Ptaki nagle przestały latać i ucichły. Myszy siedziały tak cichutko, że nikt nie domyśliłby się, że było ich tu aż tak dużo. Kreciki ze strachem w oczach spoglądały w kierunku oczka wodnego. Szczurek nie okazywał zdenerwowania, ale też ani nie drgnął. Milka przytuliła się do Pyzy. Babcia wolniutko połączyła oba kable. Oboje z bratem czekali co się teraz stanie. Wszyscy mieli wzrok utkwiony w nowej, przedziwnej budowli. Nagle rozległo się głośne bulgotanie, a w końcu po kamieniach popłynęła woda. Płynęła z samej góry, rozdzielając się na kilka strumieni, potem znów się łączyła i wreszcie z pluskiem wpływała do strumyka, a stamtąd do oczka wodnego. Babcia uradowana, aż klasnęła w ręce.
- Jest pięknie, dziękuję ci braciszku – wołała uśmiechając się od ucha do ucha. Nie zauważyła nawet jaki hałas rozległ się dookoła niej. Ptaki znów latały, przyglądając się i przekrzykując się nawzajem. Myszki podeszły bliżej i kropelki spadającej wody ochlapywały im futerka. Kreciki zobaczywszy wodę pochowały się w pośpiechu. Nad oczkiem nadal siedziały, przyglądając się temu, zaskoczone, Pyza i Milka.
- A cóż to jest do licha – wykrztusiła z siebie Milka.
-  Nnnie wiem – kręciła łebkiem Pyza.

-  To wodospad – odpowiedział im stary szczurek. - Pochodzę z rodziny szczurów wędrownych, więc nie jedno już widziałem.
- To jest wodospad – powtórzył jeszcze raz, bo Milka i Pyza wyglądały na bardzo zdezorientowane. Ponieważ pieski nadal nic nie mówiły wyjaśniał dalej.
 Taki wodospad służy do oglądania. Ale także ptaki mogą się w nim kąpać, pieski też mogą ochłodzić się pod nim w gorące dni. - dodał i podszedł bliżej, a kropelki wody odbiły się od jego futerka. Babcia popatrzyła jeszcze chwilę z zadowoleniem i poszła, razem z bratem do domu. W ogrodzie zaczęła się dopiero zabawa. Wszystkie zwierzątka kąpały się w wodzie, chlapiąc przy tym strasznie i śmiejąc się do siebie. Tylko Milka wyglądała na niepocieszoną.
- Może i my się trochę pochlapiemy – powiedziała, widząc to jej siostra.
- No wiesz, mycie to nie zabawa, tylko ciężka praca. A ja tak jak kreciki wolę chyba zakopać się w ziemi- odparła i pobiegła w kierunku swoich ulubionych krzaków.
- No tak, zapomniałam, że ją do mycia trzeba długo przekonywać – uśmiechnęła się Pyza i dołączyła do bawiących się zwierzątek.

wtorek, 28 maja 2013

Jak zostać żabą



Słońce było już wysoko na niebie, gdy Milka wygramoliła się ze swojej kryjówki w tujach. Rozejrzała się naokoło, czy nie nadchodzi jej siostra. Nie ujrzawszy jej nigdzie, przeciągnęła się i ruszyła w kierunku misek, coś przekąsić.

  • Ale nudy- powiedziała do siebie. - Muszę koniecznie znaleźć kogoś, kto się ze mną pobawi – mruknęła i zajęła się jedzeniem. Nigdy nie zajmowało jej to wiele czasu, więc już po chwili stała nad pustą miską oblizując się swoim wielkim, różowym językiem. Nadal zastanawiała się nad towarzyszem zabaw. Pyzy wolała nie pytać, czy się z nią pobawi, bo wiedziała co odpowie na to jej starsza siostra.- Jesteś już taka duża, że powinnaś mi pomagać przy pilnowaniu, a nie ciągle myśleć o zabawie. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym i znów rozejrzała się nerwowo. Uspokojona, postanowiła odwiedzić najpierw swoją koleżankę myszkę. Niestety w jej norce nie zastała nikogo.
  • Może pobawię się ze ślimakiem – pomyślała i już miała pędzić w jego kierunku, gdy przypomniała sobie, że zabawa z nim jest też nudna, bo ślimak bardzo wolno się rusza.
  • Muszę znaleźć sobie kogoś tak szybkiego i skocznego jak ja – stwierdziła. Gdy tak rozmyślała, do strumyka, płynącego nieopodal, przyleciało kilka wróbelków. Wskoczyły do wody i ochlapywały się nią, robiąc przy tym straszny hałas.
     To świetna zabawa – pomyślała Milka i pobiegła do nich. Niewiele myśląc wskoczyła w sam środek, robiąc przy tym wielką fontannę wody. Wróbelki natychmiast odleciały przerażone i oddalając się wykrzykiwały coś w stylu – co za niegrzeczny pies!, - nawet nie można się w spokoju wykąpać!, czy -patrz gdzie wskakujesz wielkoludzie! Po chwili ich szczebiotanie ucichło i tylko Milka, z bardzo zdziwioną miną została w strumyku. Zrezygnowana wyszła na trawę i otrząsnęła swoje futerko z wody.

  • Hej! Nie zamawiałyśmy prysznica – usłyszała nagle czyjś cieniutki głosik. Rozejrzała się dokładnie i na liściu, w oczku wodnym zobaczyła dwie, zielone żabki. Minki miały uśmiechnięte, więc odważyła się do nich zagadać.
  • Cześć! Ja jestem Milka – a wy jak się nazywacie.
  • Nie powiemy ci, bo nie możemy rozmawiać z nieznajomymi – po chwili odpowiedziała jej odważniejsza z żabek.
  • Ale ja wam się przedstawiłam i chcę się z wami pobawić – wyjaśniła im Milka.
  • Musiałabyś być żabą, bo my możemy się bawić tylko z żabkami. - tym razem zabrała głos druga z nich.
  • Ale ja jestem pieskiem – odparła Milka
  • No właśnie, więc nie możesz się z nami bawić – zarechotały żabki i zaczęły przeskakiwać z liścia na liść, strasznie się przy tym zaśmiewając. Biały piesek przyglądał się im z zazdrością. W końcu nie wytrzymał i odezwał się znowu.
  • To ja chcę zostać żabą. Ale nie wiem jak to zrobić. Żabki spojrzały bardzo zdziwione. Potem rechotały długo coś między sobą, aż wreszcie odezwała się jedna z nich.
  • Po pierwsze musisz umieć skakać tak jak my, z liścia na liść.
  • Po drugie – tym razem druga żabka zabrała głos – musisz umieć upolować muchę.
  • A po trzecie musisz być zielona – zawołały razem i wybuchnęły śmiechem. Milka nie wzięła jednak tego za żart i postanowiła spełnić ich warunki.
  • Zobaczycie, na pewno zdam egzamin na żabę – mruknęła odchodząc. Żabki słysząc to znów wybuchnęły śmiechem , ale zaraz zajęły się zabawą. Milka poszła do swojej kryjówki, żeby się zastanowić.
  • Ze skakaniem nie mam problemów – zamruczała do siebie. Potem pomyślała nad złapaniem muchy. Już kiedyś próbowała upolować jedną, która przeszkadzała jej swoim brzęczeniem, w spaniu, ale niestety mucha była szybsza. Po chwili przypomniała sobie, że widziała niedawno pajęczynę, w pomieszczeniu gospodarczym, w którą zawsze wpadały jakieś muchy. Czym prędzej pobiegła to sprawdzić. I tym razem w pajęczynie szamotała się jakaś mucha. Milka przyjrzała jej się dokładnie. Mucha trzepotała posklejanymi skrzydełkami i wołała ratunku.
  • Poczekaj jak wymyślę, jak być zieloną, to wrócę i cię uratuję – krzyknęła i już jej nie było. Teraz czekało na nią najtrudniejsze zadanie. Już miała przyozdobić swoją sierść zielonymi listkami, gdy przypomniała sobie, że zabarwiła kiedyś na zielono łapę od świeżo skoszonej trawy. Zadowolona z siebie zaczęła przewracać się na trawniku, wcierając w sierść zielony barwnik z trawy. Nie udało jej się ufarbować dokładnie, ale już po chwili miała na całym ciele zielone plamki.


  • Mogę przecież być plamiastą żabką – stwierdziła po obejrzeniu się. Bardzo ucieszona pobiegła w podskokach do pomieszczenia gospodarczego po muchę, a zaraz potem podskakując skierowała się w stronę oczka wodnego. Obeszła je dwukrotnie dookoła, ale nie znalazła żabek. Mucha bzyczała jej między zębami i próbowała uciekać. Wreszcie zrezygnowana przystanęła przy kamieniu, po którym wędrował ślimak.

  • Cześć, co masz taką strasznie smutną minkę? - zapytał.
  • Mmmm - Milka próbowała odpowiedzieć. Po chwili wypluła muchę i przydepnęła jej skrzydełka łapką. - Szukam takich dwóch zielonych żabek, które jeszcze niedawno się tu bawiły – odpowiedziała.
  • Nie ma ich już, bo nad oczkiem przelatywał bocian, który poluje na żabki i one prędko uciekły do swoich rodziców. Słyszałem jak mówiły do siebie, że nie widziały jeszcze tak wielkiego bociana – opowiadał ślimak. Z każdym jego słowem w Milce narastało przerażenie. Ostatnie słowa ślimaka słyszała już w biegu. Zostawiła muchę, która z radością wzbiła się w powietrze i pobiegła ukryć się w tujach. Wieczorem zastała ją tam Pyza.
  • Ty znowu tu się wylegujesz! – nakrzyczała na nią.- Wychodź natychmiast! - rozkazała. Milka pokiwała głową. Wtedy właśnie Pyza zauważyła, że jej siostra cała się trzęsie.
  • Co ci jest?- spytała już spokojniej – Jesteś chora?
  • Nie, tylko nie mogę wyjść, bo nad ogrodem lata wielki bocian i może mnie zjeść.
  • Coś ty znowu wymyśliła – znów krzyknęła Pyza – przecież ty jesteś pieskiem, a on poluje na żaby. Wychodź natychmiast.
  • Nie wyjdę! - warknęła Milka i weszła jeszcze głębiej. - On może nie wiedzieć, że ja jeszcze nie jestem żabą – dodała i znów się zatrzęsła ze strachu.
  • Ja nic nie rozumiem. Wychodź i mi wszystko opowiedz . Milka wysunęła zielony łepek i zaczęła tłumaczyć siostrze wszystko od początku.
  • Piesek nie może być żabką. Żabką się trzeba urodzić, a ty urodziłaś się pieskiem. - wyjaśniała cierpliwie Pyza wyciągając Milkę za ucho spod krzaków. W końcu udało się jej jakoś ją przekonać. Wieczorem u babci w domu, zwierzątka ułożyły się na swoim posłaniu, ale Milka wciąż się jeszcze kręciła.

  • No co tam? - warknęła Pyza.
  • Ale jakby co, to wytłumaczysz temu bocianowi, że ja jeszcze nie zdawałam tego egzaminu na żabkę. - odezwała się Milka i przytuliła swój zielony łepek do zaskoczonej siostry.
  • Czy ty kiedyś widziałaś żabę z wielkim puszystym ogonkiem – zapytała powstrzymując wybuch śmiechu
  • Chyba nie- odparła Milka
  • To się nie martw, bo on na pewno też nie widział. - powiedziała ziewając Pyza.

sobota, 11 maja 2013

Bajki babci Doty - Świetlik



Cały dzień padał deszcz, więc pieski drzemały na tarasie. Od czasu do czasu, gdy dobiegł do nich jakiś dźwięk, leniwie podnosiły łebki, ale za chwilę znów zapadały w sen. W końcu zerwał się wiatr i krople deszczu i tam dotarły. Oba pieski musiały przenieść się do budy. Pod wieczór pogoda trochę się poprawiła. Pyza i Milka wygłodniałe, ruszyły w kierunku swoich misek. Okazało się jednak, że ulewa uszkodziła wiszącą tam lampę.











  • Nic nie widzę – powiedziała Milka, kierując się do miski swojej siostry, bo ta była wypełniona jeszcze karmą po brzegi.
  • Zdaj się w takim razie na swój świetny węch – warknęła Pyza odpychając ją delikatnie, ale stanowczo. Po chwili słychać było głośne mlaskanie i wylizywanie.
  • Chyba znowu pomyliłaś miski – stwierdziła Pyza, wyczuwając nad sobą wielki biały łepek.
  • Bo moja miska jest już zupełnie pusta, a w twojej jest jeszcze dużo pyszności – odpowiedziała Milka, bardzo miłym głosikiem.
  • Chyba jednak dobrze widzisz, pomimo tych ciemności, skoro dojrzałaś moją karmę? - odparła Pyza nabierając kilka kulek do pyszczka – Jak jesteś jeszcze głodna to pozbieraj wszystkie kawałki, które wysypałaś i teraz leżą dookoła.
  • No wiesz w takiej ciemności, może jednak się ze mną podzielisz ?
  • Nie! – krzyknęła teraz już zdenerwowana Pyza – Posprzątaj wszystko, a jak nie widzisz to poproś świetlika, żeby ci poświecił.
  • Świetlika? - zdziwiła się Milka.
  • Tak, to taki chrząszcz, który świeci w ciemności. Wprowadził się niedawno do nas. Lata często w okolicach krzewu dziurawca. - wyjaśniła Pyza i znów zajęła się jedzeniem. Milce nie trzeba było powtarzać tego dwa razy. Zaciekawiona pobiegła odszukać świetlika. To nie było wcale trudne. Już z daleka nad krzewem dziurawca ujrzała unoszącą się, małą, świecącą kropeczkę.
  • Cześć, ja jestem Milka – przedstawiła się grzecznie. Świetlik przysiadł na chwilę na listku.
  • Witam, ja jestem świetlik – odpowiedział i znów zaczął latać.
  • Usiądź jeszcze na chwilkę, bo od tego patrzenia na ciebie kręci mi się w głowie – poprosiła machając przy tym łebkiem na wszystkie strony, bo świetlik przenosił się to w jedno, to w drugie miejsce.
  • Nie mogę – odparł nadal latając. - Jestem bardzo zajęty. Chcę tu założyć rodzinę. Będę tu mieć żonę i urodzą mi się dzieci. Muszę więc wszystko przygotować. - dodał i znów jego światełko migotało między listkami.
  • Ale ja cię potrzebuję przy mojej misce, bo tam uszkodziła się lampa i jest teraz ciemno – tłumaczyła Milka.
  • Nie mam czasu – odkrzyknął do niej świetlik i już migotał w innym miejscu. Milka odeszła zrezygnowana.
  • Muszę coś wymyślić, bo inaczej szukanie każdego upuszczonego kawałka karmy zajmie mi bardzo dużo czasu, a przecież nadal jestem głodna – mruknęła do siebie, a na potwierdzenie jej słów rozległo się głośne burczenie w jej brzuszku. Postała chwilę zamyślona.
  • Już wiem – powiedziała i pobiegła w kierunku oczka wodnego, gdzie rosła mała choinka. Babcia niedawno obcinała jej dolne gałęzie, więc po jej pniu nadal jeszcze spływała żywica. Była bardzo klejąca. Milka przekonała się o tym, gdy kiedyś zasnęła pod takim drzewkiem. Obudziła się wtedy cała w żywicy i wszystko się do niej przylepiało. Babcia musiała ją długo szorować, a nawet część zabrudzonej sierści trzeba było wyciąć. Milka wzdrygnęła się na samo wspomnienie tamtej przygody.
  • Ale czego się nie robi dla jedzenia – westchnęła i przyłożyła łepek do drzewa. Po chwili czubek głowy miała umazany żywicą. Zadowolona z siebie pobiegła z powrotem do świetlika.
  • Wiesz co? - rozpoczęła przymilnym głosikiem. Nie będę ci zajmować już więcej czasu, ale mam jedną malutką prośbę. - dodała i podeszła bliżej. - Może mógłbyś mi usiąść na chwilę na czubku łepka, chcę coś lepiej zobaczyć, a ty w ten sposób poświecisz mi trochę.
  • Dobrze – zgodził się świetlik - ale szybko, bo mam jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia.- stwierdził i usiadł we wskazanym miejscu. Zaraz potem zrozumiał o co chodziło pieskowi. Skrzydełka przykleiły mu się do żywicy i nie mógł odlecieć. Zdenerwowany bardzo wykrzykiwał groźnie, ale Milka już biegła do swojej miski.

  • Nie denerwuj się tak – starała się go pocieszyć – jak się najem to cię wypuszczę. Gdy Pyza popatrzyła w okolicę misek, zobaczyła siostrę zgrabnie zbierającą wszystkie małe kulki karmy. Było to możliwe tylko dzięki temu, że oświetlało je światełko świetlika. Już miała ją pochwalić, gdy usłyszała jego zdenerwowany krzyk. Podbiegła szybko zdziwiona i od razu wszystko zrozumiała.
  • Milka! - zawołała wściekła na siostrę – jak mogłaś zrobić coś takiego, temu biednemu świetlikowi – warczała groźnie
  • Ja nic nie zrobiłam – broniła się Milka, na wszelki wypadek odsuwając się jak najdalej.
  • Po pierwsze, to on sam usiadł mi na główce, a po drugie to chyba nie ma tak źle, bo przecież go noszę , a on sobie tylko leży i świeci. - wyliczała – No może trochę go zmęczyło to wykrzykiwanie i machanie nóżkami, ale przecież mógłby tam leżeć spokojnie, prawda? – dodała wzruszając ramionami. - A po trzecie, powinien się cieszyć, że robi dobry uczynek, podświetlając mi troszkę. Pyza nie wytrzymała. Doskoczyła do siostry. Miała tak wściekłą minę, że Milka nawet nie drgnęła ze strachu. Pyza warczała groźnie i musiała się bardzo powstrzymywać, by nie ugryźć siostry.
  • Nikomu nie wolno robić krzywdy, więc i ja tobie nic nie zrobię – odparła wreszcie. Natychmiast odklej świetlika od swojej głowy! - rozkazała. Zanieś go nad oczko i pomóż mu się umyć. Tylko niech ci nie przyjdzie do głowy go tam wrzucić, bo on jest mały i mógłby się utopić.- kontynuowała nadal zdenerwowana. Milka skulona słuchała wszystkiego uważnie.
  • Nie dziękuję za mycie – odezwał się wreszcie świetlik przerażony perspektywą kąpieli w oczku wodnym– poradzę sobie sam – dodał.- Proszę mnie tylko odczepić. Milka jednym ruchem łapy strzepnęła świetlika na ziemię. Mimo że jego skrzydełka były posklejane, udało mu się trochę niezgrabnie polecieć .
  • Nawet mi nie podziękował za uwolnienie – westchnęła Milka. Pyza znów zawarczała groźnie. Na wszelki wypadek biały piesek wolał się szybko oddalić z tego miejsca. Pyza nadal zła na siostrę mruczała coś pod nosem. Milka wiedziała, że musi być teraz bardzo grzeczna, bo już dość na dzisiaj narozrabiała. Przebiegając po ogrodzie dojrzała pod niektórymi krzakami, dziwne kamienie, z których wydobywało się światło. To babcia postawiła tam zakupione niedawno lampki.
  • Ojej! - krzyknęła, nie wiedząc o tym Milka. - Pyza pomyśli, że przygniotłam kamieniami całą rodzinę świetlika – powiedziała przerażona i prędko uciekła schować się w krzaki.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Nagroda za odwagę




W końcu przyszła wiosna. W tym roku była bardzo spóźniona i wszyscy powitali ją z wielką radością. Trzeba było wykonać wiele prac w ogródku, więc babcia każdą wolną chwilę spędzała na wygrabianiu liści, wsadzaniu nowych roślinek i wyrywaniu pierwszych chwastów. Milka i Pyza też miały więcej obowiązków. W ogrodzie pojawiło się mnóstwo nowych zwierzątek. Wszystkie szukały miejsca na swoje domki, więc co rusz dochodziło do jakiś kłótni. Pyza pilnowała domu, godziła zwaśnione zwierzątka i towarzyszyła babci. Milka miała jej pomagać, ale większość czasu spędzała ukrywając się w krzakach. Babcia właśnie znów wyszła do ogródka.



  • Ależ ty zarosłaś – powiedziała, przyglądając się Pyzie, przez swoje okulary. Przez tą spóźnioną wiosnę, nie znajdę chyba czasu, żeby cię ostrzyc. - dodała jeszcze kręcąc głową i zabrała się za kolejną grządkę. Pyza nie przejęła się słowami babci, bo nie przepadała za strzyżeniem. Wprawdzie zbyt długa grzywka zasłaniała jej oczy, a broda zawsze brudziła się przy jedzeniu, ale wolała to, niż odgłos maszynki do golenia.
Po południu do domu babci przyszedł jakiś nieznajomy mężczyzna. Pieski obwąchały go dokładnie i groźnie obwarczały.
  • Ciekawe kto to? – zastanawiała się Milka przyglądając się nieznajomemu.
  • Nie wiem – odpowiedziała Pyza - ale pachnie wieloma psami.
  • Tak – przytaknęła jej siostra nie spuszczając nieznajomego z oczu. Babcia otworzyła garaż i mężczyzna zaczął rozkładać tam dziwny stół, a potem przyniósł skrzynkę z jakimiś narzędziami.
  • Nie podoba mi się to – stwierdziła Pyza i oba pieski znów zaczęły szczekać i warczeć.
  • Spokój! – krzyknęła babcia i pieski natychmiast ucichły. Spoglądały jednak na nieznajomego z bardzo groźnymi minami.
  • To jest psi fryzjer – wyjaśniła im babcia.- Ostrzyże Pyzę, bo ja mam za dużo innych zajęć.
Pyza wyglądała na przerażoną. Zastanawiała się właśnie, czy ma uciekać i dokąd, ale wiedziała, że nie uda jej się od tego wymigać.
  • Nie martw się – pocieszała ją siostra. - mogę go ugryźć – dodała i zrobiła krok do przodu.
  • Ani mi się waż – zatrzymała ją Pyza – Może rzeczywiście trochę się boję, ale ludzi gryźć nie wolno. Co by na to powiedziała Babcia. To przekonało Milkę, bo usiadła grzecznie przy Pyzie. Nieznajomy mężczyzna nadal rozkładał swoje narzędzia w garażu.
  • Mogę ci pokazać takie miejsce w krzakach, że nikt cię tam nie znajdzie – zaproponowała Milka.
  • Nie mogę uciec, bo zawiodę babcię – odpowiedziała Pyza, ale jej głos nie był bardzo przekonywający.
  • Ale to miejsce jest niezawodne – nadal upierała się Milka. Tym razem Pyza nie odpowiedziała, bo podeszła do nich babcia. W ręku trzymała psi kaganiec.
  • Muszę ci to założyć na pyszczek – stwierdziła, pokazując metalowy przedmiot – Wiem, że jesteś grzecznym pieskiem, ale ten pan, cię jeszcze nie zna i woli, żebyś to miała na wszelki wypadek. Pyza spuściła łepek i pozwoliła sobie założyć przyniesiony przedmiot.
  • Ja się nie zgadzam! – zaszczekała widząc to Milka – To moja siostra i będę jej bronić! – krzyknęła i zawarczała najgroźniej jak umiała. Babcia nie zwróciła jednak na nią uwagi, tylko weszła z Pyzą do garażu i zamknęła za sobą drzwi. Milka została sama. Spróbowała jeszcze szczekać, potem warczała, a na koniec zawyła przeciągle, ale nikt do niej nie wyszedł. W końcu położyła się pod drzwiami, przysłuchując się odgłosom pracującej maszynki do golenia. Powieki robiły jej się coraz cięższe i cięższe, aż wreszcie zasnęła.
  • Cześć, co tu tak leżysz?- obudził ją głos znajomej myszki.
  • Pilnuję Pyzy, bo przyszedł do niej psi fryzjer i ją strzyże w garażu – odpowiedziała nieco zaspanym głosem.- To musi być chyba straszne, bo wiesz jaka moja siostra jest odważna, a tym razem wyraźnie się bała. Myszka kiwnęła główką ze zrozumieniem.
  • Ale ty też musisz być bardzo odważna jak ciągle tu leżysz- powiedziała wreszcie.
  • No pewnie – dumnie stwierdziła Milka.
  • Ja na twoim miejscu już dawno bym uciekła – stwierdziła myszka.
  • No wiesz, przecież ktoś musi bronić Pyzy – odparła Milka i wyprężyła pierś do przodu, żeby w ten sposób podkreślić swoją odwagę.
  • No tak, ale ty pewnie będziesz następna do tego strzyżenia – kontynuowała swoją myśl myszka. Do Milki nagle dotarło o czym mówi jej koleżanka. Przerażenie pojawiło się na jej pyszczku. Zerwała się na nogi i zanim myszka zdążyła coś jeszcze powiedzieć, już jej nie było.
  • No chyba jednak nie jest taka odważna – skomentowała tą ucieczkę myszka i na wszelki wypadek też pobiegła się ukryć.

Po dłuższej chwili drzwi garażu się otworzyły i wybiegła z nich całkiem odmieniona Pyza. Wyglądała teraz jak prawdziwy sznaucer, tylko brodę miała nieco zbyt krótką, bo włosy tak bardzo się tam skołtuniły, że nie można ich było rozczesać. 

Babcia pożegnała się z panem fryzjerem i poszła do domu. Po chwili wyszła trzymając w ręku spory kawałek kiełbasy.
  • Proszę – powiedziała podając go Pyzie – to nagroda za to, że byłaś taka dzielna – dodała i poklepała pieska po łebku. Pyza zjadła przysmak i z radością zamerdała ogonkiem. Gdy oblizywała swoją nową, nieco przykrótką bródkę, uświadomiła sobie, że nigdzie nie ma jej siostry. Pobiegła więc do ogrodu rozglądając się bacznie.
  • Już możesz wyjść ze swojej kryjówki – krzyknęła zatrzymując się przy pobliskich tujach. Milka wychyliła się nieco i zapytała
  • A fryzjera już nie ma?
  • Nie, już pojechał – odpowiedziała Pyza. Milka wyszła z ukrycia. Kiedy przyglądała się siostrze wyczuła od niej dziwny, znajomy zapach.

  • Co ty jadłaś takiego wspaniałego?
  • Dostałam nagrodę za odwagę od babci- wyjaśniła siostrze Pyza.
  • A dlaczego ja nie dostałam? - zdziwiła się Milka. Przecież ja cię dzielnie broniłam! Pyza wzruszyła ramionami i pobiegła zrobić obchód wzdłuż ogrodzenia.
  • Jaki ładny nowy piesek – powiedziało jakieś dziecko przechodzące obok płotu. Pyza uniosła dumnie pyszczek i zaprezentowała się cała.
  • No tak, same szkody z powodu tego fryzjera. - pomyślała Milka – Nie dość, że nie dostałam pysznej kiełbaski, to nikt się teraz mną nie zachwyca – powiedziała do siebie wchodząc z powrotem pod krzaki. - No i jeszcze Pyza ma teraz tak krótką grzywkę, że nawet w mojej kryjówce mnie dojrzała. Następnym razem chyba go pogryzę – zawarczała do siebie groźnie.
  • Włosy w uszach też mam wycięte i teraz lepiej wszystko słyszę – nagle dobiegł do niej wesoły głos Pyzy.

sobota, 23 marca 2013

Gość






Koleżanka babci Doty musiała wyjechać na parę dni i poprosiła o zaopiekowanie się w tym czasie jej papugą. Luiza, bo tak nazwała swą pupilkę, była dużym, pięknie upierzonym ptakiem . Mieszkała w wielkiej metalowej klatce. Babcia postawiła ją na stoliku w salonie. Pieski nie były zadowolone z pobytu gościa. Papuga też raczej ich nie polubiła. Przyglądała im się bacznie, dumnie unosząc swój zielony łepek. Od czasu do czasu otwierała pomarańczowy dziób, żeby zademonstrować jaki jest wielki i ostry.



Pierwszego dnia pieski podeszły do jej klatki, aby się przedstawić, ale papuga nie chciała z nimi rozmawiać i odwróciła się do nich tyłem. Wieczorem jeszcze raz spróbowały nawiązać znajomość. Tym razem jednak zakończyło się to jeszcze gorzej, bo Luiza dziobnęła Milkę w jej czarny nosek. Zraniony piesek z piskiem odskoczył od klatki i poszedł na swoje miejsce. Od tej pory zwierzątka nie zwracały uwagi na niechcianego gościa. Następnego dnia była ładna pogoda i babcia wystawiła klatkę z papugą na taras. Pieski biegały po ogrodzie. Pyza jak zwykle pracowała, a Milka bawiła się piłeczką w okolicy tarasu.
  • Milka – usłyszała szczekanie swojej siostry. Pobiegła w kierunku, z którego dochodziło, lecz Pyzy tam nie było. Rozejrzała się dookoła i nie znalazłszy jej nigdzie powróciła do zabawy.
  • Milka – tym razem głos siostry brzmiał jakby była bardzo zdenerwowana. Milka natychmiast przybiegła ponownie na taras. Taki głos Pyzy oznaczał, że będzie miała kłopoty, więc nie czekała ani chwili.
  • Pewnie już gdzieś pobiegła – powiedziała do siebie, gdy i tym razem jej nie ujrzała – ale co ja znowu takiego zrobiłam – zastanawiała się Milka. Nie chciało jej się jednak szukać siostry, więc dalej bawiła się piłeczką.
  • Milka – teraz szczeknięcie było tak groźne, że pieskowi, aż się sierść zjeżyła ze strachu. Postanowiła poszukać Pyzy. Powęszyła w okolicy tarasu, a potem pobiegła do bramy, bo tam doprowadził ją trop.
  • Przepraszam, nie mogłam cię znaleźć – usprawiedliwiała się już z daleka. Pyza nieco zdziwiona podniosła łepek i spojrzała w jej kierunku.
  • Pomożesz mi pilnować? – zapytała z niedowierzaniem.
  • Oczywiście – odpowiedziała Milka , ciesząc się, że siostrze przeszło już zdenerwowanie. Usiadła przy ogrodzeniu i zrobiła poważną minę. Wyglądała teraz jak prawdziwy stróżujący pies. Pyza popatrzyła na nią dumnie.
  • Ja pobiegnę w takim razie na drugą stronę ogrodu – zdecydowała wreszcie i odeszła zostawiając siostrę na posterunku.
  • Chyba dorośleje i w końcu się czegoś nauczyła – zamruczała do siebie. Najpierw pobiegła w okolicę oczka wodnego, a potem postanowiła sprawdzić czy wszystko w porządku u jej przyjaciela krecika. Już miała go zawołać, gdy nagle rozległo się głośne szczekanie Milki.
  • Pyza!- wołała jej siostra gdzieś z tarasu. Pyza nie zastanawiając się ani chwili pobiegła w tamtą stronę. Milki jednak tam nie było.
  • Może mi się wydawało – powiedziała do siebie i odbiegła w kierunku kretowiska. Nie pokonała nawet połowy drogi, gdy znów usłyszała szczekanie Milki. Brzmiało tak żałośnie, że Pyza wystraszyła się nie na żarty. Najszybciej jak potrafiła zaczęła jej szukać. Zastała ją śpiącą przy bramie, dokładnie tam gdzie ją zostawiła.
  • Co się stało? – krzyknęła zdziwiona i zaniepokojona. Milka wyrwana ze snu, podniosła biały łepek i uderzywszy nim w wystającą gałąź, aż zawyła z bólu. Oba pieski patrzyły teraz na siebie zdezorientowane.
  • To pilnowanie jest takie męczące, że zasnęłam – zaczęła Milka
  • Ale czemu szczekałaś z takim przerażeniem i mnie wołałaś – nie mogła zrozumieć Pyza. Milka także nie wiedziała o co chodzi.
  • No może mi się coś przyśniło – wydukała wreszcie. Pyza pokiwała tylko łebkiem i już miała nakrzyczeć na siostrę, gdy usłyszała głos babci
  • Pyza!, Milka! - wołała babcia.

  • To na pewno coś pysznego – stwierdziła Milka i oba pieski pobiegły na taras skąd dochodził głos. Drzwi do domu były jednak zamknięte.
  • Nie widziałaś może babci? – zapytała Pyza siedzącą w klatce papugę.
  • I gdzie moje smakołyki? – dodała oburzona Milka. Papuga spojrzała tylko z poważną miną i odwróciła łeb w drugą stronę.
  • Wstrętne ptaszysko – stwierdziła widząc to Milka – pewnie zjadła wszystko co wyniosła dla nas babcia.
  • Nie mów tak – skarciła ją Pyza. Luiza siedzi przecież w klatce i nie mogła z niej wyjść. Milkę raczej to nie przekonało. Niepocieszona pobiegła za Pyzą.
  • Pyza!Milka!- znów dobiegł ich głos babci. Tym razem były na tyle blisko, że od razu znalazły się na tarasie. Babci nadal tam nie było, ale Pyza zorientowała się o co chodzi.
  • To ta papuga nas wołała – powiedziała do Milki zdenerwowana.
  • No co ty, przecież umiem rozpoznać głos babci – nie dowierzała Milka.
  • Kiedyś słyszałam, jak jej właścicielka się chwaliła, że Luiza umie naśladować różne głosy.
  • To na pewno ona cały dzień naśladowała twój głos i głos babci.
  • I jeszcze twój jak jesteś bardzo zła – dodała Milka i wzdrygnęła się na sama myśl. Papuga przysłuchiwała się pieskom złośliwie się uśmiechając.
  • Nie denerwuj się .Nic nie możemy zrobić, bo to przecież gość babci. - powiedziała Pyza poklepując siostrę na pocieszenie i pobiegła do swoich obowiązków.
  • Ale jaki złośliwy – mruknęła do siebie Milka nad czymś się zastanawiając. Potem wróciła do zabawy piłeczką. Co chwilę jednak spoglądała w kierunku klatki. Papuga popatrzyła na nią z pogardą aż w końcu się znudziła i zamknęła oczy. Nagle zbudził ją straszny hałas. To piłeczka Milki uderzyła w jej klatkę.
  • Przepraszam – powiedziała uśmiechnięta Milka. Piłka mi się wymsknęła.
  • I jeszcze nie raz mi się wymsknie – dodała już znacznie ciszej i znów się uśmiechnęła.   

czwartek, 21 marca 2013

Wiosenne porządki


Był okres przedświąteczny. Babcia wywiesiła na tarasie swoją pościel i zabrała się do mycia okien.
  • Chyba i my musimy posprzątać w naszej budzie – powiedziała Pyza do swojej siostry. Milka udawała, że nie słyszy. Wylizywała właśnie swoją miskę.
  • Słyszysz, dzisiaj będziemy robić wiosenne porządki.
  • Przecież robiłyśmy niedawno – odpowiedziała jej w końcu Milka.
  • Ostatnie sprzątanie robiłyśmy przed zimą, więc to najwyższy czas – wytłumaczyła Pyza, już nieco zdenerwowana.- Wyjmij wszystko z budy, a ja jeszcze zrobię obchód wokół domu.- dodała stanowczym tonem. Milka bardzo niezadowolona poszła wolnym krokiem w kierunku budy. Po drodze zatrzymała się w pobliżu domku swojej koleżanki myszki. Okazało się jednak, że jej mama też zarządziła sprzątanie i myszka nawet nie mogła wyjść porozmawiać. To przygnębiło pieska jeszcze bardziej.
     - To będzie długi dzień – zamruczała do siebie i poszła dalej.
      Buda piesków stała pod małą wierzbą. Była zbudowana z drewnianych klepek i pokryta spadzistym daszkiem. W środku był mały korytarzyk, który prowadził do większego, kwadratowego pokoiku. Milka spojrzała na nią z rozrzewnieniem, a potem położyła się w korytarzu. To była jej ulubiona pozycja z głową wystawioną na zewnątrz, żeby widzieć co dzieje się wokół.
  • Muszę chwilę odpocząć przed tym strasznym sprzątaniem. Na samą myśl o nim czuję się zmęczona – stwierdziła i zamknęła oczy. Po chwili słychać już było jej ciche pochrapywanie. W ten sposób udało jej się tak przespać pół dnia, nim Pyza znalazła chwilę, by sprawdzić jak jej idzie.
  • No tak, nic nie zrobiłaś – krzyknęła, widząc ją śpiącą. Milka wyskoczyła, wystraszona uderzając główką o wystającą część daszku. Pyza weszła do budy i zaczęła wyrzucać znajdujące się tam rzeczy. Była bardzo zdenerwowana i nawet nie spojrzała na siedzącą obok i rozmasowującą bolące miejsce, siostrę. Po chwili przed budą wylądowały dwa spore drewienka, czerwony sznureczek od balonika, resztki kocyka babci Doty, drugi kocyk, wiaderko Igorka i jego czerwony samochodzik, a na koniec Pyza wyciągnęła babci zielony kalosz.
  • Teraz już wiem, czemu ja ledwo się tam mieszczę – powiedziała, kręcąc łepkiem. - Po co ci to wszystko? - spytała.
  • Drewienka są do gryzienia, dwa bo jak jedno mi zginie mam jeszcze drugie, sznureczek też jest fajny do zabawy, kocyki podkładam sobie pod brzuszek. - wymieniała z niewinną minką Milka.
  • A zabawki Igorka - nadal dziwiła się Pyza.
  • Wiaderko jak bym się chciała napić, to przyniosę w nim wody, a samochodzik pokazywałam myszce.
  • No dobrze, a ten kalosz. Przecież babcia szukała go niedawno w całym ogrodzie. - nie mogła zrozumieć Pyza.
  • Pamiętasz, jak Mikołaj pomylił prezenty i ja dostałam kalosze, musiałam je potem oddać babci. Pomyślałam wtedy, że sprawiedliwie będzie jak się nimi podzielimy i jeden sobie zostawiłam. - powiedziała skruszonym głosikiem. Pyza jednak nie nabrała się na ten głosik.
  • Natychmiast odnieś ten kalosz babci – rozkazała – potem wybierz tylko dwie rzeczy, które chcesz włożyć do budy. Ja chwilę popracuję, a jak wrócę w budzie ma być czysto i przytulnie.- krzyknęła i pobiegła w kierunku ogrodzenia. Milka chwyciła w pyszczek kalosz i pobiegła podrzucić go na taras. Właśnie go zostawiała, gdy zainteresowała ją pościel babci, która się tam wietrzyła.

  • Z tym to chyba byłoby przytulnie – stwierdziła i chwyciła w zęby mały jasieczek. Zaniosła go do budy i ułożyła w pokoiku. Wydał się trochę za mały, więc Milka postanowiła przynieść jeszcze dużą poduchę. Po chwili była już na tarasie i ciągnęła zębami upatrzoną pościel. Poducha znajdowała się pod kołdrą babci, więc Milka nie mogła jej stamtąd wyciągnąć. Szarpnęła jeszcze parę razy, aż w końcu rozległ się dziwny dźwięk. Zrobiła się wielka dziura, a z wnętrza zaczął się wysypywać na ziemię i na zdziwionego pieska, biały puch. Po chwili wiatr rozniósł małe piórka już po całej okolicy. Milka też była nimi pokryta, ale, że była biała, widać je było głównie na jej czarnym nosie. Kichnęła dwa razy i pokręciła łebkiem.
  • Może uda mi się jej wmówić, że to śnieg – zastanawiała się co powie siostrze. - Gorzej jak posądzi mnie, że skrzywdziłam jakąś kurę – mruczała do siebie wciągając resztki poduchy do budy. Potem wepchnęła pod nią dwa drewienka, czerwony sznureczek,dwa kocyki wiaderko Igorka i czerwony samochodzik.
  • No teraz jest czysto i przytulnie – kiwała łebkiem, podziwiając wnętrze budy. Potem ułożyła się na swoim miejscu i zasnęła. Obudził ją krzyk babci. Dostawało się właśnie Pyzie, która była w pobliżu, a do jej szarego futerka przyczepiły się puchowe piórka. Milka czym prędzej ukryła się w krzakach i nawet ogonek nie wystawał jej stamtąd. Miała zamiar nie wychodzić do samego wieczora, ale burczenie w pustym brzuszku, przekonało ją do tego, że to zły pomysł. Wychyliła najpierw łepek, a gdy nie zobaczyła nikogo w pobliżu, odważyła się pobiec w kierunku miski. Tam czekała już na nią Pyza.
  • Wiedziałam, że w końcu wyjdziesz – powiedziała do siostry. Milka z tonu jej głosu wywnioskowała, że może podejść bliżej.
  • Chciałaś, by było czysto i przytulnie – wyjaśniła - Starałam się bardzo – dodała jeszcze i zaczęła delektować się posiłkiem. Na wszelki wypadek nie podnosiła łebka, by nie patrzeć na Pyzę. Pyza też nie miała chyba siły do swojej młodszej siostry, bo nic się nie odezwała.
Wieczorem, pieski ułożyły się w domu do snu.
- Dobrze chociaż, że porządki wiosenne, mamy już z głowy – pomyślała Milka. Muszę tylko odzyskać mojego kalosza – przemknęło jej jeszcze przez myśl i zasnęła.

sobota, 9 marca 2013

Sposób na wiosnę


Była połowa marca. Dni stawały się coraz dłuższe i coraz częściej świeciło słoneczko. Babcia korzystając z jego pierwszych, cieplejszych promieni, wyszła do ogrodu. Pieski były prze szczęśliwe i nie odstępowały jej ani na krok. Najpierw wszyscy przemaszerowali przez cały ogród. Babcia przyglądała się roślinkom i przemawiała do nich czule, chwaląc piękne pąki. Pyza kroczyła za nią dumnie z poważną miną. Milka skakała dookoła, co rusz wpadając to na jedną to na drugą z nich. Potem babcia zabrała się za obcinanie drzewek i krzewów. Niestety szybko zrobiło się znowu zimno i musiała wrócić do domu.
  • Kiedy w końcu nadejdzie ta wiosna – mamrotała niezadowolona – już nie mogę się jej doczekać – powiedziała jeszcze i zamknęła za sobą drzwi. Pieski zostały znowu same.
  • A kiedy nadejdzie ta wiosna? - spytała zasmucona Milka.- Chciałabym, żeby babcia częściej do nas wychodziła.
  • Już niedługo. Słyszałam jak dzieci z pobliskiej szkoły, umawiały się na topienie marzanny.
  • A co to znaczy?- spytała Milka i aż przysiadła bardzo zainteresowana.
  • Trzeba wrzucić marzannę do wody i wtedy odchodzi zima i przychodzi wiosna – odpowiedziała Pyza.
  • A gdzie ją można znaleźć? - spytała Milka, ale Pyza już pobiegła pod ogrodzenie, bo usłyszała tam jakiś szelest.
  • No tak i ja muszę o wszystkim myśleć sama – zawarczała do siebie i pobiegła poszukać marzanny. Nie wiedziała niestety, jak ona wygląda. Rozglądała się jednak bardzo uważnie, bo przecież robiła to dla babci. Pod jednym krzaczkiem znalazła kawałek sznurka, który służył do przywiązywania roślinek. Czym prędzej chwyciła go w pyszczek i pobiegła wrzucić do oczka wodnego. Dumna z siebie odczekała chwilę, patrząc czy wychodzi słoneczko.
  • Oj, to chyba nie marzanna – stwierdziła i poszła szukać dalej. W drugiej części ogrodu, znalazła puszkę po napoju, którą ktoś wrzucił pewnie przez ogrodzenie.
  • No, tym razem to chyba mi się udało – krzyknęła uradowana i chwyciła ją w pyszczek. Tak jak poprzednio szybko pobiegła i wrzuciła znalezisko do oczka wodnego. Niestety i tym razem słoneczko nie wyjrzało zza chmurek. Milka była już trochę zrezygnowana, ale gdy przypomniała sobie, że babcia się będzie z nią bawić w ogródku, od razu odzyskała zapał.
    Wrzuciła jeszcze do oczka starą reklamówkę, którą wiatr przywiał z ulicy, babci rękawiczki do pracy w ogrodzie i w końcu zaciągnęła tam nawet stare grabie, które babcia zostawiła, bo złamał im się trzonek. Przez moment myślała już, że jej się udało, bo pojawiło się słoneczko, ale zaraz zaszło i Milka znowu zaczęła poszukiwania. Była już jednak bardzo zmęczona. Przechodząc obok wiaty, pod którą było złożone drewno kominkowe postanowiła, że czas na krótką drzemkę.
  • Marzenka! Wracaj do domu – usłyszała nagle wołanie jakiejś mysiej mamy. Zerwała się na nogi i rozejrzała się dookoła. Obok niej bawiły się dwie małe myszki.
  • Która z was to Marzenka – spytała je Milka.
  • Ja – odezwała się mniejsza, trochę wystraszona myszka. Milka zastanawiała się przez chwilkę i wreszcie odezwała się do niej.
  • Marzenka, muszę cię wrzucić do oczka wodnego, żeby przyszła wiosna – odparła, ale widząc przerażoną minę myszki dodała po chwili – Nic się nie martw, będę cię trzymała za ogonek i zaraz cię wyciągnę. Myszki to jednak chyba nie przekonało, bo kręciła mocno główką na znak, że się nie zgadza. Przerażenie nie pozwoliło jej wydać z siebie żadnego dźwięku. Druga myszka, też wyglądała na trochę wystraszoną, ale, że to nie ją ten wielki pies chciał wrzucić do wody odważyła się odezwać.
  • Pani Milko, ale woda jest bardzo zimna jeszcze. - powiedziała cichutko. Milka znów zastanowiła się nad czymś.
  • Jak zamoczę cię tylko na chwilkę powinno wystarczyć.- odparła i zrobiła krok w kierunku myszek. Mała Marzenka wycofywała się przerażona, ale nagle potknęła się o coś leżącego na jej drodze i padła jak długa. Milka podeszła i schwyciła ją za ogonek. Myszka wyrywała się i krzyczała, ale biały wielki piesek już pędził w kierunku oczka wodnego. Krzyki i wołanie o pomoc zaalarmowało Pyzę.
  • CO ty robisz !- zawarczała na siostrę.- Natychmiast puść tą biedną myszkę – rozkazała takim tonem, że Milka od razu jej posłuchała.
  • Ty nic nie rozumiesz. - tłumaczyła się wystraszona, ba dawno nie widziała tak zdenerwowanej siostry. - Ona nazywa się Marzenka. Ja chciałam ją na chwilkę włożyć do wody, żeby nadeszła wiosna. Nic by jej się nie stało, naprawdę.- próbowała udobruchać Pyzę, ale ona ciągle warczała oburzona. Mała myszka skorzystała z chwili zamieszania i uciekła do domu. Milka nie rozumiała, czemu siostra się tak złości, ale na wszelki wypadek położyła się grzecznie obok niej. Pyza była tak wzburzona, że musiała minąć chwila zanim mogła spokojnie wytłumaczyć siostrze, o co chodzi.
  • Milka! Nigdy nie wolno wrzucać nikogo do wody wbrew jego woli – zaczęła spokojnie , ale na samą myśl znowu się zdenerwowała.
  • Przecież sama mówiłaś, że jak się wrzuci marzannę to będzie wiosna – przypomniała jej Milka, ale jej głosik, aż się urywał ze strachu.
  • Marzanna to kukła ze słomy – zaczęła ponownie Pyza – topienie jej nie robi nikomu krzywdy – jej głos znów robił się groźny. Milka nie odważyła się nawet podnieść łebka. Pyza spojrzała na roztrzęsioną siostrę i stwierdziła, że wystarczająco już na nią nakrzyczała.
  • Nigdy więcej tak nie rób – powiedziała już milszym tonem i pobiegła do swoich zajęć.
  • Chyba pójdę się schować w krzakach, bo jak taką awanturę mi zrobiła o małą myszkę, to co będzie jak zobaczy te utopione wielkie grabie? - stwierdziła i pobiegła się schować.